Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

Jak mówiłam, tak i robię. Pora na kolejne denko - denko gigant. Takie zapasy pustych opakowań udało mi się zgromadzić w trakcie sierpnia, a więc już coraz bliżej obecnej daty.

To właśnie wielkość torebki z tego miesiąca pomogła mi w decyzji o pokazaniu zużytych produktów tak jak przystało podzielonych na okresy czasu, a nie wrzucone wszystkie w jeden worek. Ile tego było możecie się przekonać na zdjęciu poniżej.


Dobrze liczycie, 16 wykorzystanych produktów, o niemałej pojemności, w tym 10 do twarzy, 4 do włosów i 2 rodzynki które zaliczają się do "pielęgnacji ciała"

Twarz cz. 1

Babydream, Kopf Bis Fuß Waschgel , żel do mycia

Po zużyciu poprzedniego żelu do twarzy szukałam godnego zamiennika, przejrzałam w ten sposób pełno blogów i trafiłam na wpis u Italiany. Niepozorny żel do mycia dla dzieci miał się świetnie sprawdzić jako żel do twarzy dorosłej osoby. Niestety los nie dał mi dotrzeć do wpisu, gdzie podana była informacja o zmianie składu, który w nowej wersji jest dużo ostrzejszy dla cery. Po dłuższym używaniu go skóra stała się sucha, delikatnie podrażniona, dodatkowo zapach działał na mnie po dłuższym czasie jak płachta na byka. Jednym słowem nie polecam.


Mixa, płyn micelarny, Przeciw przesuszaniu

Wcale nie widać zbiegu efektu w/w żelu i nazwy płynu micelarnego od Mixy. Dzięki niemu skóra jakoś przeżyła ten trudny okres suchości i mogłam przeczekać do kupna nowego lepszego żelu. Płyn ładnie pachnie, zmywa dobrze makijaż twarzy i odświeża, odczucia podczas jego używania są według mnie lepsze niż przy słynnym różowym micelu od Garniera.

Evree, różany tonik do twarzy

Tego gagatka chyba nie muszę już nikomu przedstawiać, jeden z lepszych toników jakie miałam, dobrze działa i ma świetny rozpylacz. Mam już jego niebieskiego brata.

Lirene, dwufazowy płyn do demakijażu

Płyn jak płyn, niby zmywał, ale nie magicznie szybko, do tego pozostawiał dość tłustą warstwę. Jeden z wielu który spełnia swoją rolę, ale nie zachwyca.

Twarz cz. 2
Garnier, płyn micelarny 3w1, skóra wrażliwa

Wspomniałam wyżej, że znalazłam lepszy jego zamiennik, jednak to nie znaczy że jest zły, jest nadal moim hitem i będę go na zmianę stosowała z innymi wybranymi płynami micelarnymi.

Bielenda, skin clinic professional, super power mezo serum, aktywne serum rozjaśniające z wit. C

Bardzo fajnie wspominam to serum, polubiłam już zieloną wersje a ta sprawdziła się równie dobrze, Po nałożeniu czuć od razu jego działanie, a po dłuższym stosowaniu widać rozjaśnienie cery.

Tołpa, green naczynka, krem na dzień

Nie wchłania się, roluje, nie nawilża i nie likwiduje zaczerwienień, jedno wielkie NIE.

Efektima, maseczka peel-off z wyciągiem z grejpfruta

Tak śmiesznej maseczki jeszcze nie miałam, po nałożeniu mamy klejącą się, przeźroczystą masę, zaś po upływie 10-15 min, śmieszną a la silikonową ciągnącą się maskę. Jej ściąganie to była czysta frajda. Działanie też całkiem niczego sobie.

Be beauty, waciki kosmetyczne o strukturze plastra miodu

Niestety poprzednią biedronkową wersję zlikwidowali, więc skusiłam się na te waciki, ale nie urzekły mnie jak starsi koledzy. Dzięki strukturze nie rozwarstwiały się ale były nieco szorstkie. Może wersja aloesowa będzie lepsza.

Isana, maxi wattepads

Te waciki były zaś naprawdę fajne, duże, jeden starczał na oczy i brwi, a wiadomo zwykle tam znajduje się najcięższy makijaż do zmycia. Są miękkie i mimo niewielkiej ilości w opakowaniu starczają na bardzo długo.

Włosy
Natur Vital, maska aloesowa do włosów

Na tą odżywkę polowałam długo, ciągle była wykupiona w naturze w moim mieście, ale udało się. Cieszę się, że mogłam ją przetestować ponieważ bardzo fajnie działała na moje włosy, choć musiałam się nauczyć ją używać bo stosowana solo powodowała typowy puch.

Nivea, odżywka odbudowująca, long repair

Jedyna odżywka, którą moje nie lubiące protein włosy lubią. Jest to już tak znany produkt, że mogę tylko dopisać się do zachwytów nad nim.

Seboradin, szampon, żen-szeń

Zarówno szampon jak i odżywka z tej serii są moimi pewniakami w pielęgnacji włosów. Szampon dobrze doczyszczał ale jednocześnie przeciągnięty po całej długości nie powodował przesuszenia i puchu.

Biochemia Urody, olej z pestek malin

Bardzo go lubiłam, tak samo jak moje włosy, pachniał mi liśćmi ale co się nie robi, żeby włosy były dociążone wygładzone i zabezpieczone przed słońcem.

