Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

Świąteczna przerwa już minęła, zatem czas na kolejne posty z denkami, powoli odrabiam straty zaległych miesięcy, więc już niedługo pojawi się aktualny grudniowy projekt denko. Po ostatnich wielkich zużyciach nastąpił czas nieco spokojniejszy. Ilość produktów jest mniejsza niż ilość kosmetyków do twarzy z poprzedniego miesiąca, jak to mówią równowaga w przyrodzie musi być.


Tym razem stan estetyczny denka jest na plus, dzięki dobrze sprawdzającym opakowaniom, które pozwoliły na całkowite wykorzystanie kosmetyków. Zatem tej kwestii nie będę już omawiać przy mini recenzjach poszczególnych produktów.

We wrześniu udało mi się zużyć 9 produktów w tym 4 do włosów i 5 do twarzy, jeśli chcecie wiedzieć dokładnie co o nich myślę, zapraszam poniżej.

Włosy
RadicalMed, odżywka przeciw wypadaniu włosów

Od początku września zmagałam się z wypadaniem włosów, które było najintensywniejsze podczas całej mojej "kariery włosomaniaczki". Z myślą o tym postanowiłam zadziałać w sprawdzony dla mnie sposób. Odżywka, która jest tak naprawdę wcierką sprawdziła się równie dobrze jak ostatnio, wypadanie zmniejszyło się znaczne, choć i tak całkowicie minęło gdy skończyła się jesień. Do tego sposób aplikacji powinni wykorzystać u siebie inni producenci, używanie atomizera jest szybkie, proste i nie pozwala na marnowanie płynu.

Pantene, odżywka w piance pod prysznic, intensywna regeneracja

Gdy ją kupowałam, myślałam, że to tylko taki gadżet, ale po jej zużyciu stała się moim hitem, na poprawę stanu włosów gdy nie mamy za dużo czasu, jak np. podczas kąpieli po basenie, gdy goni nas licznik czasu. Ma świetną, przyjemną w dotyku i rozprowadzaniu konsystencje oraz ładny owocowy zapach. Po zastosowaniu odżywki zarówno na 5 i 30 minut, włosy są miękkie w dotyku, wygładzone, nie plączą się i są dociążone. Taki niepozorny produkt a tyle daje.

Mrs. Potter's, balsam aloes i jedwab

Odżywka które stała u mnie i stała, nie dlatego, że jest zła, po prostu była ze mną odkąd wpadłam w szał włosowych zakupów i ciężko było zużyć całe 500 ml. Kupiłam ja jeszcze ze starym składem, który świetnie się sprawdził do emulgowania olei i jako składnik nawilżający w mixie maseczkowym. 

Seboradin, balsam, żen-szeń

W poprzednim denku, pokazywałam szampon z tej serii, dziś przyszedł czas na balsam, który towarzyszy mi od początku włosomaniactwa. To jest już moja kolejna butelka i zamierzam go ponownie kupić, gdy uszczuplę nieco zapasy w szafce. Zapach tej serii mi się osobiście podoba, zatem dla mnie balsam ma same zalety, dociąża, wygładza i sprawia, że włosy są jedwabiste w dotyku. Sam cud, miód i orzeszki.

Twarz
AA Help, Cera atopowa, Krem-żel do mycia twarzy

Dziwny, niby delikatny jak zapowiada producent, ale na swojej skórze nie widziałam po nim, żadnych efektów, miał mocno leistą konsystencję i bliżej nieokreślony zapach, więcej po niego nie sięgnę.

Soraya, Anti Ageing, Baza silikonowa do cery normalnej i mieszanej

Pierwsza baza jaka trafiła w moje ręce, wyrzucam ja mimo tego, że jeszcze można by z niej coś wycisnąć, jednak zestarzała się już i zamiast gładkiego, silikonowego w dotyku, produkt pojawiały się twarde grudki. Bardzo fajnie spełniała swoje zadanie, makijaż trzymał się jak skała a twarz pozostawała matowa i wygładzona długi czas.

Collection, Lasting Perfection, korektor w płynie, 1

Kupiła mi go moja siostra w Anglii, po wielu moich przypomnieniach, żeby tylko czasem go nie zapomniała lecąc w odwiedziny do Polski. I miałam powód, korektor był wychwalany na całym makijażowym YT. Jako, że makijaż to moje hobby musiałam go wypróbować i nie zawiodłam się. Jest to jeden z najlepiej kryjących korektorów jakie miałam i do tego mega jasny, co ma duże znaczenie przy mojej bladej cerze. Będę do nieco wracać zapewne wielokrotnie.

Carea & Isana, płatki kosmetyczne

Carea niestety zniknęła już z biedronki więc tylko wspomną, że te płatki były świetne (zastąpiły je bebeauty), zaś płatki z Isany są taką bezpieczną opcją, nie rozdwajają się za bardzo i ładnie przyjmują zmywany produkt, nie są ideałem, ale zawsze w razie potrzeby można po nie szybko skoczyć do rossmana.

