Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Dzisiejszym postem zamierzam zapoczątkować piątkową serię wpisów o makijażu. Chciałam wprowadzić ją już dawno, ale zawsze jakoś nie miałam czasu na fotografowanie makijaży i ich opis. Obok włosów moją wielką pasją jest makijaż, którym interesowałam się już od lat dziecięcych, a więc nie da się ukryć, że nieco dłużej niż włosomaniactwem. Z tego powodu czytałam liczny książki o technice makijażu i znam make-up'ową youtubosfere od podszewki. Zatem po co mi lekcja makijażu ?



Zacznijmy od tego jak pojawiła się w ogóle ta możliwość. Pewnego pięknego zimowego dnia udałam się wraz z mamą do niedawno powstałej galerii handlowej, do której przeniosło się kino "Helios", na "Kino Kobiet", na które zaproszenia otrzymałam od siostry. Podczas tego wydarzenia można było zapoznać się z licznymi markami kosmetycznymi, w tym z Oriflame. Dodatkowo konsultanci zachęcali do wypełniania ankiet, które brały udział w losowaniu nagród, gdzie wygrywało kilka osób.

Ostatnio dopisuje mi szczęście w różnych konkursach i tak też się stało tym razem. Zadzwoniła do mnie pracownica Oriflame, z wiadomością, że zostałam wylosowana i mogę wybrać jedną z dwóch nagród, bezpłatny zabieg na dłonie bądź lekcję makijażu przecenioną z 80 na 30 złotych. Jako pasjonatka makijażu, nie miałam najmniejszego problemu z wybraniem nagrody, w szczególności, że w ten sposób, mogłam się dowiedzieć ile tak naprawdę wiem, a dodatkowo po całym kursie otrzymywało się certyfikat.

Aby dokładnie przedstawić moją opinie na temat kursu podzielę recenzję na kilka części, dzięki czemu łatwo będzie wychwycić plusy i minusy. Zapraszam do lektury :)


******

Czas i miejsce

Po małych perypetiach związanych z umawianiem terminów w końcu udało mi się dotrzeć na warsztaty w środę 3 lutego na godzinę 17. Dla wielu taka godzina w środku tygodnia mogłaby być kłopotliwa, jednak mi jako studentce taki czas jak najbardziej odpowiadał. Czas trwania zapowiedziany był na 2,5 godziny i rzeczywiście tyle owa lekcja trwała. 
Kurs odbył się w mini siedzibie firmy, która okazała się małym pokojem z kilkoma szafkami i stołem z miejscami dla uczestniczek. Dla jednym może się to okazać plusem dla drugich minusem, w moim odczucie takie miejsce warsztatów sprzyjało przyjaznej, wesołej atmosferze.

Uczestnicy

Oprócz mnie w kursie brało udział jeszcze 5 dziewczyn. Na naszą gromadkę przypadły dwie przedstawicieli marki Oriflame, jedną z nich była certyfikowana wizażystka - Sylwia Płonka, zaś drugą Pani Kasia z wykształcenia przedstawicielka handlowa, która podczas kursu wspomagała wizażystkę w takich tematach jak analiza kolorystyczna i na końcu przedstawienie marki.

Akcesoria

Każda dziewczyna miała przygotowane swoje stanowisko z lusterkiem, zaś kosmetyki marki Oriflame, które mogłyśmy stosować i produkty do demakijażu leżały pośrodku. Zostały również przygotowane pędzle do makijażu, jednak tych było mało, co więcej miały dziwne kształty, były szorstkie i co mnie do nich kompletnie zraziło były ubrudzone. W tym momencie żałowałam, że nie przyniosłam ze sobą swoich "dzieci".

Nauka

Kurs zapoczątkowany był mini zabawą na zapamiętywanie imion a następnie zostałyśmy poproszone o zmycie dotychczasowego makijażu, aby prowadzące mogły dokonać analizy kolorystycznej. Po takim wstępie nastąpił pokaz slajdów omawiający 4 typy urody, w trakcie którego panie przypasowywały każdą dziewczynę do przedstawianego rodzaju

Można się było dowiedzieć, jakich kolorów najlepiej używać w ubiorze, jak można zmienić swój typ urody oraz które typy są zimne, czyste czy mocne. Następnie w podobny sposób omawiane były kolory oczu.

Po takim wstępie teoretycznym nadszedł czas żeby wprowadzić nieco praktyki. Zostały dokładnie przedstawione pędzle do makijażu oraz etapy dobrze wykonanego makijażu dziennego, które po chwili każda z nas wykonywała na sobie pod czujnym okiem prowadzących. Fajnym elementem było, to że do danego etapu makijażu Sylwia zapraszała po kolei dziewczyny na podwyższony stołek aby na nich przedstawić technikę nakładania danego produktu. Mi przypadło pokazanie mocy stosowania korektora.

