Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

Świąteczna przerwa już minęła, zatem czas na kolejne posty z denkami, powoli odrabiam straty zaległych miesięcy, więc już niedługo pojawi się aktualny grudniowy projekt denko. Po ostatnich wielkich zużyciach nastąpił czas nieco spokojniejszy. Ilość produktów jest mniejsza niż ilość kosmetyków do twarzy z poprzedniego miesiąca, jak to mówią równowaga w przyrodzie musi być.


Tym razem stan estetyczny denka jest na plus, dzięki dobrze sprawdzającym opakowaniom, które pozwoliły na całkowite wykorzystanie kosmetyków. Zatem tej kwestii nie będę już omawiać przy mini recenzjach poszczególnych produktów.

We wrześniu udało mi się zużyć 9 produktów w tym 4 do włosów i 5 do twarzy, jeśli chcecie wiedzieć dokładnie co o nich myślę, zapraszam poniżej.

Włosy
RadicalMed, odżywka przeciw wypadaniu włosów

Od początku września zmagałam się z wypadaniem włosów, które było najintensywniejsze podczas całej mojej "kariery włosomaniaczki". Z myślą o tym postanowiłam zadziałać w sprawdzony dla mnie sposób. Odżywka, która jest tak naprawdę wcierką sprawdziła się równie dobrze jak ostatnio, wypadanie zmniejszyło się znaczne, choć i tak całkowicie minęło gdy skończyła się jesień. Do tego sposób aplikacji powinni wykorzystać u siebie inni producenci, używanie atomizera jest szybkie, proste i nie pozwala na marnowanie płynu.

Pantene, odżywka w piance pod prysznic, intensywna regeneracja

Gdy ją kupowałam, myślałam, że to tylko taki gadżet, ale po jej zużyciu stała się moim hitem, na poprawę stanu włosów gdy nie mamy za dużo czasu, jak np. podczas kąpieli po basenie, gdy goni nas licznik czasu. Ma świetną, przyjemną w dotyku i rozprowadzaniu konsystencje oraz ładny owocowy zapach. Po zastosowaniu odżywki zarówno na 5 i 30 minut, włosy są miękkie w dotyku, wygładzone, nie plączą się i są dociążone. Taki niepozorny produkt a tyle daje.

Mrs. Potter's, balsam aloes i jedwab

Odżywka które stała u mnie i stała, nie dlatego, że jest zła, po prostu była ze mną odkąd wpadłam w szał włosowych zakupów i ciężko było zużyć całe 500 ml. Kupiłam ja jeszcze ze starym składem, który świetnie się sprawdził do emulgowania olei i jako składnik nawilżający w mixie maseczkowym. 

Seboradin, balsam, żen-szeń

W poprzednim denku, pokazywałam szampon z tej serii, dziś przyszedł czas na balsam, który towarzyszy mi od początku włosomaniactwa. To jest już moja kolejna butelka i zamierzam go ponownie kupić, gdy uszczuplę nieco zapasy w szafce. Zapach tej serii mi się osobiście podoba, zatem dla mnie balsam ma same zalety, dociąża, wygładza i sprawia, że włosy są jedwabiste w dotyku. Sam cud, miód i orzeszki.

Twarz
AA Help, Cera atopowa, Krem-żel do mycia twarzy

Dziwny, niby delikatny jak zapowiada producent, ale na swojej skórze nie widziałam po nim, żadnych efektów, miał mocno leistą konsystencję i bliżej nieokreślony zapach, więcej po niego nie sięgnę.

Soraya, Anti Ageing, Baza silikonowa do cery normalnej i mieszanej

Pierwsza baza jaka trafiła w moje ręce, wyrzucam ja mimo tego, że jeszcze można by z niej coś wycisnąć, jednak zestarzała się już i zamiast gładkiego, silikonowego w dotyku, produkt pojawiały się twarde grudki. Bardzo fajnie spełniała swoje zadanie, makijaż trzymał się jak skała a twarz pozostawała matowa i wygładzona długi czas.

Collection, Lasting Perfection, korektor w płynie, 1

Kupiła mi go moja siostra w Anglii, po wielu moich przypomnieniach, żeby tylko czasem go nie zapomniała lecąc w odwiedziny do Polski. I miałam powód, korektor był wychwalany na całym makijażowym YT. Jako, że makijaż to moje hobby musiałam go wypróbować i nie zawiodłam się. Jest to jeden z najlepiej kryjących korektorów jakie miałam i do tego mega jasny, co ma duże znaczenie przy mojej bladej cerze. Będę do nieco wracać zapewne wielokrotnie.

Carea & Isana, płatki kosmetyczne

Carea niestety zniknęła już z biedronki więc tylko wspomną, że te płatki były świetne (zastąpiły je bebeauty), zaś płatki z Isany są taką bezpieczną opcją, nie rozdwajają się za bardzo i ładnie przyjmują zmywany produkt, nie są ideałem, ale zawsze w razie potrzeby można po nie szybko skoczyć do rossmana.

----------------------------

Moja wrodzone umiejętności dobierania kosmetyków sprawdziły się jeszcze raz i prawie wszystkie rzeczy mają zieloną kategorię. Dużo z nich pojawi się u mnie ponownie, a dla innych szukam jeszcze lepszych zamienników, a co przyniósł kolejny miesiąc dowiecie się niebawem.

Pozdrawiam
J.

Tworząc posta z serii projekt denko co miesiąc zaskakuję sama siebie ilością zużytych produktów. Po opublikowaniu denka danego miesiąca myślę, że no, to, to już chyba rekord w ilości produktów i każdorazowo się mylę. Nie wiem, czy to ja rozwijam zdolności w zużywaniu rzeczy czy to nagle produkty same wpadają na pomysł, żeby się równocześnie skończyć. 


Jednak widzę, że denko lipcowe będzie na pewno mniejsze, może gabarytowo spore, ale ilość kosmetyków nie będzie taka duża i prawdę powiedziawszy, nawet mnie to cieszy, bo opisywanie wszystkich zużyć to ciężka robota.
Wszystkie 21 produktów
Z jednego jednak się cieszę, zmalał mój zasób produktów do włosów, co dobrze wpłynie na moje plany minimalizmu włosowego.