----------------------------

Moja wrodzone umiejętności dobierania kosmetyków sprawdziły się jeszcze raz i prawie wszystkie rzeczy mają zieloną kategorię. Dużo z nich pojawi się u mnie ponownie, a dla innych szukam jeszcze lepszych zamienników, a co przyniósł kolejny miesiąc dowiecie się niebawem.

Pozdrawiam
J.

To już chyba taka moja tradycja, w okolicach wakacji robię sobie przerwę od bloga, która regeneruje moje pokłady energii i pozwala pozałatwiać parę domowych obowiązków. Skoro jednak widzicie ten post, znaczy, że została ona zakończona i wrócę do regularnego pisania. 



Ale co to by był za powrót gdyby, nie zaszły zmiany. Tym razem dotyczą one długości moich włosów. Mimo, że moim celem jest zapuszczenie ich do talii to wiem, że suche i zniszczone końcówki po lecie muszą zostać podcięte, aby uszkodzenia nie pięły się w górę włosów. Aby je dopieścić jeszcze bardziej postanowiłam zafundować im zabieg ProFiber od L'oreal. Efekty przemiany możecie zobaczyć poniżej.
Stan tuż przed wyjściem z domu | Niestety nie miałam możliwości zrobić zdjęcia w lepszej jakości
Na początek nieco o stanie początkowym włosów, dzień wcześniej umyłam włosy i poszłam spać z lekko wilgotnymi i nierozczesanymi. Rano gdy włosy były już suche zawinęłam je w koczek i tak chodziłam parę godzin aż do wizyty u fryzjerki.
Efekt po wizycie u fryzjera
Jak ja lubię włosy tuż po ścięciu - gładkie, dociążone, proste, miękkie i co najważniejsze te ostre końcówki. Tym razem zdecydowałam się na pozbycie się 5 cm włosów, czyli mój przyrost z akcji zapuszczania u Ewy z " Włosy na emigracji ...". 

Zwykle po ścięciu maszynką, miałam delikatnie cieniowane końce, mniej więcej 3 cm aby lepiej się układały, tym razem jednak kazałam zostawić je takie jakie będą tuż po obcięciu maszynką. Jestem ciekawa jak będą się układały i czy tempo niszczenia się końcówek będzie wolniejsze.

Teraz tylko trzeba dalej dbać o włosy i zapuszczać do wymarzonej długości.
W komentarzach pod postem urodzinowym poczytałam, że powinno się pojawiać więcej moich włosów. A więc nie pozostało mi nic innego jak posłuchać się dobrej rady i powrócić z postami o bogatej pielęgnacji włosowej. Jako, że ostatnie niedziele włosowe zawsze były podyktowane jakimś wydarzeniem i tym razem tak będzie. Włosy potraktowałam w wyjątkowy sposób z racji na firmowy piknik, na świeżym powietrzu, na który zaprosił mnie mój chłopak.

Moim celem były wygładzone, nieplączące się włosy, którym nie straszne słońce. A czy plany miały odzwierciedlenie w życiu przekonacie się poniżej na zdjęciach, lecz najpierw nieco teorii.

Przepis OMO:


Odżywianie:
- olej z awokado - 30 min
- Timotei with Jericho Rose, Odżywka do włosów `Moc i blask` +
- Pervoe Reshenie, Planeta Organica, Afryka, Balsam do wszystkich typów włosów z olejem awokado - 30 min

Mycie:
- Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Cedrowe mydło do włosów i ciała

Odżywianie:
- Maska L'oreal Professionnel ABSOLUT REPAIR Lipidium +
- Panetne Pro-V odżywka w piance "Intensywna regeneracja" - 30 min

Suszenie:
- letni i chłodny nawiew

Zabezpieczanie:
- Schauma, Beauty Oil
- olejek z pestem malin

Efekty:

Przy okazji zdjęć, powiem Wam, że bardzo się cieszę, że miałam okazję po raz pierwszy przedstawić moje włosy w pełnym słońcu.

Dzięki wiatrowi widać w końcu jak cienkie są moje włosy :)



Nie wiem jak Wam, ale mi się efekt bardzo podobał, włosy były proste, mega miękkie w dotyku i nie plątały się bardzo, co ułatwiło mi życie w ciągu tych 7 godzin na powietrzy :)

Pozdrawiam

J.
Mimo, że ominęłam poprzednie podsumowanie po trzecim miesiącu, nie mogło zabraknąć tego po zakończeniu akcji. Tym razie trwała ona 4 miesiące, choć akurat u mnie poszła gorzej niż jej poprzednia wersja trzymiesięczna. Szczegóły znajdziecie poniżej.


--------------------------------

W kwietniu jednak nie używałam nic oprócz peelingu enzymatycznego, zatem nie było sensu go opisywać bo przyrost był dziełem tylko natury. Za to w maju regularnie, przed każdym myciem wcierałam w skórę głowy żel aloesowy.

Tak prezentują się włosy po 4 miesiącach zapuszczania.



Efekty:

Włosy podczas ostatniego pomiaru miały długość 67,5. Mój naturalny przyrost to 1 cm, a więc po kwietniu ich długość wyniosła 68,5 cm. Dzięki stosowaniu aloesu mój końcowy wynik to 70,5 cm. Czyli +2 cm z czego jestem bardzo zadowolona. Nawet mama mi mówi, że ładnie mi włosy urosły ostatnio :).