Etapy makijażu czyli co zostało powiedziane:

1. Baza - stosowana aby zwiększyć trwałość makijażu, nakładamy od środka twarzy do zewnątrz, w przeciwieństwie do kremu możemy nakładać od góry do doły. Do wyboru dostałyśmy dwa rodzaje bazy .

2. Podkład - stosowany aby wyrównać kolor skóry, aby dobrać właściwy odcień nakładamy go na linię żuchwy, gdy mamy do wybory jaśniejszy (max o 2 tony) i ciemniejszy odcień, wybieramy ten jaśniejszy ponieważ podkłady po chwili się utleniają i ciemnieją. Dobrze dobrany odcień podkładu odmładza, zaś ciemny postarza. Należy go rozprowadzać od środka twarzy idąc od góry do dołu, żeby nie podkreślać włosków, nie pomijając oczu. 
Każda uczestniczka postała po 3 odcienie podkładu wybrane z góry, z których miała wybrać odpowiedni dla siebie, wszystko odbywało się pod nadzorem Sylwi i Kasi, które ostatecznie zatwierdzały wybór.

3. Korektor - stosowany aby zakryć ciemne okolice pod oczami, wtedy wybieramy korektor lekki, rozświetlający oraz żeby zakryć ewentualne niedoskonałość, można wtedy wybrać korektor o cięższej konsystencji. Ten produkt nie był konieczny do wykonania makijażu, mogłyśmy go zastosować, bądź nie jeśli nie widziałyśmy potrzeby.

4. Puder - stosowany aby utrwalić wcześniejsze warstwy oraz zredukować świecenie w strefie T, należy nim omiatać skórę twarzy. Do wyboru dostałyśmy dwa odcienie pudrów sypkich, transparenty oraz jasny, niestety były tylko opakowania, zatem trzeba było czekać na swoją kolej.

5. Balsam na usta - w ramach przygotowania usta na przyjęcie kosmetyku, należy nałożyć go wcześniej, aby mógł wsiąknąć w naskórek. W ramach tego punktu dostałyśmy do  przetestowania sławny "Tender care" podawany na patyczku kosmetycznym, który jak się okazało historycznie był pierwotnie znany jako krem pod oczy.

6. Cienie / kredki - w racji, że warsztaty miały nauczyć nas makijażu dziennego, zostałyśmy nauczone jak wykonać makijaż typu banan (na obrazku identycznym jak poniżej). Zamiast eyelinera użyty został cień. Trochę teorii - na całą powiekę nakładamy jasny cień, w załamaniu w kształcie banana używamy średniego cienia, na końcu w kąciku i przy linii rzęs dokładamy najciemniejszy cień, aby wzmocnić spojrzenia. Cienie nakładamy do linii od kącika zewnętrznego do końca brwi, aby nie stworzyć efektu opadającej powieki Wszystkie cienie dokładnie blendujemy pędzlem specjalnie do tego przeznaczonym (jego kształt wcale nie przypominał typowych pędzli do blendowania, zaś udostępnione cienie niestety robiły plamy). 
Plusem było przedstawienie metody zwanej "baking" czyli nakładanie sypkiego pudru pod oczy w dużej ilości aby ewentualny osypany cień móc z łatwością "zmieść" pędzlem z twarzy, bez pozostawiania śladów na skórze.

Obrazek pokazany dzięki matleenamakeup.blogspot.com


7. Tusz - przedstawiony został tutaj produkt Wonderlash, który w moim odczucie jest naprawdę bardzo dobry, przekazana teoria opierała się tylko na powiedzeniu, że tusz stosujemy po to aby podkreślić makijaż oka. Uczestniczki przekazywały sobie tusz sobie z rąk do rąk, a więc za bardzo higieniczne to nie było.



8. Brwi - podkreślamy aby uwydatnić okolice oczy, zastosowana została metoda "3 linii". Przed malowaniem brwi należy je dokładnie wyczesać.
Metoda "3 linii" - początek wyznacza linia prosta biegnąca przy krawędzi nosa, załamanie wyznacza linia przechodząca przez krawędź nosa i środek źrenicy podczas patrzenia na wprost, zaś koniec brwi wyznacza linia przechodząca przez jakże już nam znaną krawędź nosa i zewnętrzny kącik oka. Długość brwi przed załamaniem wynosi 2/3 zaś po załamaniu 1/3. 
Do użytku dostałyśmy zestaw cienie do brwi z dwoma kolorami oraz woskiem do utrwalenia, do każda z uczestniczek został dobrany odpowiedni odcień cienie.



