Jako, że moją drugą pasją jest makijaż chciałam się wam dziś króciutko pochwalić co powstało na mojej twarzy z okazji halloween. Kilka dni szukałam inspiracji, jednak nie przekonywały mnie wszędzie pukające do drzwi mojej przeglądarki zombie, wampiry czy szkielety. Mimo, że może nie wyglądałam bardzo strasznie, to zdecydowałam się zostać drewnianą laleczka.

Sam makijaż zajął mi około 1 godziny i 40 minut, z czego, nie mając specjalnych produktów, największą część czasu zajęło mi ukrywanie swoich brwi. Powiem wam, że gdy nie widziałam reszty makijażu to dziwnie wyglądałam bez tych włosków nad oczami.

Tak prezentował się efekt



Mam nadzieję, że czasem taka ciekawostka makijażowa na blogu będzie dla was miłą odmianą, już czuję te myśli "no w końcu nie trzeba będzie komentować jej włosów" :)

A czy ktoś z czytelników, również zamienił się w jakieś straszydło ?


Pozdrawiam
J.
Nadszedł czas kolejnego podsumowania :) tym razem parę dni wcześniej, żeby załapać się na podsumowującego posta u Ewy z "Włosów na emigracji". Jak to ja, bardzo czekałam na efekty i powiem wam, że miałam małą przygodę z mierzeniem, bowiem zaraz po umyciu gdzie włosy było mocno napuszone i podniesione, gdy tata oznajmił wynik wyszło niby 0,5 cm. Dość mocno mnie to podłamało ale uznałam, że poczekam do następnego dnia i zmierzę ponownie. A o wynikach napiszę pod zdjęciem ;)

Co robiłam ?
W tym miesiącu dalej brałam CP w proporcjach 2x2, starczyło mi go akurat do 31.10. Ponadto myłam głowę szamponem Banii Agafii "Aktywator wzrostu", również zawsze po myciu jako drugie odżywianie ,dopóki się nie skończyła, stosowałam na skórę głowy maskę z tej samej serii. Udało mi się również wykończyć Jantara i do tej pory używam kurację wzmacniającą Joanna Rzepa. I to by było na tyle w tym miesiącu.

Co planuję dalej ?
W listopadzie, odstawiam wewnętrzne suplementy i skupie się na skórze głowy. Dalej planuję myć głowę wspomnianym szamponem, dopóki nie sięgnie dna, zamierzam stosować codziennie na zmianę Joannę Rzepę oraz żel aloesowy (o zawartości 96% aloesu) oraz na 1,5 godziny przed myciem, czyli co jakieś 2-3 dni,  będę nakładać rozgrzewającą maść końską. Zobaczymy jak pójdzie tym razem :)

Efekty:
Po ostatnim miesiącu włosy mierzyły sobie 63,5 cm, z racji wzbogaconej pielęgnacji myślałam, że wynik będzie lepszy niż poprzednio. Jednak mój organizm po pierwszym bumie na CP chyba dostał tyle składników odżywczych, że ich stały poziom z tym miesiącu zrobił na nim mniejsze wrażenie, a działanie wcierki i maski na skórę głowy głównie skupiło się na wypadaniu włosów, które wróciło już niemalże do normy. Co do długości włosy mierzą teraz dokładnie 65,5 cm a więc przybyło ich o 2 cm, zagęściły mi się również dość mocno skronie :) i taka ciekawostka na koniec urosły mi na długości włosy które ja sama uznaję już za bokobrody.

Przepraszam za ścięcie, musiałam zdjęcie robić sama




A jak wam poszło zapuszczanie ?

Pozdrawiam
J.
Dziś pielęgnacja którą planowałam już od dawna, jedyną przeszkodą był brak drożdży w rodzinnej lodówce. Ale od czego ma się tatę ^^. A więc do rzeczy, ndw wypadła jak to dziwnie na mnie w niedzielę :D nieco musiałam się spieszyć ale udało mi się zrobić prawie wszystko co zaplanowałam, a była to dokładnie maska drożdżowo-aloesowa według przepisu Alicji ukazanym na blogu "Martusiowy Kuferek". Jak wypadła u mnie, o tym niżej.

Pierwsze "O":
  • Krauterhof, Żel Aloesowy (Iris Cosmetic) - 30 min
  • Olej z pestek malin +
  • Schwarzkopf, Gliss Kur Ultimate Oil Elixir, Maska do włosów - 30 min
M:
  • Sylveco, Odbudowujący szampon pszeniczno - owsiany (dalej go testuję)
Drugie "O":
  • NaturVital, Sensitive Hair Mask Aloe Vera Juniper Zimbro (Maska dla wrażliwej skóry głowy) + rozpuszczona 1/4 kostki drożdży + mąka ziemniaczana ( całość bardzo obficie na skórę głowy i włosy) - 30 min
Na koniec włosy wysuszyłam ciepłym dość mocnym nawiewem, bo musiałam się spieszyć jak wspominałam. Na koniec zabezpieczyłam końce jedwabiem od Marion.