----------------------------

Dokładnie zużyłam 6 produktów do włosów, 8 kosmetyków do twarzy i 7 rzeczy różnorodnego przeznaczenia. Wśród wszystkich kategorii są prawdziwe hity a więc zapraszam na mini recenzje.

Włosy
Planeta Organica, Avocado Oil Hair Condicioner

Nie wiem kto wymyślał te opakowania, ale uduszę go gołymi rękoma. Kwadratowy przekrój plus twardy plastik to nie wróży dobrze. Odżywkę trzeba wytrząsać dość silnymi ruchami, na szczęście postawiona do góry nogami spływa do samego końca i po rozcięciu opakowania nic w środku już nie znalazłam. Poza tym aspektem, odżywka była naprawdę dobra. Moje włosy lubią olej awokado i tylko się w tym utwierdziłam. Produkt ułatwiał rozczesywania, ładnie emulgował oleje i pozostawiał włosy wygładzone i dociążone.

Anna New, maska do włosów, Miracle Hair mask

Maska, którą kupiłam po poleceniu jej przez BlondeHairCare i nie zawiodłam się. Mogę potwierdzić tylko to co było o niej dobrego powiedziane.

Bania Agafii, Cedrowe mydło do włosów i ciała

HIT, HIT, HIT. Czy ktoś go jeszcze nie zna ? Najlepszy produkt do mycia włosów. Moja mama potwierdza, a jest bardzo wybredna osobą.

Przepisy Babci Agafii, Maska do włosów drożdżowa na pobudzenie wzrostu

Działań pobudzających wzrost nie sprawdzałam, ale na długości sprawdzała się super. Może pachnie dziwnie, ale można jej to wybaczyć.

L'oreal, Primer Repair Lipidium, ampułka 

Dodaje prawdziwego kopa masce z tej serii. Dobrze, że mam jeszcze kilka ampułek w zapasie. Używam zawsze, gdy chcę mieć pewność, że włosy będą wyglądać świetnie.

ZrobSobieKrem, Olej lniany

Ulubieniec moich włosów. Jak na razie ma pierwsze miejsce na podium, czekam tylko jak wykorzystam inne oleje i do niego na pewno wrócę.

Twarz
Bania Agafii, Odmładzająca maseczka do twarzy na mleku łosia 

Jedna z lepszych maseczek nawilżających jakie miałam, a dodatkowo ślicznie pachnie. Z łosia czy tam łososia, ważne, że pozostawia skórę widocznie bardziej miękką i uspokojoną.


Bielenda, Professional Formula, Błyskawicznie napinająca maseczka koktajlowa

Niby niezła, ale szału nie zrobiła. Może jeszcze mam za młodą skórę, żeby zauważyć widoczny efekt.


Ziaja, Maska regenerująca z glinką brązową

Za to w tym przypadku, efekty widać od razu. Nie coś, że ślicznie pachnie to można straszyć domowników :D. Skóra jest po niej odżywiona, gładka i taka fajna w dotyku.


Astor, Lift Me Up, 2in1 Anti-Aging Foundation

Kolor jak to w próbkach był oczywiście dla mnie za ciemny, dlatego użyłam go do konturowania na mokro. Ładnie stopił się z innymi produktami, nie ciemniał i długo utrzymywał się na twarzy. Jestem ciekawa czy w gamie kolorystycznej jest odpowiednio jasny do mojej karnacji.

Tisane, balsam do ust w słoiczku

Mój ukochany balsam, smaruję go zawsze grubą warstwą na noc jako taka maska regenerująca. Po obudzeniu usta są mięciutkie, bez suchych skórek i gotowe do przyjęcia wszelkich produktów kolorowych.

Blistex, Intensive Lip Relief Cream

Kolejny ulubieniec z kategorii usta. Próbki otrzymałam od ortodonty, po zakładaniu aparatu. Trzeba wtedy dość mocno rozszerzyć wargi czego skutkiem było ich popękanie. Od razu przypadł mi do gustu zapach balsamu i jego konsystencja. A działanie jest jeszcze lepsze.


Ava, Eco Linea, Krem pod oczy pielęgnująco wygładzający

Złe opakowanie, pompka na początku nie chce się nacisnąć, a gdy już użyjemy odpowiednio dużej siły, strzela dość dużą ilością produktu. Krem jest dość rzadki i naprawdę wystarczy go odrobinka (co kłóci się z dozowaniem). Samo działanie nie powaliło mnie na kolana, ot taki zwykły nawilżacz, cieszyłam się, że się skończył.

Ava, Eco Garden, Organiczny peeling i maska 2 w 1 z ryżem i ogórkiem

Tym razem produkt Avy przypadł mi całkiem do gustu. Stosowałam podczas kąpieli jako peeling, a po wmasowaniu pozostawiałam go na twarzy jako maskę. Bardzo fajnie oczyszczał skórę i ją normalizował, trzeba jednak wiedzieć, że nie jest to mocny zdzierak.


Garnier Hand, Intensywna Pielęgnacja Bardzo Suchej Skóry, Regenerujący krem do rąk

Krem - ratunek, zwykle używam go zimą, ale przez pewien okres miałam bardzo suche dłonie i jako okład na noc pod rękawiczki  sprawdził się świetnie.


Alterra, Reine Pflanzenölseife Lavendel, Mydło z olejkami roślinnymi o zapachu lawendy

Nie lubię mydeł w kostkach i to mnie do nich nie przekonało, zapach był na tyle mocny, że musiało długo leżeć na balkonie i nieco zwietrzeć. Co do działania to takie zwyczajne mydło. Fajne jest jednak to, że rozmiar jest dopasowany do dłoni i nie rozmazuje się w mydelniczce.

Ministerstwo dobrego mydła, mydło "Ryż"

Tak, tak nie lubię mydeł, ale to jest świetne. Używałam do mycia całego ciało i jako jedno z niewielu nie pozostawiało osadu i uczucia suchości na skórze. Łagodziło podrażnienia i ładnie się pieniło. Jak na mydło to to jest mój hit.

Semilac, Remover Wraps, folia do ściągania hybryd

Usuwać jako tako usuwały lakier hybrydowy, ale często mi się rozluźniały i aceton "uciekał". Hybrydy nie są jednak dla mnie zatem wrapsy nie powrócą do mojego domu.