Ciało
Isana, zmywacz do paznokci, migdałowy

Jedyny zmywacz do paznokci który jest mega skuteczny i nie krzywdzi paznokci. Jestem jego wierną fanką, chyba że znacie jakiś lepszy zamiennik.

Olipmia, perfumy

Dostałam kiedyś od cioci i wypadało je w końcu zużyć, zapach w miarę ładny ale nie wpasowujący się idealnie w moje gusta, czułam się w nim przebrana. Podobno to był kiedyś wielki hit wśród naszych mam.

----------------------------

Jak możecie zobaczyć denko spore, kilka stałych bywalców i kilka fajnych dla mnie nowości. Nie wiem jak ja to robię, ale większość rzeczy trafiła na listę "lubię to", oby kolejne moje wybory były równie trafne, a tymczasem do zobaczenia w kolejnym denku.

Pozdrawiam
J.


Niektórzy w grudniu robią blogmasy, ja za to przychodzę z akcją denkową. Może was to dziwić, że w grudniu przychodzę z "wakacyjnymi" zużyciami, ale mimo mojej nieobecności, nie chciałam was pozbawiać tych szybkich recenzji które pomagają podczas wyboru kosmetyków.

Dodatkowo przecież zbieranie tych opakowań i trzymanie ich długi czas nie może iść na marne. Może pomyślicie, że lepiej byłoby wszystkie denka połączyć, ale byłby to tak długi post, że nikt by chyba nie wytrwał do końca a i pisanie zajęło by wieki, wolę udostępniać każdy miesiąc z opóźnieniem ale osobno.

Porównania z poprzednimi denkami nie ma sensu bo nikt ich za pewne nie pamięta, także od razu przejdzmy do tego co udało mi się zużyć w środku lata.


----------------------------

Nie wiem czy to przypadek czy nie ale w 7 miesiącu roku udało mi się wykończyć 7 produktów.

Ciało
Le petit Marseiliais, żel pod prysznic o zapachy Morela i Orzech Laskowy

Sam żel w działaniu był fajny, zapach na początku również mi się podobał jednak po dojściu do połowy opakowania po prostu go nie trawiłam. Zużycie go zajęło i wieki, ale na szczęście się udało. Tego zapachy nie polecam.

Neutrogena, formuła norweska , emulsja głęboko nawilżająca

Leżała na półce dość długi czas zanim ją otworzyłam i żałuję, że tak późno to zrobiłam. Emulsja bardzo fajnie nawilżała ciało i szybko się wchłaniała.

Hean, peeling owocowe spa do ciała o zapachu wiśnia japońska

Mój jeden z ulubionych peelingów do ciała, ładnie pachnie, dobrze ściera i pozostawia skórę faktycznie ujędrnioną.

Rexona, maximum protection, antyperspirant w sztyfcie, zapach clean scent

No i kolejny ulubieniec w tym denku, fajnie pachnący i co najważniejsze mega skuteczny, na lato jak znalazł. Posiadam już kolejne opakowanie o innym zapachu.


Twarz
Bielenda, algi morskie, płyn micelarny

Była i nim osobna recenzja i po wykorzystaniu go moje zdanie na jego temat się nie zmienia. Dla mnie jeden wielki hit, mogliby robić tylko większe opakowanie.


Dermedic Hydrain3 hialuro, 
żel- krem

Gdy jeszcze za oknem było jasno i ciepło był numerem jeden. Lekki, szybko wchłaniający się i rzeczywiście nawilżający. Na zimę nie polecam jednak go używać ze względu na wodną konsystencję.

Ziaja, maska nawilżająca

Maseczki z Ziaji zna prawie każdy i również u mnie jak u wielu się sprawdziły. Bo kto nie lubi mieć gładkiej, miękkiej skóry i móc postraszyć domowników twarzą niczym Shrek.

----------------------------

I to był by koniec pierwszego z sześciu następujących po sobie denek. Prawie same hity, a więc żegnam je ze smutkiem.

Pozdrawiam
J.
W komentarzach pod postem urodzinowym poczytałam, że powinno się pojawiać więcej moich włosów. A więc nie pozostało mi nic innego jak posłuchać się dobrej rady i powrócić z postami o bogatej pielęgnacji włosowej. Jako, że ostatnie niedziele włosowe zawsze były podyktowane jakimś wydarzeniem i tym razem tak będzie. Włosy potraktowałam w wyjątkowy sposób z racji na firmowy piknik, na świeżym powietrzu, na który zaprosił mnie mój chłopak.

Moim celem były wygładzone, nieplączące się włosy, którym nie straszne słońce. A czy plany miały odzwierciedlenie w życiu przekonacie się poniżej na zdjęciach, lecz najpierw nieco teorii.

Przepis OMO:


Odżywianie:
- olej z awokado - 30 min
- Timotei with Jericho Rose, Odżywka do włosów `Moc i blask` +
- Pervoe Reshenie, Planeta Organica, Afryka, Balsam do wszystkich typów włosów z olejem awokado - 30 min

Mycie:
- Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Cedrowe mydło do włosów i ciała

Odżywianie:
- Maska L'oreal Professionnel ABSOLUT REPAIR Lipidium +
- Panetne Pro-V odżywka w piance "Intensywna regeneracja" - 30 min

Suszenie:
- letni i chłodny nawiew

Zabezpieczanie:
- Schauma, Beauty Oil
- olejek z pestem malin

Efekty:

Przy okazji zdjęć, powiem Wam, że bardzo się cieszę, że miałam okazję po raz pierwszy przedstawić moje włosy w pełnym słońcu.