Efekt:

Niedziela | Sztuczne światło | Bez lampy
Podczas zmywania włosów, czuć było, ze są nieco tępe. Podczas suszenie włosy były w dotyku szorstkie, jednak gdy wyschły, były mięciutkie ,lekko usztywnione i świecące u góry. Jednak ogólnie widok psuje to, że są mocno spuszone i odstają na długości :/ Teraz zastanawiam się czy to są nowe odstające włoski czy może połamane stare, ponieważ przy czesaniu przyjrzałam się dokładnie końcówkom i jak na mnie to są one przerzedzone.

Zobaczymy jak włosy zachowają się po nocy, na razie uznaje, że tym razem wyszedł bad hair day od 1/4 długości w dół.

Mam nadzieję, że u Was poszło lepiej :)

Edit poniedziałkowy

Po nocy włosy mocno się wygładziły, dół włosów dorównał stanem do góry, zatem z takiego średniego bhd zrobił się good hair day :)
Poniedziałek | Rozczesane szczotką Khaja | Światło prosto  z okna

Pozdrawiam
J.
Ha, tym razem zdążyłam, a nawet wyprzedziłam niedzielę. Pielęgnacja włosów zaczęła się u mnie już w piątek wieczorem. W sobotę została zakończona a zdjęcia powstały już w niedzielę ponieważ lubię oglądać włosy gdy już są wygładzone po nocy. Z racji, że poprzednia ndw była bardzo uboga dziś postawiłam na dużo różnych składników w tym na kilka nowości. Do łask wróciły również proteiny, których już brakowało moim włosom. Oto co tym razem zagościło na moich.

Pierwsze "O":
  • Olej z pestek malin - cała noc
  • Elfa, Green Pharmacy, Balsam do włosów suchych z olejem arganowym i granatem +
  • Stapiz, Acid Balance, Emulsja zakwaszająca do włosów farbowanych +
  • NMF +
  • Żel hialuronowy - 30 min
M:
  • Sylveco, Odbudowujący szampon pszeniczno - owsiany
Drugie "O":
  • Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Balsam do włosów "Aktywator wzrostu" - skóra głowy +
  • Nivea, Long Repair, Odżywka odbudowująca +
  • New Anna Cosmetics - Miracle Hair Mask +
  • Evrēe, Power Fruit, Nawilżający olejek dwufazowy +
  • NMF +
  • Żel hialuronowy - 30 min
Włosy odcisnęłam w ręcznik, wysuszyłam ciepłym nawiewem, rozczesując je na samym końcu TT głową w dół i zabezpieczyłam serum Marion. Na drugi dzień dodałam do tego olejek od Schaumy.


Po efekcie widać, że włosy czasem potrzebują minimalizmu ale również i bogatej pielęgnacji, proteiny w zestawieniu z olejem i nawilżaczami świetnie wpłynęły na moje włosy. W dotyku są jedwabiście gładkie, proste, śliskie, dociążone a jednocześnie sypkie i nie zbijające się w strączki. Po takiej niedzieli mogę się miziać i miziać choć to niewskazane :/.

Mam nadzieję, że i Wam pielęgnacja się udała i przyniosła super efekty :).

Pozdrawiam
J.

Jesień, nie ukrywam nie jest moją ulubioną porą roku, ma swoje wady ale i zalety. Dla mnie wiąże się z szybkim przejściem na ciepłe ciuchy ponieważ jestem zmarzluchem, wiecznie zimnymi stopami oraz wracaniem z uczelni praktycznie po ciemku. 

Jednak są i plusy a właściwie jeden wielki plus - kolory. Kocham khaki, butelkową zieleń, bordo i fiolet. Są trzy miejsca gdzie mogą się u mnie pojawić, mianowicie ciuchy, paznokcie i makijaż. 
Dziś przychodzę do was z moimi nowościami makijażowymi a dokładniej z wszelkiej maści produktami do ust, które już namiętnie używam podczas tych chłodnych dni.
 

Nowości te zbierały się u mnie przez około miesiąc ale czekałam na podsumowanie moich zakupów aż uda mi się kupić wszystko co chciałam.

Obecnie w moim makijażu bardzo lubię stawiać na oczy nie tknięte praktycznie cieniem i wyraźne, mocne usta. Czy taki look zwraca uwagę? Owszem, ale mi to jak najbardziej odpowiada. W tym sezonie stawiam na róże, fiolety i czerwienie, a ich całą gamę zobaczycie poniżej.


Szminki w sztyfcie

Wielkie królowanie matowych pomadek z Golden Rose -Velvet Matt, a między nimi rodzynek w  postaci Catrice Ultimate Color. Wszystkie kolory przepiękne i trwałe, po chwili farbują usta i nie rozlewają się poza obrys. Pomadki z GR dają suche, matowe wykończenie, zaś Catrice miękko sunie na ustach, dając kremowy, błyszczący efekt.