ARDELL, Duo Lash Adhesive Clear

Wylądował w koszu ponieważ się zepsuł. Jednak za czasów swojego żywota, sprawdzał się poprawnie. Kilka razy zdarzyło mi się chodzić z odklejonym końcem rzęs, ale nie było to notoryczne,  poza tym przeszkadzał mi w nim całkiem spory czas zastygania. Na szczęście łatwo się go usuwało potem z odklejonych rzęs. Teraz szukam lepszego zamiennika.


Carea, płatki kosmetyczne (Biedronka)

Płatki te pojawiały się już w poprzednim denku. Dalej twierdzę, że są to najlepsze płatki jakie można znaleźć.

Milly,  płatki kosmetyczne (Natura)

Te płatki, są odwrotnością tych powyżej, grube, rozdwajają się, słabo zbierają produkty z twarzy, za to wchłaniają sporo produktu do demakijażu. Kupiłam w sytuacji podbramkowej i nigdy do nich nie powrócę.

----------------------------

To by było na tyle w czerwcu, jak widać same fajne rzeczy. Dajcie znać czy wstrzeliłam się w wasze zużycia.

Pozdrawiam
J.
Obiecałam, a więc przychodzę z "nowościami" (no prawie bo chwile już u mnie leżą) które przygarnęłam podczas zakupów w Superpharm i Hebe. Promocje w tych drogeriach odbywały się ciut wcześniej lub równocześnie z tymi w Rossmannie.

Superpharm
W Superpharm obowiązywała jednak pewna zasada, kosmetyki mogliśmy kupić 50% taniej ale tylko do 5 sztuk. Myślałam, że to będzie jakieś wielkie ograniczenie, ale okazało się, że nawet jakbym mocno chciała to w tamtej chwili interesowały mnie tylko 4 produkty. Niemniej jednak znalazłam dla siebie kilka innych mniej lub bardziej przydatnych rzeczy, a mianowicie 4 lakiery Essie w odcieniach różu oraz kultowy już top Seche Vite, który znajdował się wtedy na promocji.


Kosmetyki kolorowe:

1. Maybelline, tusz Lash Sensational
2. L'oreal, tusz False Lash Wings Sculpt
3. Maybelline, błyszczyk Color Sensational Shine Gloss 130 Fuchsia Flash
4. L'oreal, Brow Artist Plumper 02 Blonde

Jak widać padło na dwie marki - Maybelline oraz L'oreal. Tusz od tej pierwszej był już hitem blogosfery a więc kupiłam go aby przekonać się czy również tak dobrze sprawdzi się u mnie. Tusz z L'oreal skusił mnie za to ciekawą szczoteczką i tym, że poprzednie produkty tej firmy świetnie się u mnie prezentowały na rzęsach.

Na błyszczyk skusiłam się po jego recenzji na jednym z blogów i sprawdza się u mnie bardzo fajnie, dalej ładny kolor, nie rozlewa się i nie klei. Żel do brwi za to czeka na swój debiut ponieważ jeszcze została mi resztka jego odpowiednika z Catrice. Mam tylko nadzieję, że kolor będzie dobry.


Lakierów u mnie nigdy dość, a że hybrydy się u mnie nie sprawdzają, to inwestuję w zwykle lakiery ale dobrych marek. Nastało lato, zatem królują żywe, jasne kolory, co dokładnie można zobaczyć po moich wyborach. Ulubieńcem stał się od razu, lubiany przez wielu, "watermelon".

cute as a button | status symbol | watermelon | big spender
Seche Vite

Hebe
W Hebe głownie postawiłam na kosmetyki pielęgnacyjne, zaplatał się tylko między nimi jeden podkład. W sumie weszłam do drogerii bez większego planu a kupiłam kosmetyki które o pewnego czasu chodziło mi po głowie.

Zagubiony w akcji fotografowania krem
Kosmetyki kolorowe:

1. Rimmel, podkład Match perfection, 010

Kupiony aby rozjaśnić jego brata o numerze 100. Ma niestety różowe tony ale po wymieszaniu jest idealnie.

Kosmetyki pielęgnacyjne:

1. Purederm, Oczyszczający i regenerujący peeling enzymatyczny
2. Garnier, Fructis, Gęste i Zachwycające, Odżywka wzmacniająca do włosów
3. Bielenda Expert Czystej Skóry 2-Fazowy Płyn Nawilżający
4. Nacomi - Maska algowa typu peel-off o działaniu rozjaśniającym z borówką
5. Nacomi - Maska  algowa typu peel-off o działaniu przeciwstarzeniowym  z żurawiną
6. Dermedic Hydrain 3 Hialuro Krem-żel ultranawilżający


Z wymienionych wyżej firm na promocji znalazły się Garnier, Bielenda oraz Dermedic. Jednak maski od Nacomi chciałam od dawna wypróbować a peeling od Purederm zebrał dobrą opinię u Kascysko, a więc postanowiłam przetestować i ja. 




Na swoją kolej czeka cierpliwie tylko Bielenda, reszta kosmetyków jest już w użyciu i sprawdza się u mnie naprawdę dobrze. Największym hitem okazał się peeling, który działa od chwili nałożenia na twarz i pozostawia ją gładką i miękką.

Oby zawsze trafiały się tak udane zakupy.

Pozdrawiam
J.

Ze statystyk wynika, że najbardziej lubicie nowości które pojawiły się u mnie ostatnio oraz denka. Tym razem pojawiam się z tym pierwszym do czego zbierałam się już jakiś czas. Postanowiłam, że nie warto Wam jednak pokazywać paru rzeczy a lepiej poczekać na większą ilość i zdać pełną relację.
Dlatego przedział czasowy otrzymywania paczek to aż trzy miesiące, najstarsza jest z lutego a najnowsza sprzed paru dnia, ale nie bójcie się kosmetyki nie lezą odłogiem, a zdjęcia spokojnie czekały na swoją kolej.

Szczęście uśmiechnęło się do mnie w rozdaniach u Joli i Justyna z "Polka gotuje i się maluje", u Eweliny z "Włosy musza być długie" oraz Iwony z "Jak to dziecko we mgle". Dziewczynom jeszcze raz bardzo dziękuję za takie fajne kosmetyki, a teraz przejdźmy do tego co tygryski lubią najbardziej.