Dzięki wiatrowi widać w końcu jak cienkie są moje włosy :)



Nie wiem jak Wam, ale mi się efekt bardzo podobał, włosy były proste, mega miękkie w dotyku i nie plątały się bardzo, co ułatwiło mi życie w ciągu tych 7 godzin na powietrzy :)

Pozdrawiam

J.



W poprzednim poście z cyklu "A co włosy na to?" przedstawiłam całkiem fajną maskę Perfect.Me - Frizz Stop & Keratin Repair. Wspomniałam wtedy, że na test czeka jej zielona siostra, przeznaczona do włosów zniszczonych i suchych o nazwie Natural Oils Repair. Postanowiłam nie czekać i wykorzystać ją podczas kolejnego mycia. Jak się sprawdziła o tym poniżej.
.


Tym razem w maseczce królują według opisu oleje: arganowy, kokosowy, jojoba, ze słodkich migdałów oraz makadamia. Moje włosy, maski emolientowe, lubią, zatem ta wersja powinna się okazać dla nich istnym hitem.

A czy skład na to pozwoli ?


Jak widać produkt mocno emolientowy, z silikonami i całkiem sporym dodatkiem wymienionych wyżej olejów. Jako humekanty możemy zauważyć tu glicerynę oraz pantenol, choć nie jest to ilość powalająca. Na końcu nieco witaminy E oraz substancje zapachowe i konserwanty.




Maska ma konsystencję identyczną jak jej różowa siostra, czyli żelową o biało-przeźroczystej barwie. Jest bardzo gęsta zatem wpływa to na plus do jej wydajności. Pachnie cudownie, całkowicie inaczej od Frizz Stop & Keratin Repair. Tam mieliśmy świeży zapach ogórka, tutaj do naszego nosa dostaje się słodka, jakby kokosowo-migdałowa woń i czuć ją po wysuszeniu włosów. Mogłabym siedzieć pół dnia z nosem w tej masce, ale przejdźmy do tego co najważniejsze, czyli jej działanie.

Efekt tuż po myciu:


Przepraszam za jakość, aparat nie lubi mojego światła w pokoju :|


Efekt po nocy:




Działanie:

Boskie! Dawno nie miałam tak mięciutkich i gładkich włosów, dzięki tak przystępnej cenowo masce. Jutro pokuszę się o zakup jej większej wersji, choć przyrzekałam sobie nie kupować nic, dopóki nie wykorzystam swoich zapasów. Pół dnia miziam swoje włosy i są ideale. Zero puchu, zero plątania się, zero strączków. Czy muszę więcej coś mówić, zatem jeśli Wasze włosy lubią emolienty to koniecznie musicie wypróbować tą maskę.


Pozdrawiam
J.
Przyszedł czas na kolejne podsumowanie miesiąca podczas akcji zapuszczania włosów. Włosy urosły tym razem nieco więcej, niż poprzednio z czego bardzo się cieszę, a po szczegóły zapraszam niżej.




W marcu zamierzałam wcierać w skórę głowy odżywkę w sprayu przeciw wypadaniu włosów RadicalMed. W planach było używanie jej codziennie, a skończyło się na tym, że używałam jej średnio co 2 dni.

W kwietniu z racji na swędzenie skalpu, które się ostatnio u mnie pojawiło na skórę głowy będę stosować Cerkogel 30 oraz żel aloesowy aby załagodzić ten stan. Co do wspomagania wzrosty włosów, tym razem postawię na kurację wewnętrzną, a mianowicie będę pić codziennie szklankę skrzypokrzywy.

A tak prezentują się moje włosy po tym miesiącu.

Przepraszam za jakość, tym razem zdjęcie musiałam robić sama, w nocy :|

Efekty:

W marcu długość włosów wynosiła 66 cm, po miesiącu kuracji RadicalMed udało mi się uzyskać 67,5 cm. Dla dokładnych wyników wyprostowałam nawet włosy, czego nie robiłam już od niepamiętnych czasów. Włosy urosły zatem 1,5 cm, z czego się bardzo cieszę :)

Porównanie włosów przed kuracją i po 2 miesiącu.


Jak widać włosom udało się osiągnąć ciemny punkt na koszulce, oby dalej im tak szło.
Mam nadzieję, że u Was też są dobre efekty :)

Pozdrawiam
J.


Już prawie koniec marca, a ja dopiero przychodzę z wykończonymi produktami lutego. Jednak w marcu już tyle mi się rzeczy uzbierało, że postanowiłam to rozdzielić. W tym roku mimo, że ten miesiąc był dłuższy to u mnie minął szybko i nie przyniósł za wiele nowości czy zwiększonej produktywności. Bohaterami dzisiejszego posta będą trzy produkty zatem będzie szybko, sprawnie i przyjemnie.

Luty był miesiącem, gdzie ostały się tylko resztki, nie mieszczące się już w styczniu, a reszta kosmetyków była dopiero w 3/4 swojej pojemności. Udało mi się zdenkować krem do twarzy, tonik oraz mini kurację do włosów.