9. Bronzer / róż - stosowane osobno, bronzer aby uwypuklić policzki (nakładamy na linie pod kośćmi jarzmowymi), czy optycznie zmniejszyć czoło bądź żuchwę - w zależności od kształtu twarzy zaś róż aby nadać twarzy świeżości, od środka policzka do skroni. Prowadzące przekazały nam do użytku róż i bronzer w kulkach aby użyć jednego z kosmetyku.

10. Pomadka / błyszczyk - gdy mamy wykonany pełny makijaż twarzy i oczu nie możemy zostawić ust nie pomalowanych, ponieważ wtedy stają się niewidoczne i cały makijaż sprawia wrażenie jakby mu czegoś brakowało. Warto zwrócić uwagę, że ciepłe kolory podkreślają żółtą barwę szkliwa. 
Dostałyśmy za zadanie dobrać sobie kolor wybranego produktu, aby pasował do naszego typu urody, do wykonanego makijażu i do odcienia szkliwa

Zakończenie

Po zakończeniu praktyki, nastąpiła prezentacja firmy Oriflame oraz zachęcenie do wstąpienia w szeregi ich konsultantek. Osoby niezainteresowany mogły oczywiści wyjść bez najmniejszego problemu. 

******

Tak oto prezentuje się cała relacja z warsztatów, dla mnie przedstawiona wiedza była doskonale już znana, jednak dla dziewczyn które z makijażem mają niewiele wspólnego były to dobrze zainwestowane pieniądze pod względem nabytej wiedzy.

Znalazłam kilka błędnych praktyk, czy może bardziej uogólnień w teorii, jednak są to ułatwienia dla początkujących takie jak, korektor tylko pod oczy (brak przekazania teorii o rozjaśnianiu w strefie T), metoda "3 linii" , która przy niesymetrycznych czy szeroko bądź blisko rozstawionych oczach się nie sprawdza, omiatanie pudrem twarzy zamiast wciskania go pędzlem w pory co daje lepszą trwałość , czy nakładanie tylko bronzera albo tylko różu.

Niestety dużym minusem była higiena pracy, brak czystych pędzli, czy jednorazowych aplikatorów do tuszu oraz niewystarczająca ilość produktów co skutkowało czekaniem na wybrany kosmetyk

Dla mnie było to fajne przekonanie się ile tak naprawdę wiem oraz udokumentowanie tej wiedzy w formie certyfikatu, który mam na dniach otrzymać. Czy poleciłabym takie warsztaty drugiej osobie ? Dla laika pod względem teoretycznym tak, jednak zaleciłabym zabrać ze sobą własne kosmetyki i pędzle :).


------------------------------

Pozdrawiam
J.

Czas na kolejną NDW, która była zakończeniem tygodniowego testowania dwóch odkrytych w szafie masek oraz wykańczania półproduktów, które właśnie traciły termin przydatności. Takie dłuższe testowanie wyszło mi na dobre a przy okazji odkryłam jak mogę wykorzystać kallosa keratynowego aby nie szkodził moim włosom za bardzo, zaprasza na relacje :).

Pierwsze "O":

  • Evree, Olejek do ciała - cała noc
  • Pervoe Reshenie, Bania Agafii - maska do włosów - super silna - wzmocnienie, stymulacja wzrostu - 7 syberyjskich ziół; olej cedrowy, mech dębowy, pszczeli wosk - cała noc

M:
  • Pervoe reshenie, Bania Agafii, Cedrowe mydło do włosów i ciała - skalp
  • Kallos, KJMN, Keratin, Maska keratynowa z proteinami mleka - długość
Drugie "O":
  • Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Ekspres - maska do włosów regeneracyjna 'Elastyczność i blask'- 20 min
  • Mleczko pszczele - duża ilość nałożona na długość włosów
Odgniecenia od frotki | Zdjęcie bez lampy błyskowej
Włosy rano wysuszyłam tylko ciepłym nawiewem z racji potrzeby wyjścia na zewnątrz . Po powrocie zostały związane w kok miękką gumką i przed zdjęciami wygładzone jedwabiem od Marion.

W ciągu tego tygodnia odkryłam, że połączenie tych dwóch masek jest po prostu genialne, w szczególności gdy dodałam dużo d-panthenolu. Włosy były wtedy idealnie proste, wygładzone i sypkie, czyli takie jak lubię :3. Same maski nadają im miękkości i blasku, zaś jak widać na zdjęciach w połączeniu z mleczkiem pszczelim uzyskuję taką zdrową objętość :) A wygląd końcówek to sprawa gumki która powyginała je we wszystkie strony ;/. Za to mycie długośćci włosów maską keratynową sprawia, że są ujarzmione ale nieprzeproteinowane jak to było w przypadku trzymania jej przez pół godziny.