--------------------------------


Czy ja kiedyś mówiłam, że kocham wszelkie saszetki i próbki? Jeśli nie to już wiecie i w tym wypadku byłam bardzo zadowolona. Jak widać w paczce znalazło się 7 saszetek, produkty kolorowe (błyszczyk i lakier) oraz parę rzeczy do ciała i włosów w tym Bio-Oil i nafta, które bardzo chciałam przetestować.

Bardziej dokładnie produktom możecie przyjrzeć się poniżej.


1. Dermaglin - Maseczka-peeling odświeżająca z zieloną glinką kambryjską, ogórkiem i olejem jojoba | 2. Dermaglin - Maseczka do stóp z zieloną glinką kambryjską | 3. Dermaglin - Czysta zielona glinka kambryjska | 4. Efektima - Sunfree-SPA, chusteczki samoopalające do twarzy i ciała | 5. Efektima - Sunfree-SPA, Balsam brązujący | 5. Efektima, maseczka, peel-off z wyciągiem z grejpfruta


6. Bio-Oil - olejek na blizny, rozstępy, nierówny koloryt, skórę starzejącą się i odwodnioną | 7. Pilomax  - odżywka bez spłukiwania do włosów farbowanych i ciemnych | 8. NewAnna Cosmetics - Nafta kosmetyczna z biopierwiastkami.


9. Nouba - Lipshine Volume, błyszczyk powiększający usta w odcieniu 72 | 10. Wibo - lakier Gel Like z serii stworzonej przez blogerki - odcień Bernadetta ( groszkowa zieleń)

***
W zestawie poniżej nie ukrywam, że pokładam spore nadzieje, włosy niestety ostatnio wypadają mi w większej ilości i bardzo chciałabym to zatrzymać.


1. Bioxine - Ziołowa odżywka przeciw wypadaniu włosów | 2. Bioxine - Ziołowy szampon przeciw wypadaniu włosów

***


Ten zestaw trafił w moje potrzeby idealnie, własnie skończył mi się płyn micelarny i serum, a maska do twarzy z Banii Agafii dobija dna. Coś czuję, że zawartość tej przesyłki szybko mi się skończy. Z pierwszym testów powiem, że płyn obłędnie pachnie a maski z Ziaji to hit chyba każdego :)


1. Bielenda - Algi morskie, krem odżywczy na noc i na dzień 40+ | 2. Bielenda - Algi morskie, 2-fazowe serum hydr-lipidowe 2w1  | 3. Bielenda - Algi morskie, kojący płyn micelarny do skóry wrażliwej


4. Ziaja - maska nawilżająca z glinką zieloną, skóra sucha i normalna | 5. Ziaja - maska regenerująca z glinką brązową, każdy rodzaj skóry  | 6. Ziaja - maska oczyszczająca z glinką szarą, skóra mieszana, tłusta, trądzikowa


7. Eveline - SOS multifunkcyjna maseczka-peeling do twarzy szyji i dekoltu 5w1 | 8. Eveline - New Hyaluron -  Błyskawicznie regenerująca żelowa maseczka

--------------------------------

Uznałam, że nie będą opisywać każdego produktu z osobna, ponieważ produkty są u mnie za krótko i na pewno jego opinia zajdzie się w denku, a jeśli będzie czymś naprawdę świetnym to znajdzie się dla niego miejsce w osobnej recenzji. Mam nadzieję, że jakiś produkt Was zainteresował i jesteście zachęcone do zapoznania z nim choćby czytając o nim bądź  do przetestowania go osobiście.

Pozdrawiam
J.

Po blisko miesiącu testowania, uznałam, że jako ambasadorka powinnam już nieco się wypowiedzieć na temat nowej linii Aussie, którą mam okazję testować. Razem ze mną, produkty testuje kilka moich znajomych, rodzina oraz dziewczyny z rozdania. Wiem jednak, że wiele osób czeka na wizualne efekty działania nowych kosmetyków. 

Jako, że jest to post z serii "A co włosy na to" nie będzie to pełna i dokładna recenzja. Na nią przyjdzie czas pod koniec testowania. Dziś pokaże, jak wyglądają moje włosy zaraz po myciu, podczas którego użyłam szamponu i maski Miracle Moist.

Włosy umyłam dwa razy szamponem, nie zabezpieczając ich niczym i nałożyłam na skórę głowy żel aloesowy a na długość wspomnianą maskę w dużej ilości. Odczekałam około 40 i zmyłam letnią wodą, płukając na koniec zimnym strumieniem dla zamknięcia łuski. Włosy odsączyłam w ręcznik i wysuszyłam suszarką z jonizacją.

Efekty możecie ocenić na zdjęciach poniżej.


Włosy zyskały naprawdę fajną objętość, ale końce, na których widać jeszcze resztki rozjaśniania są ewidentnie spuszone i niesforne mimo dokładnego rozczesania ich Tangle Teezerem. W dotyku są miłe i gładkie jednak wystarczy chwila, nieco ruchu i zaczynają się plątać.

Jak dla mnie efekt nie jest zły, ale przydałoby się nieco więcej dociążenia, co uzupełniłam sobie kładąc na włosy malutką ilość oleju z awokado. Co do samych produktów to na razie powiem tylko tyle, że prześlicznie pachną, szampon dobrze się pieni a maska ma idealną konsystencję ale jak to moja mama uznała "przy użyciu obu na raz (na krótkich włosach) wygląda się jakby myło się włosy z 2 dni temu", także stosowanie non stop może skutkować obciążeniem.

Dajcie znać co myślicie o efekcie :)

Pozdrawiam
J.
Jako, że w kwestii kosmetyków pojęcie minimalizmu jeszcze się nie pojawiło, co chwila do mojego zbioru trafiają nowe perełki. Staram się zasadę tylko potrzebnych rzeczy wprowadzić do szafy z ubraniami jednak z kosmetykami nie jest to taka prosta sprawa z racji mojej pasji i podatności na opinie innych, ale co tam raz się żyje :)


Przez ostatnie 1,5 miesiąca nieco nowości się uzbierało, niektóre czekają na swoją kolej, inne zaś stały się pełnoprawnymi mieszkańcami mojej kosmetyczki. Mam nadzieje, że niektóre produkty Was zaciekawią.