Od lewej:

  • Golden Rose Velvet Matte 23
  • Golden Rose Velvet Matte 29
  • Catrice Ultimate Color 420
  • Golden Rose Velvet Matte 20
  • Golden Rose Velvet Matte 28


  • Szminki z kredce

    W tej kategorii postanowiłam zaopatrzyć się w już kultowe kolory pomadek Golden Rose w kredce czyli MATTE CRAYON LIPSTICK. W nazwie pojawia się słowa matowe jednak w porównaniu do Velvet Matte kredki dają na ustach wrażenie kremowych o wykończeniu satynowo-matowym.
    Kolory od lewej to znana 10 zaś już widocznie zużyta to jej ciemniejsza siostra 08.


    Konturówki

    Jako jedyne czekają jeszcze na swoją kolej, żeby zawitać na moich ustach, jednak już wiem, ze będę zadowolona. A więc od lewej hit blogosfery Lovely Perfect Line nr 1, Golden Rose Dream Lips Liner 520 oraz KOBO Long Lasting Lip Liner 108  Sensual Purple).
    Zwykle konturówki używane są jako baza pod pomadkę, jednak ja zamierzam stosować je jako całkiem osobny produkt na usta.

    Czas na swatche






    A czym Wam podobają się mocne kolory na ustach ?

    Pozdrawiam
    J.
    Przybywam, z lekkim opóźnieniem, ale liczą się chęci nieprawdaż :). Tym razem niedziela przesunęła się o dzień dalej czyli poniedziałek, ale z racji, że tam gdzie się odbywała nie miałam dostępu do suszarki to musiały schnąć same co zajęło im nieco czasu. Także już nieco uleżałe po pozbyciu się wilgotności jaką załapały na dworze, przychodzą na bloga po takowej pielęgnacji:

    Pierwsze "O":
    • Garnier Fructis, Oil Repair 3, Odżywka wzmacniająca do włosów suchych i zniszczonych - 40 min
    M:
    • Pervoe reshenie, Bania Agafii, Szampon do włosów specjalny, Aktywator wzrostu
    Drugie "O":
    • Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Balsam do włosów "Aktywator wzrostu" - skóra głowy, 1 godz;
    • Garnier Fructis, Oil Repair 3, Odżywka wzmacniająca do włosów suchych i zniszczonych - długość, 1 godz.
    A dziś po powrocie do domu nałożyłam na nie nieco olejku z Schaumy.

    W sumie pielęgnacja wyszła bardzo prosto i porównując z ostatnią niedzielą bardzo podobnie jednak nie mogłam targać przez pół miasta do TŻ litrowych masek w ilości kilku plus szamponu i serum. Za to włosy wyschły naturalnie czego się bałam bo potrafią się nieźle spuszyć gdy je zostawię samopas nie rozczesując ich przed spaniem, szkoda że nie zrobiłam zdjęcia ^^.

    Niestety tym razem zdjęcia musiałam robić sama i to w ponurą pogodę.

    Jak na to, że suszarka nie poszła w ruch to jestem zadowolona :D nawet nie wiecie jaką potrafię mieć szopę, dosłownie, gdy je tak zostawię, a jakaś maska w danym czasie im nie podpasowała. Co do kondycji to są mięciutkie i gładkie, szczególnie u góry, a w miarę schodzenia w dół gdzie były kiedyś niebieskie i platynowe, nieco się puszą. Przydałoby się nieco dociążenia, do nadrobienia następnym razem. O końcówkach już nie mówię, przyrzekam, że się zbiorę w sobie, żeby je obciąć o jakieś 5-7 cm. 

    A u was jak wyszło, lepiej, gorzej ? Tym razem minimalizm, tak popularny ostatnio czy na bogato :) ?

    Pozdrawiam
    J.
    Jakoś według numeracji mało tych niedziel było, a naprawdę po prostu nie mam kiedy ich opisywać i robić zdjęć ;/ Ale oświadczam, że żadnej nie omijam. Tym razem niedziela odbyła się w sobotę w powodów nie zależnych ode mnie, jednak zdjęcie jest dosłownie sprzed godziny, gdzie włosy już przeszły swoje. W ostatnim poście o pierwszym miesiącu zapuszczania włosów obiecałam sobie, że się za siebie wezmę i oto co z tego wyszło.

    Przepis OMO;

    Pierwsze "O":

    • Evree, Olejek do ciała - cała noc
    • Kallos, KJMN, Blueberry, Jagodowa maska do włosów - 30 min

    M:
    • Pervoe reshenie, Bania Agafii, Szampon do włosów specjalny, Aktywator wzrostu
    Drugie "O":
    • Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Balsam do włosów "Aktywator wzrostu" - skóa głowy, 20 min
    • Maska Biovax Caviar - długość, 20 min
    A tak prezentują się włosy po praktycznie 2 dniach użytkowania :)

    Bez lampy | Rozczesane TT
    Lampa błyskowa
    Lampa błyskowa | Ogół

    Widać już, że włosy zaczynają się przetłuszczać od góry jednak zaraz po myciu były ładnie odbite od nasady. Na długości są miękkie, miłe w dotyku i gładkie choć nieco postrączkowane, jedynie na początku miałam problemy z ich rozczesaniem ponieważ nie spłukała się dokładnie maska z Biovaxa mimo moich usilnych starań.

    A co się u was ciekawego działo ? :)

    Pozdrawiam
    J.