---------------------------------



Krem do twarzy, Dermedic Laboratorium, Hydrain 3 Hialuro, Krem nawilżający o dogłębnym działaniu SPF 15

Bardzo dobry krem o naprawdę fajnym nawilżeniu. Dla mojej mieszanej cery, sprawdzał się najlepiej na noc, ponieważ długo się wchłania. Po obudzeniu się skóra miała na sobie jeszcze film, a w dotyku była mięciutka i nawilżona. Nie spowodował żadnego uczulenia ani zapychania a do tego bardzo ładnie pachnie. Jak wykończę inne kremy na pewno kupię go ponownie jako maska na noc.



Lirene, Wybielanie, Tonik 3 w 1

Mój HIT. Czy coś więcej muszę mówić ? Tonik zamknięty jest w solidnej, ładnej butelce. Pojemnik ma fajnie przemyślany kształt pomagający otwierać butelkę, nie łamiąc przy tym paznokci. Produkt przepięknie pachnie cytrusami, a jego działanie u mnie jest świetne. Oczyszcza twarz, przywraca jej nawilżenie i eliminuje uczucie ściągnięcia po myciu żelem, którego próbuje wykończyć. Rzeczywiście wyrównuje koloryt jak zapewnia producent oraz eliminuje przebarwieniu, które u mnie pojawiają się non stop na czole i same z siebie nie chcą się goić. Poza tym jest świetnym początkiem do kuracji kwasami. Polecam go z całego serducha.



Balea, Professional, Oil Repair, Express Kur (Kuracja do włosów z olejkiem arganowym)

Miałam niestety tylko jedna tubkę 20 ml tej kuracji, co starczyło mi na 2 użycia więc ta mini recenzja nie będzie bardzo wiarygodna. Po takim upływie czasu w mojej pamięci pozostało po niej uczucie, że fajnie się sprawdzała, ale nie jest to wrażenie, jakby zwaliła mnie z nóg. Chętnie bym ją jeszcze przetestowała jeśli gdzieś ją dostanę ponieważ szukam produktów, które pomogą zregenerować moje końcówki.

-------------------------------------

Jak widać wszystkie produkty w większym czy mniejszym stopniu się u mnie sprawdziły, zatem denko bardzo udane. Jeśli, któryś z produktów używałyście to napiszcie w komentarzach jaka jest wasza opinia o nich :)


Pozdrawiam
J.
Kto nie lubi długich pachnących kąpieli, z których człowiek wychodzi wypoczęty a skóra jest miękka i nawilżone ? Myślę, że większość z nas. Dlatego dziś przychodzę z opisem mydlano - bombowej paczki od mojej siostry.


Wszystkie cuda poniżej pochodzą z jakże dobrze znanej firmy 'Lush', która niestety w Polsce jest trudno dostępna. Wiele czytałam o perełkach z tej marki jednak nigdy nie miałam okazji ich przetestować, aż do czasu wspomnianej paczki.


Dzięki pomocy współlokatorki, która miała okazję pracować w hurtowni 'Lush'a', siostra wybrała dla mnie i rodziców same bestsellery. 

Co znalazło się w przesyłce ?

1. Męski żel pod prysznic 'It's raining men'

Gdy skóra płacze za czułą opieką, 'It's raining men' przyjdzie na ratunek. Niech bóg błogosławi Matkę Naturę za zapewnienie miód, który pakujemy do naszego słodkiego żelu, który pielęgnuje, podczas mycia. Miód ma wiele korzyści dla skóry. Naturalny antyseptyk, łagodzi i pomaga jej utrzymać wilgoć. Dodaliśmy również na dokładkę zmiękczający olej z owocu dzikiej róży, natomiast olej z bergamotki i ze słodkiej, dzikiej pomarańczowy dodaje pogody ducha i podnosi nastrój.

Skład:

Honey, Rosehip, Lotus Flowers And Tiger Lily Infusion, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Cocoamphoacetate, Water (Aqua), Perfume, Propylene Glycol, Sweet Wild Orange Oil, Bergamot Oil, Titanium Dioxide, *Limonene, Geraniol, Citronellol, *Linalool, Benzyl Benzoate, Amyl Cinnamal, Lilial, Methylparaben.

2. Mydełko 'Maypole' 

Jeśli to mydło miałoby pióra i pachniało jak malowane płótno, to proponowalibyśmy użyć go do mycia swoich ulubionych lodów. Czasami rzeczy nie muszą mieć sensu, jak to uzależniające pieprzowe mydło, poprzetykane naszym mydlanym makaronem aby stworzyć kawałek fantazji. Wspieraj akcję "Keep It In The Ground" z bazą tego mydła, wolną od substancji mydlących , utworzoną z gliceryny i sorbitolu, podczas gdy będziesz tańczyć wokół drzewka majowego, wprowadzając się w surrealistyczny świat, zwariowanej, zawadiackiej mięty.


Skład:

Rapeseed Oil and Coconut Oil, Water (Aqua), Glycerine, Sorbitol, Perfume, Canadian Maple Syrup, Sodium Chloride, Titanium Dioxide, Gardenia Extract, Peppermint Oil, Sodium Stearate, EDTA, Tetrasodium Etidronate, Sodium Hydroxide, Colour 17200, Colour 14700, Colour 45410, Colour 42090.