Tym razem większość przypadła produktom do makijażu i do paznokci. A co dokładnie kupiłam?

1. Lakiery Essie - Fiji & Ballet Slippers 

Namówiła mnie na nie CallMeBlondieee w swoich filmikach, skusiłam się i nie żałuję. Lakiery mają bardzo ładne kolory, dłonie w takich odcieniach wyglądają na zadbane i eleganckie, dodatkowo posiadają szerokie, bardzo funkcjonalne pędzelki, dzięki którym z łatwością wykonami manicure. Osobiście jestem maniakiem odrywania lakiery gdy lekko się odklei, a z tymi lakierami potrafię chodzić całe 5 dni :)

2. Top Coat Seche Vite

Jest to tak kultowy produkt, że chyba nie muszę go przedstawiać. U mnie pojawił się po raz pierwszy i mam nadzieję, że sprawdzi się na medal.

3. Lakier Life Professional 02

Ten lakier jeszcze czeka na swoją kolej, aby wylądować na moich pazurkach. Robiłam już jednak test na próbniku i wiem, że będzie to bardzo fajny nudziak, gdy będę chciała odpocząć od mocnych czerwieni czy fioletów.

4. Eveline, Advance Volumiere, Skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1

Moje rzęsy z natury są proste, cienkie i długie. Czego im zatem potrzeba? Zdecydowanie pogrubienia i uniesienia. Drugie zapewnię sobie zalotką, ale nie jeden tusz nie radził sobie z ich pogrubieniem i jednocześnie z brakiem "pajęczych nóżek". Dlatego postanowiłam wypróbować odżywkę eveline, która może być używana jako baza pod tusz. Sprawdza się na tyle dobrze, że nieraz nie wiem jak malować swoje rzęsy ponieważ są za długie i za grube, ale to tylko kwestia wprawy. Podsumowując polecam.

5. Wibo, brows CONCEALER & brows highlightener

Ten zestaw nimi kredek kupiłam z myślą o przyspieszeniu makijażu oka, jak się sprawdził ? Korektor jest bardzo fajny, mięciutki i jasny idealny do poprawek, zaś rozświetlasz jest dość mocny, jeszcze muszę się nauczyć z nim pracować, żeby nie wyglądać jak choinka.


6. Catrice, Liquid Camouflage 01

Tego kolegi nie muszę przedstawiać, słynny zamiennik kamuflaży w słoiczku. Na moje czerwone powieki i cienie pod oczami sprawdza się bardzo fajnie, ale i tak minimalnie przegrywa z Collection Lasting Perfection.

7. Catrice, cień Oops Nude Did it again! 340

Miał być mat na łuk brwiowy a wyszła satyna, nie mniej jednak kolor jest bardzo ładny i zamierzam stosować go do wewnętrznego kącika. Takie odcienie zwykle szybko się kończą, a więc nic się nie zmarnuje.

8. Maybelline, Color Tattoo 24H - permanent taupe & creme de nude

Kolejne już moje opakowania w/w cieni w kremie, tym razem postawiłam na jeden odcień który z powodzeniem zastępuje pomady do brwi oraz drugi, który będzie świetną bazą na powieki z racji tego, że bezbarwne bazy średnio się u mnie sprawdzają.


9. Tołpa, botanic, odżywczy balsam miód do ust

Zima + ogrzewanie + z natury pierzchnące usta + aparat ortodontyczny = zło. Także co rusz testuję nowe balsamy, które pomogą mi uporać się z suchymi skórkami i rankami. Balsam ma delikatną formułę i przecudnie pachnie, a jak sobie poradzi, okaże się za jakiś czas.


10. Rexona, Maximum protection stress control

Najlepsza z najlepszych, Rexona to od niedawna mój must have, właśnie kończę niebieską wersję, zatem teraz wypada przetestować inne zapachy.

******

To by było na tyle. Jeśli miałyście któryś z produktów i macie jakieś spostrzeżenia to chętnie o nich poczytam, zatem zachęcam do komentowania :)

--------------------------
Pozdrawiam
J.


Jak obiecałam tak i robię. Dziś jest piątek zatem przychodzę do Was z moim pierwszym tutaj makijażem. Z racji tego, postanowiłam pokazać mój codzienny makijaż w kolorach brudnego różu i fioletu, czyli taki jaki najbardziej lubię i który najlepiej podkreśla mój kolor oczu.

W tym typie postów, lepiej postawić na obraz niż na przekaz słowy, zatem zapraszam do oglądania. Dodatkowo pod zdjęciami możecie się zapoznać zużytymi produktami.


******






******

Użyte kosmetyki:

Twarz:
- podkład Bourjois Healty Mix 51 - cała twarz
- podkład Astor Lift Me Up 200 (próbka) - konturowanie na mokro
- korektor Eveline Art Scenic 04 Light
- puder transparentny Wibo Fixing Powder
- puder Manhattan 2in1 Powder & Make-up
- bronzer Kobo Sahara Sand
- róż Astor Skin Match Blush 002 Peachy Coral
- rozświetlacz Bell HYPOAllergenic face&body Illuminating Powder

Oczy:
-  cień w kremie Maybelline Color Tattoo Cream de nude 93
- cienie z paletki Catrise Absolut Rose
- eyeliner Eveline Celebrities w odcieniu fioletowym
- odzywka Eveline Advance Volumiere, Skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1
- tusz L'oreal Million Volume Lashes So Couture

Brwi:
- pisak do brwi Catrice 020 flA SHy Brows
- kredka do brwi Maybelline Satin Brows Dark Brown

Usta:
- konturówka Essence 07 Cute Pink - wypełnienie
- konturówka Essence 12 Wish Me a Rose - kontur
- balsam koloryzujący Catrice Pure Shine Colour Lip Balm 050 Cherry-ty

----------------------------

Mam nadzieję, że się podobało, następny już za tydzień :)

Pozdrawiam
J.

Niedawno pojawił się post z wydenkowanymi produktami ostatnich miesięcy, a ja jestem taka zdolna, że udało mi się już wykończyć kilka dodatkowych kosmetyków. Poza tym w szafie robi się coraz mniej miejsca na ciuchy i kosmetyki, zatem składowanie pustych opakowań przez kilka miesięcy nie jest dobrym pomysłem. 