A jak wam minęła niedziela ? :)

Pozdrawiam
J.

Dziś przychodzę z postem niejako podsumowującym i zarazem nauczającym. Do tego tematu zainspirowało mnie pierwsze od dawna wyjście na miasto, w tym na dyskotekę gdzie na nasze włosy czyha wiele niebezpieczeństw, takich jak zapach papierosów, wysoka temperatura, duży ruch wokół nas powodujący obcieranie się włosów, powiewy z wentylacji wysuszające nasz cenne pukle oraz często przypadkowe pociągnięcia za włosy, przy okazji tańca, przez wyciągnięte rączki osobników płci żeńskiej oraz o wiele mniej męskiej.

Najpierw jednak pokaże wam jak moje włosy radziły sobie z takimi niedogodnościami na przestrzeni paru miesięcy.


Zdjęcie wykonane na balu przebierańców dzień przed sylwestrem 2014/15, zatem włosy odczuły mocno działanie kaloryferów. Mogę uznać za plus, że były prawie idealnie proste , jednak reszta to już same minusy ... Przyklap przy skórze, spuszone na długości i końcach, plątające się, postrączkowane i łapiące każdą woń.

A tu już włosy zaledwie sprzed 1 tygodnia a więc (29/30.08). W ciągu tych 9 miesięcy wiele się dla nich zmieniło, podsumowując, tym razem włosy mimo wielgaśnego wiatraka wiejącego prosto na nie nie plątały się znacznie, u nasady może nie było mega objętości ale też nie były przyklapnięte a to była już końcówka 2 dnia po myciu, na długości były ładnie dociążone, nie przyjęły w znacznym stopniu zapachu papierosów oraz ładnie błyszczały. Jedyna wadą jest strączkowanie ale trudno tego uniknąć przy rozpuszczonych włosach.

Zatem co robić, żeby uniknąć tych jakby na to nie patrzeć poważnych niebezpieczeństw dla włosów ;p.

Zapach papierosów 

Wiele czynników wpływa na to, że nasze włosy wciągają zapach, a o to kilka z nich: niedomknięta łuska (np. po myciu), wysokoporowate, suche włosy, niedosuszone bądź zmoczone włosy (w tym pot) podczas zabawy oraz występujące na nich sebum, które jest niejako klejem dla zapachu. Pamiętajmy jednak, że pochłanianie zapachów jest dla nich naturalne a więc w pełni nie jesteśmy w stanie tego uniknąć, jednak możemy to nieco załagodzić. 
Po pierwsze dbajmy o włosy podczas codziennej pielęgnacji aby były w jak najlepszej kondycji. Używajmy proteinowych i emolientowych masek do włosów, płuczmy na koniec mycia włosy zimną wodą, dobrze jest też wykonać płukankę z octu który jest naturalnym neutralizatorem zapachu i jednocześnie domyka łuskę. Ponadto zabezpieczajmy włosy jedwabiem bądź serum silikonowym, zaś podczas zabawy zróbmy sobie kilka przerw aby skorzystać z toalety i zebrać wilgoć z karku i okolic twarzy oraz wyjdźmy na zewnątrz aby jakikolwiek zebrany już zapach mógł "odfrunąć" z włosów.

Wentylacja i wysoka temperatura

Oba te czynniki wspomagane przez wilgoć panującą w zatłoczonych pomieszczeniach  wysuszają nasze włosy i sprawiają, że robią się one spuszone. Dokładniej ujmując wentylacja sprawia, że włosy często latają nam mimowolnie wokół twarzy, a w takiej formie suche powietrze, doskonale otacza każdy z włosów, zaś suche powietrze powoduje otwieranie się łusek włosa.Należy zawczasu zadbać, aby włosy były nawilżone i zabezpieczone emolientami, które nie pozwolą na oddawanie wilgoci z włosów do otoczenia. Dodatkowa możemy włosy związać w ciasny kok bądź inne upięcie, które przeciwstawi się działaniu w/w sił.

Plątanie się włosów, obcieranie i zahaczanie o inne osoby/przedmioty

Jest na to jedna dobra rada, należy wiązać włosy :D ale jeśli już bardzo chcemy pojawić się na imprezie w rozpuszczonych włosach, pamiętajmy, żeby od czasu do czasu rozczesać włosy najlepiej mini grzebykiem, mieszczącym się do torebki, pamiętając przy tym o delikatności i ręcznym rozplątywaniu kołtunów. Zapobiegnie to obudzeniu się na drugi dzień z "nierozczesywalną masą" zamiast włosów, której doprowadzenie do stanu użyteczności zajmie nam dobrą godzinę.

A wy jak chronicie swoje włosy szykując się na wyjście do zatłoczonych miejsc ?

Pozdrawiam
J.