3. Kostka do masażu 'Percup' 

Dodaj animuszu swojej skórze, z tą, naładowaną kofeiną, kostką do masażu. Całe ziarna kawy pomogą zwiększyć krążenie, natomiast olej kokosowy i jojoba nawilżają i odżywiają skórę. Bogaty aromat kawy z pewnością pobudzi zmysły i sprawi, że będziesz pobudzony i niesamowicie pachnący.


Skład:

Fair Trade Organic Cocoa Butter, Fair Trade Shea Butter, Whole Coffee Bean, Organic Jojoba Oil, Perfume, Extra Virgin Coconut Oil, Vetivert Oil, Fair Trade Vanilla Absolute, Roasted Cocoa Extract, Coriander Oil, Caffeine Powder, *Coumarin, *Geraniol, *Limonene, *Linalool.

4. Kula do kąpieli 'Tisty Tosty' 

Kocha, nie kocha - Tisty Tosty jest oparty na średniowiecznej eliksirze miłosnym. Usiana siedmioma prawdziwymi różyczki, jest pachnącym, urzekającym połączeniem sproszkowanego korzenia kwiatów irysa, róży i cytryny. Ponieważ rozpuszcza się w wannie, można zakochać się w niej, podczas gdy geranium, jaśminu i róży utworzą urzekającą zapach. Olejek różany również koi złamane serca - jest on wykorzystywany przez terapeutów by podnieść na duchu.



Skład:

Sodium Bicarbonate, Citric Acid, Rosebuds, Rose Absolute, Geranium Oil, Lemon Oil, Jasmine Absolute, Orris Root Powder, Benzyl Salicylate, Geraniol, Citronellol, *Linalool, *Limonene, Perfume.

5. Kula do kąpieli 'Karma'

Uzyskaj natychmiastowy poprawę na duchy z tą bąbelkową kostką, z naszym sygnowanym, egzotycznym zapachem pomarańczy i paczuli. Słodki olejek pomarańczy jest orzeźwiający, pikantny i podnoszący na duchu, tak jak olej z trawy cytrynowej. Lavandin jest blisko spokrewniony z lawendą i ma podobne właściwości relaksujące. Olejek sosnowy dodaje świeżej, zielonej nuty do zapachu a olej Elemi, który jest tradycyjnie używany w produkcji kadzideł, dodaje złożoności i świeżości.


Skład:

Sodium Bicarbonate, Cream of Tartar, Sodium Laureth Sulfate, Lauryl Betaine, Cornflour, Mango Butter, Citric Acid, Perfume, Patchouli Oil, Sweet Orange Oil, Lavendin Oil, Pine Oil, Lemongrass Oil, Elemi Oil, Glycerine, Fair Trade Organic Cocoa Butter, Organic Extra Virgin Olive Oil, Laureth 4, *Citral, *Hydroxycitronellal, *Limonene, *Linalool, Copper Sheen and Radiant Gold Lustre, Gold Glimmer Lustre, Colour 15985, Colour 42090, Colour 45430.


******

Jak widać rzeczy śliczne, pachnące i przydatne w kąpieli. Kilka produktów jest już zużytych a inne czekają na swoją kolej, ale jedno jest pewne takie dobroci na pewno się nie zmarnują :)


------------------------------------------

Pozdrawiam
J.
O ja zła, niedobra ... Sprawdziłam i "Niedzieli dla włosów" nie było na blogu równo dwa miesiące, a więc czas to jak najszybciej i jak najlepiej nadrobić :) Na szczęście bogata pielęgnacja włosów trwa cały czas, jedynie nie było czasu lub miejsca na fotografowanie efektów. W związku z akcją zapuszczania włosów będę starała się publikować "Ndw" jak najczęściej aby mieć taką mini dokumentację pielęgnacji jaka będzie stosowana w danym miesiącu, będzie to też forma motywacji do większego kombinowania.

Z racji takiej przerwy, ubyło mi parę produktów do włosów, które chciałam wykończyć a więc będzie też większa różnorodność związana z nowościami i produktami, które czekały na swoją kolej.

Poniżej przedstawiam pielęgnację, która odbyła się wczoraj czyli w sobotę 6 lutego :). Jak zwykle podczas "Ndw" było to mycie OMO.

Pierwsze "O":
  • Herbamedicus, maść końska, szwajcarska, rozgrzewająca - skalp, 30 min
  • Olej lniany + olej z pestek śliwki - metoda rosołowa, 30 min
  • Maska Kallos blueberry - 30 min
M:
  • Pervoe Reshenie, Planeta Organica, Szampon do włosów na bazie organicznej oliwy toskańskiej
Drugie "O":
  • Balea, Professional, Oil Repair, Express Kur + New Anna Cosmetics, Miracle Hair Mask - 30 min
  • Procter & Gamble, Pantene Pro-V, Intensywna Regeneracja, Lekka odżywka w piance pod prysznic - 20 min
Włosy spłukałam letnią wodą , pozostawiłam przez godzinę żeby podeschły i na koniec pomogłam im nieco suszarką ponieważ jechałam w odwiedziny do kuzynki.

Jak zareagowały włosy? Były dociążone, gładkie i śliskie czyli dokładnie takie jakie lubię.


A u Was włosy zareagowały dobrze czy źle na pielęgnację ?

P.S. Jest to 50 post w całym cyklu bloga, dla jednych może mało, dla mnie dużo, stanowi to dla mnie dowód, że warto poświęcić trochę swojego czasu, żeby dzielić się wiedzą z innymi :).