Będę więc przychodzić do was z projektem denko częściej ale będzie ono znacznie mniejsze niż ostatnio. Mam nadzieję, że taka forma Wam się spodoba, w końcu kto nie lubi oglądać i czytać o produktach, które mogą się u niego sprawdzić.


W styczniu udało mi się wykorzystać aż 7 produktów, no 8 jeśli liczyć też przeczytaną książkę :). Znalazło się w tej grupie parę rzeczy do pielęgnacji włosów, kilka do twarzy i jeden produkt z apteki do pielęgnacji ogólnej. 


Produkty do włosów



W tej kategorii udało mi się zużyć 2 kosmetyki , które można by złożyć w idealny zestaw włosomaniaczki czyli maska i olej. W moim przypadku była to maska Kallos Keratin oraz olejek Evree, Power Fruit, oba produkty jakże już znane na moim blogu z niedziel dla włosów.

Maska była dla mnie kosmetykiem, który raz kochałam a raz nienawidziłam, moje włosy nie przepadają za dużą ilością protein zatem często były po Kallosie spuszone, wyglądały niczym sianko. Jednak gdy włosy były już przenawilżone, oklapnięte i bez życia ta maska dodawała im objętości, śliskości i błysku. Czy do niej wrócę ? Nie, ponieważ posiadam lepsze kosmetyki zawierające proteiny a dokończenie tej maski bardzo mnie męczyło.

Olejek za to kocham miłością wielką i bezgraniczną. Włosy jak i ciało reagują na niego świetnie, bardzo dobrze sprawdza się dwuskładnikowa formuła, sprawiająca, że produkt lepiej się wchłania i daje dobre nawilżenie. Gdy tylko skończą mi się zapasy innych olejów na pewno ponownie go kupię.


Produkty do twarz


Z żalem widziałam jak wylatują z butelki ostatnie kropelki płynu micelarnego z Garniera, który podobnie jak u innych stał się moim hitem. Następne produkty używałam z mniejszym bądź lepszym uczuciem satysfakcji. 

Myjący olejek pomarańczowy z BiochemiUrody jest bardzo fajnym myjadłem, ładnie koi skórę i zostawia ją bardzo gładziutką, a przede wszystkim ślicznie pachnie. Na razie testuję inny sposób mycia twarzy wieczorem, ale chętnie wrócę kiedyś do olejków.

Płyn dwufazowy do demakijażu z Ziaji odchodzi ode mnie na stałe po wielu latach używania. Trzymałam się go przez tyle czasu ponieważ był tani i dobrze zmywał, wtedy też nie robiło mi różnicy to, że muszę później zmywać tłustą warstwę jaką zostawiał. Ostatnio jednak bardzo denerwowało mnie to, że nie mogę go używać do szybkich poprawek makijażu. Mimo zmycia w/w warstwy kosmetyki jak np. korektor spływały po twarzy i ciężko było sobie z tym poradzić. Następcą Ziaji, którego testuję okazał się dwufazowy płyn z Mixy.

Maseczka L`biotica, Dermomask, `Aktywny lifting` pojawiła się u mnie jako spadek po siostrze. Leżała ona dość długo na półce i w końcu się nad nią zlitowałam. Maseczka ma fajną żelową konsystencję i starcza na 3 użycia, jednak dla mojej cery jej działanie nie jest odpowiednie. Wiem, że w nazwie jest lifting i powinnyśmy czuć napięcie skóry, ale u mnie pozostawiała nieprzyjemne uczucie ściągnięcia. Podsumowując tej konkretnej maseczce mówię nie, ale chętnie wypróbuję inne maseczki od L'biotici.


Produkty apteczne


Octenisept wpadł w moje ręce po przekłuciu chrząstki ucha jako pomoc z gojeniu. Jest to płyn odkażający, który ma bardzo szerokie spektrum działania. Dostaniemy go w aptekach, bez recepty, za około 20 zł. Po zużyciu całej buteleczki stwierdzam, że jest to jedno z najlepiej wydanych 20 zł w życiu. Idealnie sprawdza się w swojej roli, pomaga mi w każdej sytuacji gdy przypadkowo słuchawkami pociągnę za kolczyk i naruszę chrząstkę, jako ciekawostkę z ulotki dodam że na godzinę dezaktywuję wirusa HIV, no czego chcieć więcej - HIT.

Mam nadzieję, że któraś z mini recenzji wam się przyda.

----------------------------------

Pozdrawiam
J.



Przyszedł czas na pokazanie Wam co takiego udało mi się wykończyć przez ostatnie kilka miesięcy. Jako, że nie mam sentymentu do ładnych opakować, nie będzie wielkiej torby z pustymi butelkami, tylko zestawienie graficzne, które mam nadzieję będzie wystarczające. Łącznie udało mi się wykorzystać 25 kosmetyków, w tym 14 do włosów. Większość z nich jest już dobrze znana w blogosferze, jednak i ja dorzucę swoją krótką recenzję.




W tej części skupie się na produktach do włosów, w końcu to właśnie ta tematyka jest główną prezentowaną na blogu, a to do czegoś zobowiązuje :). W następnym poście postaram się przygotować zestawienie dotyczące reszty ciała, pomijając jednak kosmetyki kolorowe, bo tych raczej mi przybywa niż ubywa ^^. 

A tak prezentuje się owa kolekcja :

Kosmetyki rosyjskie:

1.   Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Maska do włosów `Super Silna` 
2.   Pervoe Reshenie, Bania Agafii - szampon do włosów specjalny - aktywator wzrostu - ekstrakt z igieł sosny karłowej, pięciornik, łopian, mydlnica lekarska, dziurawiec, eleuterokok kolczasty, rokitnik ałtajski 
3.   Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Balsam do włosów `Aktywator wzrostu` 
4.   Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Ekspres - maska do wosów regeneracyjna `Elastyczność i blask`
Kosmetyki rosyjskie wypadły u mnie dwojako, seria "Aktywator wzrostu" nie powaliła mnie na kolana, spektakularnych efektów w kwestii przyrostu nie było, nie zahamowały również w najmniejszym stopniu wypadania, resztę działań oceniam jako dobre, ale nie wyróżniające się niczym. Z drugiej strony Maska "Super Silna" oraz "Elastyczność i blask" stały się moimi ulubieńcami i aż żal było się z nimi żegnać, wyciskałam je do ostatniej kropli.

Maski:

5.   RR Line Maschera mask coloured or streaked hair
6. Rossmann, Isana Professional, Oil Care, Effektiv - Kur (Kuracja do włosów z olejkiem arganowym)
7.   L`biotica, Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów suchych i zniszczonych
8.   Ziaja, Intensywna Pielęgnacja Włosów, Maska do włosów `Intensywny kolor` 

Wszystkie maski mogę z pełną odpowiedzialności polecić, sprawdzą się na włosach wysoko i średnioporowatych, które potrzebują dociążenia i wygładzenia. Gdy wykończę obecny zapas na pewno do mnie wrócą, w szczególności Isana i Biovax.

Szampony:

9.   Barwa, Barwa Ziołowa, Szampon tatarako- chmielowy do włosów łamliwych i zniszczonych 
10. Rossmann, Alterra, Feuchtigkeits - Shampoo Granatapfel & Aloe Vera (Szampon nawilżający do włosów suchych i zniszczonych `Granat i aloes`) 
Pierwszy to typowy szampon oczyszczający z sls i do tego sprawdza się super, dobrze się pieni i ładnie oczyszcza, trzeba tylko użyć po nim odżywki bo może plątać włosy. Drugi to cudownie pachnący delikatny szampon, do którego przekonałam nawet swojego faceta :), czy coś więcej muszę mówić :).

Wcierki i odżywki b/s:

11. Joanna, Naturia, Odżywka z miodem i cytryną do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych 
12. Farmona, Radical Med, Odżywka przeciw wypadaniu włosów 
13. Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy 
14. Joanna, Rzepa, Kuracja wzmacniająca
Z odżywką Joanny trzeba uważać, czasami udało mi się nią posklejać włosy, jednak stosowana w odpowiednich proporcjach ułatwia rozczesywanie i wygładza włosy. Co do wcierek to Jantara i Rzepę stosowałam w kratkę, nie widziałam więc za dobrze efektów, jednak kiedyś planuję do nich wrócić, zaś RadicalMed jest moich hitem, dobrze się rozprowadza, ładnie pachnie, nie obciąża włosów i co najważniejsze działa, z nim wypadanie mi nie straszne. Kolejna buteleczka stoi już w łazience i czeka aż będzie potrzebna.

Uff, koniec produktów do włosów, było ich sporo, jednak taka ilość zbiera się u mnie przez kilka miesięcy. Ciekawe czy znalazłaby się jakaś duszyczka, która używała kiedyś wszystkich wymienionych :)

Pozdrawiam
J.




Czy nieraz macie tak, że jakiś produkt już po pierwszych użyciach jest dla was totalnym niewypałem i ląduje na dnie szafy czy pudełka, czekając aż znajdziemy sposób na wykorzystanie go? W internecie pełno jest innych zastosować produktów niż ich oryginalne. Jeśli coś nam nie służy bardzo łatwo można w ten sposób wykorzystać resztki, bądź nawet i całe tubki. Ale czy warto od razu skazywać produkt na włosowe "wygnanie" ?

W moim przypadku takimi wielkimi przegranymi zostały jakże znane maski. Pierwsza to maska Love 2 mic Organic z efektem laminowania i Kallos Keratin. Pierwsza i druga powodowała u mnie straszny puch i szorstkość włosów. Moje włosy po prostu nie tolerują protein, mogę ich użyć jedynie w metodzie  PEH, bądź same raz na 2-3 tygodnia jak dobrze pójdzie.


A więc maski siedziały sobie w szafie i czekały aż coś z nimi zrobię. Jednak ostatnimi czasy moje włosy stały się ciężkie, szybko się przetłuszczały, strączkowały się i ogólnie wyglądały kiepsko. Uznałam, ze czegoś im brakuje i trzeba wykonać jakiś fajny zabieg poprawiający ich kondycję. Postanowiłam jako emulgator oleju zastosować na 1 godzinę Kallosa Keratin, gdyż w tej formie nie powinien zrobić mi większej krzywdy. Włosy umyłam moim ulubieńcem czyli mydłem cedrowym i szukałam pomysły co by tu teraz na nie nałożyć. 

Będąc w łazience chciałam użyć Kallosa Blueberry jednak wydał mi się on takim zwyklakiem i postanowiłam iść do szafki w poszukaniu czegoś naprawdę fajnego. Pomyślałam, że zmieszam maskę New Anna Cosmetics z jakimś półproduktem i tu nastąpiła pomyłka dzięki której w moje ręce wpadła Love2mixOrganic, Obie maski są po prostu w czarnej tubie a niższa New Anna stała na innym produkcie, zatem ich wysokość była bardzo podobna.

W pamięci ukazał mi się widok moich włosów po "laminowaniu" tą maską i nie były to fajne wspomnienia, jednak uznałam,  że jak już użyłam produktu, który mi normalnie nie pasuje to pojedźmy już po całości :). Kallosa trzymałam około 1,5 godziny bo się po prostu zaczytałam, a Love2mix siedziała na mojej głowie około 40 min.

Spodziewałam się niezbyt fajnego efektu, a tu co ? Włosy leciutkie ale dociążone, gładkie, śliskie, grubsze w dotyku, no żyć nie umierać.

Pofalowane po nocnym warkoczu
A więc czy warto dawać drugą szansę produktom włosowym ?
Zdecydowanie tak, jeśli widzicie, że czegoś włosom brakuje mimo, że dotychczas pielęgnacja sprawdzała się w 100%, bądź zmienił się stan waszych włosów np porowatość czy nawilżenie i produkt może teraz działać na was całkiem inaczej.
A co do ludzi to już decydujcie sami ;)

Pozdrawiam
J.
Jakie było moje zaskoczenie, gdy po nudnym, wymagającym pisania bez przerwy, wykładzie dostałam maila z gratulacjami. Zanim otworzyłam wiadomość myślałam, że to jakaś pomyłka, jednak niedługo potem cieszyłam się z niespodzianki jakim była pierwsza w życiu wygrana na blogowym rozdaniu. Radość była podwójna ponieważ było to jedyne wtedy rozdanie, w którym brałam udział, gdzie nie wiadomo było jaka jest nagroda, a więc bardzo oczekiwałam paczuszki .