-------------------------------
Pozdrawiam
J.
Czy nieraz macie tak, że jakiś produkt już po pierwszych użyciach jest dla was totalnym niewypałem i ląduje na dnie szafy czy pudełka, czekając aż znajdziemy sposób na wykorzystanie go? W internecie pełno jest innych zastosować produktów niż ich oryginalne. Jeśli coś nam nie służy bardzo łatwo można w ten sposób wykorzystać resztki, bądź nawet i całe tubki. Ale czy warto od razu skazywać produkt na włosowe "wygnanie" ?

W moim przypadku takimi wielkimi przegranymi zostały jakże znane maski. Pierwsza to maska Love 2 mic Organic z efektem laminowania i Kallos Keratin. Pierwsza i druga powodowała u mnie straszny puch i szorstkość włosów. Moje włosy po prostu nie tolerują protein, mogę ich użyć jedynie w metodzie  PEH, bądź same raz na 2-3 tygodnia jak dobrze pójdzie.


A więc maski siedziały sobie w szafie i czekały aż coś z nimi zrobię. Jednak ostatnimi czasy moje włosy stały się ciężkie, szybko się przetłuszczały, strączkowały się i ogólnie wyglądały kiepsko. Uznałam, ze czegoś im brakuje i trzeba wykonać jakiś fajny zabieg poprawiający ich kondycję. Postanowiłam jako emulgator oleju zastosować na 1 godzinę Kallosa Keratin, gdyż w tej formie nie powinien zrobić mi większej krzywdy. Włosy umyłam moim ulubieńcem czyli mydłem cedrowym i szukałam pomysły co by tu teraz na nie nałożyć. 

Będąc w łazience chciałam użyć Kallosa Blueberry jednak wydał mi się on takim zwyklakiem i postanowiłam iść do szafki w poszukaniu czegoś naprawdę fajnego. Pomyślałam, że zmieszam maskę New Anna Cosmetics z jakimś półproduktem i tu nastąpiła pomyłka dzięki której w moje ręce wpadła Love2mixOrganic, Obie maski są po prostu w czarnej tubie a niższa New Anna stała na innym produkcie, zatem ich wysokość była bardzo podobna.

W pamięci ukazał mi się widok moich włosów po "laminowaniu" tą maską i nie były to fajne wspomnienia, jednak uznałam,  że jak już użyłam produktu, który mi normalnie nie pasuje to pojedźmy już po całości :). Kallosa trzymałam około 1,5 godziny bo się po prostu zaczytałam, a Love2mix siedziała na mojej głowie około 40 min.

Spodziewałam się niezbyt fajnego efektu, a tu co ? Włosy leciutkie ale dociążone, gładkie, śliskie, grubsze w dotyku, no żyć nie umierać.

Pofalowane po nocnym warkoczu
A więc czy warto dawać drugą szansę produktom włosowym ?
Zdecydowanie tak, jeśli widzicie, że czegoś włosom brakuje mimo, że dotychczas pielęgnacja sprawdzała się w 100%, bądź zmienił się stan waszych włosów np porowatość czy nawilżenie i produkt może teraz działać na was całkiem inaczej.
A co do ludzi to już decydujcie sami ;)

Pozdrawiam
J.
No i niestety nadszedł już czas końca tej bardzo fajnej akcji włosowej. Mimo wzlotów i upadków z pielęgnacją "pro wzrostową" udało mi się wyhodować całkiem ładną długość włosów :) Oczywiście na tym nie poprzestanę i dalej będę walczyć o zdrowe, gęste, długie pukle. 

Na początku akcji wiedziałam, że cała nowa długość pójdzie praktycznie pod nożyczki, przeżyłam jednak miłą niespodziankę podczas ostatniego mierzenia, gdzie okazało się, że zachować prawie cały przyrost z ostatniego miesiąca :) Podczas całej tej zabawy, spotkałam się również z wieloma sposobami na przyspieszenie porostu, których nie znałam i nie stosowałam, na co przyjdzie czas już niebawem.

Poniżej znajdziecie moje wyniki z każdego miesiąca, oraz to co wtedy wspomagało wzrost moich włosów :) 

Wrzesień:

- picie skrzypokrzywy - 1 i 2 tydzień
- suplementacja Calcium Pantothenicum 2x2 tabletki - cały miesiąc

Przyrost według pomiaru Henrietty wyniósł 2,5 cm, z początkowej długości 61 cm włosy skoczyły do 63,5 :)

Październik:

- suplementacja Calcium Pantothenicum 2x2 tabletki - cały miesiąc
- mycie głowy szamponem Banii Agafii "Aktywator wzrostu"
- stosowanie na skalp maski Banii Agafii "Aktywator wzrostu"
- wcierka Jantar oraz Joanna Rzepa

Przyrost wyniósł równe 2 cm, po zakończeniu drugiego miesiąca długość całkowita wynosiła 65,5 cm.