Z racji małego psikusa poczty odebrałam ją z tygodniowym opóźnieniem, ale ważne, ze w końcu wpadła w moje łapki.

Na pierwszy rzut oka a właściwie nosa moją uwagę przykuł zapach mocnej lawendy. Tylko jedna rzecz ma oryginalnie taki zapach, jednak teraz nawet cień i rozświetlacz tak pachną :3 A co w padło w moje rączki dokładnie ? Prezenty od She-wolf można podzielić na 3 kategorię.

Pierwszą z nich są produkty do makijażu.


W tej kategorii znalazły się takie cudna jak:

1) Pomadka Pierre Rene Professional N13 Love Forever, która ma bardzo fajną miękką konsystencję i cudowny zapach, według producenta fiołkowy.

2) Kredka do ust Lip Matic Pierre Rene Professional o nr 3, zrobiłam jej malutki swatch i przy próbie zmycie schodzi bardzo topornie, a więc myślę, że będzie trwała. Razem ze szminką stanowią idealny komplet, bardzo możliwe, że zawita on u mnie na święta lub sylwestra.

3) Rossmann, Isana, Fruit&Gloss Lippenpflege Watermelone (Pomadka ochronna do ust `Arbuz`), pachnąca zabójczo, nie wiem jak sprawdzi się na dworze ponieważ od jej odebrania nie wychodziłam jeszcze z domu, ale nadaje ustom lekki czerwony kolor i ładnie się błyszczy.

4) Kajal Pierre Rene Professional, po testach na ręce, ma bardzo ładny odcień czerni, Jeszcze nie testowany podczas makijażu, ale zapewne będzie fajną bazą na oczu pod ciemne cenie.

5) Sensique, Velvet Touch, cień do powiek w odcieniu 128, jest to bardzo ładny fiolet opalizujący na złoto i czerwień. Zgodnie z nazwą cień ma cudną, delikatną konsystencję, a sam odcień mi przypasował idealnie ponieważ mam zielone oczy ;).

6) Wibo, Royal Shimmer, rozświetlacz od Pauliny Krupińskiej, w porównaniu do zwykłej wersji, ten jest bardziej złoty i ma większe, widoczne drobinki, zatem musimy stosować go z umiarem. Sprawdzi się idealnie na jakieś większe wyjścia, gdzie mocny makijaż jest wskazany.

Drugą kategorią są produkty do mycia i do ciała.


Tym razem znalazły się tu trzy produkty:

1) Rossmann, Alterra, Reine Pflanzenölseife Lavendel (Mydło z olejkami roślinnymi o zapachu lawendy), jak na razie siedzi zamknięte w pudełku, ponieważ inaczej cały dom by nim pachniał :P Gdy skończy mi się mydełko oliwkowe przywiezione z Grecji przez rodziców, Isana będzie pierwsza w kolejności do przetestowania.

2) Avon, Mr Frosty Spiced Cranberry and Orange Bubble Bath, ślicznie pachnący żel do kąpieli idealny na tą porę roku, juz wyczekuję, aż skończy mi się obecna Rexona i będę mogła go użyć.

3) Herbamedicus, Swiss Quality Cellulitis (Żel antycellulitowy do ciała), ten produkt jest jeszcze dla mnie zagadką, ponieważ nie wiem do czego mogłabym go użyć, cellulitu nie posiadam, na rozgrzewanie mam z tej samej firmy maść końską. Zaopiekuje się nim chyba moja mama, której jego zapach bardziej odpowiada niż w/w maści końskiej.

No i ostatnia kategoria czyli próbki i produkty do paznokci a właściwie jeden produkt.


1) Rimmel, 60 Seconds Nail Polish by Rita Ora, 878 Roll in the grass (Lakier do paznokci) - o przepięknym odcieniu mięty, niedługo wyląduje na moich paznokciach.

2) Próbka podkładu Pierre Rene Professional Comfort Matt 2IN1 w odcieniu 03 Natural, odcień zapewne będzie dla mnie za mocny, ponieważ nawet Bourjois Healthy mix nr 51 jest ciut za ciemny, jednak chętnie przetestuję jego konsystencję, może uda mi się go użyć do delikatnego konturowania na mokro.

3) Próbka Bielenda Professional 1,5% HIALURONOWE SERUM W KREMIE DO TWARZY, czeka w łazience na swoją kolej, tego produktu jestem bardzo ciekawa, bo może się bardzo dobrze sprawdzić zamiast zwykłego kremu pod makijaż.

4) Próbka Acqua di Bolgheri - Exclusive crema corpo idroemolliente, balsam do ciała zawierający wysoko w składzie miód, wyciąg z malwy i masło shea, ma dość gęstą konsystencję i jak na jeden raz ładnie nawilżył skórę, na początku wyczuwamy ładny zapach miodu, jednak jak dla mnie dalej jest czyste zło, prawdopodobnie to zapach malwy, ale mi pachnie kadzidłem, takim z kościoła, który źle mi się kojarzy, niemniej jednak samo działanie na plus.

5)Próbka Bandi, Professional Line, Krem z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym, na początku może nieco szczypać, jednak po nocy z nim zmiany są uspokojone. Wiadomo, ze opinia ta jest bardzo subiektywna, ponieważ nie jestem w stanie zobaczyć czy na dłuższą metę zapycha, czy rzeczywiście pomaga w załagodzeniu trądziku a może to efekt tylko przez pierwsze kilka użyć.

6) Luke Charcoal Nose Cleansing Strips (jedna sztuka), czarnych kropek na nosie nie posiadam, jednak po jego użyciu pory widocznie się zmniejszyły a skóra zrobił się gładsza, tym produktem jestem bardzo zaciekawiona, choć zapach nie powala.

To tyle w moich nowych dobroci, wiele rzeczy mi się przyda i będą testować, częścią podzielę się z najbliższą rodzinką a cześć była jest fajną przygodą poznawania nowości. Ciekawa jestem czy ktoś z czytelników miał do czynienia, z którymś z wymienionych. Dajcie znać :)

Pozdrawiam 
J.