Listopad:

- wcierka Joanna Rzepa
- stosowanie na skalp żelu aloesowego
- odżywka RadicalMed przeciw wypadaniu - ostatnie tydzień

W tym miesiącu włosy zostały obcięte, do odwiedzin fryzjera  urosły 1 cm, zatem liczyły sobie 66,5 cm. Pod nożyczki poszło około 5 cm i tak ich maksymalna długość wynosiła 61,3. Od tego momentu udało im się urosnąć jeszcze 1,7 cm, co dało łączny wynik 2,7 cm oraz długość końcową 63 :)

Końcowa ilość uzyskanych w akcji centymetrów: 7,2 cm

A tak wygląda to na zdjęciach :)

Początek:


Efekt po pielęgnacji we wrzesieniu:




Efekt po październiku:



Efekt końcowy po listopadzie:


Porównanie początku i końca


Mam nadzieję, że wam też włoski ładnie urosły i dalej będziecie walczyć o ich dobry stan :)

Pozdrawiam
J.
Tym razem było na bogato, jak to zapowiadałam w ostatniej niedzieli. Nie wiem czemu ale zawsze taka niedziela schodzi mi się z jakimś ważniejszym wyjściem :) Było dużo półproduktów i wielki mix masek do włosów. A z tego wszystkiego i tak najlepszy był zapach :3

Oto co zmieszałam tym razem :)
Pierwsze "O":
  • Olej z pestek śliwek + Joanna Rzepa na skalp - cała noc
  • Evrēe, Power Fruit, Nawilżający olejek dwufazowy - 30 min przed maską
  • Mieszanka: maska Kallos blueberry, mleczko pszczele, kwas hialuronowy
M:
  • Inter Fragrances, Seboradin, Szampon regenerujący z żeń - szeniem do włosów suchych i zniszczonych
Drugie "O":
  • Mieszanka: maska New Anna Cosmetics, Nivea LR, Seboradin balsam z żeń-szeniem, mąka ziemniaczana, mleczko pszczele, kwas hialuronowy, hydrolat różany, olejek Evree - 1 godz
Na koniec nałożyłam mleczko prostujące Marion i złotą mgiełkę od Gliss Kurra, włosy wysuszyłam ciepłym nawiewem i ułożyłam na szczotce grzywkę.

Sobota po umyciu | Niedziela po powrocie do domu
Po takim odżywianiu włosy były bardzo mięciutki i śliskie, nieco na początku puchate, jednak potem ładnie się wygładziły. Niedługo zamierza zaopatrzyć się w większą ilość półproduktów, zatem mieszanki będą bardziej różnorodne :)

Jak tam wasze dni wzmożonej pielęgnacji włosowej ?

Pozdrawiam
J.
Od czasu wielkiego bumu na odżywki do rzęs miałam ochotę jakąś przetestować, ale nie uśmiechało mi się jak zapewne wielu dziewczynom wydawać około 200 zł na parę ml wybranego specyfiku. Dlatego gdy pojawiło się 4LL wiedziałam, że kiedyś trafi w moje łapki, a w między czasie pojawiło się i serum z L'biotici, jednak nie używałam go regularnie.


Ostatnio trafiłam w Superpharm na promocję i udało mi się upolować 4LL za 59,99 zł, gdzie zwykle kosztuje 20 zł więcej.

Ale co się stało, że nagle poczułam niemożliwą do zlekceważenia ochotę na posiadanie długich i gęstych rzęsy ? Otóż poznałam blog KaczkaZPIEKŁARODEM  i zachwyciłam się rzęsami Marty pokazanych na zdjęciach w jednym z postów. Uznałam, że może i mi się uda takie mieć, więc coś w tym kierunku trzeba zrobić.

Lewe i prawe oko

Naturalnie moje rzęsy są cienkie choć długie ale idealnie proste i skierowane w dół, bez zastosowania tuszu, bądź henny są praktycznie niewidoczne, ponieważ są koloru blond, a dodatkowe końcówki są praktycznie białe. Efekty zatem na pewno nie dadzą mi pięknego wachlarza rzęs jak u Marty jednak liczę, że kondycja moich lichych włosów ulegnie poprawie i rzęsy pomalowane ukochanym Volume Million Lashes So Couture będą prezentować się naprawdę ładnie i okazale.


Kurację zaczęłam dokładnie 1 grudnia, a więc przyjazna data do robienia miesięcznych podsumowań. Codziennie na noc po demakijażu nakładam na linie rzęs serum 4LL zaś same rzęsy smaruję serum od L'biotici. Wiem, że serum to jest słabsze, jednak nie zaszkodzi go stosować, a może nieco wspomoże działanie 4LL, taki zmasowany atak. Kurację planuję stosować przez 3 miesiące, mam nadzieję, że nie będę mieć żadnych efektów ubocznych i z dobrymi wynikami ją zakończę, ale o tym dopiero w marcu :)


Co do samej techniki stosowania to obie formy aplikatora są wygodne i łatwe w użyciu, choć większe efekty zapewne uzyska się pędzelkiem z 4LL ponieważ możemy precyzyjnie nałożyć preparat w okolice cebulek włosów, jedyne na co trzeba uważać, to to aby żadne z serum nie dostało się do oczu, szczególnie pod powieki, gdzie do wewnętrznej strony mogą zacząć rosnąć włoski i podrażnić gałkę oczną (wyjaśnienie w komentarzu dzięki Bronach).

Trzymajcie za mnie kciuki i napiszcie w komentarzach czy stosowałyście, któryś z produktów i jakie były wasze odczucia :)

Pozdrawiam
J.
Jak zapowiedziałam w poprzednik poście dziś odbyła się moja wizyta u fryzjera, na którą wybierałam się już od bardzo dawna. O ile pamięć mnie nie myli poprzednie cięcie zafundowałam włosom na początku wakacji czyli bodajże lipiec, więc koniecznie trzeba było to zmienić. Włosy przestały mi się już ładnie układać, w związku z wypadaniem, końce straciły prostą linie cięcia, a ich stan bez odżywek pozostawiał wiele do życzenia, mimo, że tylko niektóre włoski się rozdwoiły to w dotyku były sztywne i szorstkie.

Samo umówienie się do fryzjera chodziło za mną od dawna, a co dokładnie spowodowało, że tego dokonałam ? Możecie się śmiać ale jadąc tramwajem do chłopaka, czytałam książkę i tak się zagapiłam, że znalazłam się o przystanek za daleko czyli akurat przy moim ulubionym salonie fryzjerskim :) Tak przy okazji to powiem, że ledwo na nim zdążyłam wysiąść, inaczej wylądowałabym koło swojej uczelni, a do niej jakoś mi się nie spieszy gdy mam dzień wolny.


Podczas ostatniego podcinania końcówek poprosiłam również o zabieg L'oreal Absolut Lipidium Repair, również tym razem wiedziałam, że chce aby włosy zostały odżywione podczas jakiegoś zabiegu. Analizując stronę salonu na facebook'u odkryłam, że wprowadzili zabieg L'oreal Pro Fiber i wahałam się między tą nowością a wcześniej wybranym Olaplexem. 

Postawiłam jednak na mój pierwszy wybór, a na Pro Fiber przyjdzie czas, choć fryzjerka się pytała czy na pewno go nie chce bo włosy są po nim genialne, cytuje "Jakbym miała je po keratynie".
Szczegóły dotyczące Olaplexu znajdziecie już na blogach Anwen klik1, klik2  oraz BlondeHairCare klik1, klik2. 

A jak to się odbywało u mnie ?

1. Włosy zostały dokładnie umyte i odsączone z wody
2. Na 3/4 długości została zaaplikowana mieszanka wody i Olaplex Bond Multiplier, na 10 minut. 
3. Na tak przygotowane włosy został nałożony Olaplex Bond Perfector , włosy następnie zostały związane i tak siedziałam sobie na kanapie z nimi przez 20 minut czytając książkę.

I tu zaczyna się wspomniany w tytule mix z Pro Fiber, fryzjerka poleciła swojej uczennicy, żeby użyła szamponu z fioletowej serii i maski w białym opakowaniu, niestety nie zdążyłam się przyjrzeć nazwie.



4. Umycie dokładnie włosów szamponem Pro Fiber
5. Nałożenie maski z w/w serii, dokładne jej wtarcie i spłukanie włosów.
6. Ścięcie włosów nożyczkami
7. Nałożenie serum w kremie Pro Fiber
8. Wysuszenia na szczotce, spryskanie preparatem Alterna Bamboo Volume Spray, wyprostowanie końcówek i poprawa ich równości maszynką.

Efekt

Ścięcie

Po pierwsze uwielbiam włosy gdy są ścięte na prosto bez cieniowania, ta ostrość i gładkość końcówek jest zabójcza. Całość włosów chciałam skrócić o 5 cm, specjalnie zmierzyłam włosy przed i po wizycie. Początkowa długość to 66,5 cm zaś końcowa to 61,3 cm, zatem prośba została wysłuchana w 100%. Co do kształtu to zostało odświeżone poprzednie U. 
Tym razem uznałam również, że coś muszę zrobić z przednimi włosami, bo takie długie dość smętnie wiszą mi przy twarzy. Oddałam władzę w ręce fryzjerki i pozwoliłam jej robić co chce (mam do niej pełne zaufanie). Wynikiem tego jest grzywka, do której jeszcze się przyzwyczajam, ponieważ smyra mnie po czole, ale wygląda naprawdę ładnie.

Zabieg Olaplex

Na początku powiem, że produktu ślicznie pachną :3 Co do działania, to włosy są teraz aksamitnie gładkie, proste, nawilżone, miłe w dotyku, dociążone oraz bardzo się błyszczą, śmialiśmy się z ludźmi w salonie, że będę oślepiać kierowców :) Jednak na całość tego efektu, składają się też takie rzeczy jak modelowanie, strzyżenia oraz użycie produktów Pro Fiber. Rezultat ocenie tak naprawę po zastosowaniu swojej typowej pielęgnacji, co nie omieszkam tu niedługo dopisać


Zdjęcia niestety wykonałam dopiero dzisiaj, czyli dzień po zabiegu, ponieważ jak wróciłam było już strasznie późno. Nie mniej jednak efekt dalej widać :) | Tył

Końcówki
Boki włosów
Czas trwania i koszt

W salonie spędziłam dokładnie 3 godziny, dla mnie jest to norma ponieważ mam dużo włosów i ich ścięcie, suszenie, modelowanie i prostowanie zabiera bardzo dużo czasu. Rozdzielając to mogłabym powiedzieć, że zabieg pielęgnacyjny trwał około godziny, a reszta czasu została poświęcona dalszym działaniom. 
Cena zabiegu zależy od długości włosów, w danym salonie wahać się może ona między 70 a 90 złotych.

Mam nadzieję, że po zobaczeniu moich efektów, będziecie wiedzieć czy to zabieg dla Was ;)

Pozdrawiam
J.