--------------------------------

Porównanie długości włosów przed i po akcji.


Co robiłam w każdym miesiącu:

Luty:
- Rozgrzewająca maść końska, przed każdym myciem.
Przyrost:
- Wg. pomiaru całości 1,0 cm.

Marzec:
- Wcierka RadicalMed, co drugi dzień
Przyrost:
- Wg. pomiaru całości 1,5 cm.

Kwiecień:
- Peeling enzymatyczny Cerkogel 30
Przyrost:
- Wg. pomiaru całości 1,0 cm.

Maj:
- Żel aloesowy Krauterhof
Przyrost:
- Wg. pomiaru całości 2,0 cm.


Końcowa ilość uzyskanych w czasie trwania akcji centymetrów: 5,5
Końcowa długość uzyskanych w czasie trwania akcji: 70,5

--------------------------------

No cóż, myślałam, że uzyskam lepszy wynik, ale i tak jestem zadowolona, że na część z produktów moje włosy ładnie zareagowały :)

Pozdrawiam
J.

Po blisko miesiącu testowania, uznałam, że jako ambasadorka powinnam już nieco się wypowiedzieć na temat nowej linii Aussie, którą mam okazję testować. Razem ze mną, produkty testuje kilka moich znajomych, rodzina oraz dziewczyny z rozdania. Wiem jednak, że wiele osób czeka na wizualne efekty działania nowych kosmetyków. 

Jako, że jest to post z serii "A co włosy na to" nie będzie to pełna i dokładna recenzja. Na nią przyjdzie czas pod koniec testowania. Dziś pokaże, jak wyglądają moje włosy zaraz po myciu, podczas którego użyłam szamponu i maski Miracle Moist.

Włosy umyłam dwa razy szamponem, nie zabezpieczając ich niczym i nałożyłam na skórę głowy żel aloesowy a na długość wspomnianą maskę w dużej ilości. Odczekałam około 40 i zmyłam letnią wodą, płukając na koniec zimnym strumieniem dla zamknięcia łuski. Włosy odsączyłam w ręcznik i wysuszyłam suszarką z jonizacją.

Efekty możecie ocenić na zdjęciach poniżej.


Włosy zyskały naprawdę fajną objętość, ale końce, na których widać jeszcze resztki rozjaśniania są ewidentnie spuszone i niesforne mimo dokładnego rozczesania ich Tangle Teezerem. W dotyku są miłe i gładkie jednak wystarczy chwila, nieco ruchu i zaczynają się plątać.

Jak dla mnie efekt nie jest zły, ale przydałoby się nieco więcej dociążenia, co uzupełniłam sobie kładąc na włosy malutką ilość oleju z awokado. Co do samych produktów to na razie powiem tylko tyle, że prześlicznie pachną, szampon dobrze się pieni a maska ma idealną konsystencję ale jak to moja mama uznała "przy użyciu obu na raz (na krótkich włosach) wygląda się jakby myło się włosy z 2 dni temu", także stosowanie non stop może skutkować obciążeniem.

Dajcie znać co myślicie o efekcie :)

Pozdrawiam
J.


Butelki dawno już wyrzucone, zdjęcia czekały spokojnie na obróbkę, a ja dalej nie miałam weny. Na szczęście wzięłam się w garść i po raz kolejny przychodzę do Was z "Projektem denko". W marcu udało mi się zużyć naprawdę ładną liczbę produktów, z czego jestem bardzo zadowolona, choć kolejne czekają aż uda mi się je wykorzystać.


Jako włosomaniaczka jestem z siebie naprawdę dumna, udało mi się wykończyć aż 5 produktów, choć każdy z innej kategorii. Poza tym do kosza wylądowało sporo opakowania po produktach pielęgnacyjnych, dwie pozycje z kolorówki a nawet próbka perfum. Jeśli jesteście ciekawe jakie odczucia mam po ich stosowaniu zapraszam poniżej.


Dzięki pomocy rodzinki a w szczególności mamy udało mi się w końcu zużyć dwa szampony:

Biedronka, Dry Shampoo

W tym wypadku "w końcu" odnosi się do tego, że ja dość rzadko używam tego typu produktów. Nie mniej jednak sam szampon jest bardzo fajny, aczkolwiek nie dorównuje Batiste. Dozowanie jest bardzo dobre i nie zacina się. Sam szampon pozostawia na włosach dość sporo białego osadu, jednak da się go spokojnie wyczesać, a włosy po użyciu są miękkie i puszyste. Przy mocno przetłuszczonych włosach spokojnie przedłuży czas między myciami o dodatkowy dzień.

Planeta Organica, Szampon do włosów na bazie organicznej oliwy toskańskiej

Jedno wielkie NIE. Pachniał mi jarzębiną, gdzie po którymś razie nie mogłam tego znieść, sama nie wiem czemu. Plątał włosy, były po nim suche a zarazem jakby posklejane. Zaraz po umyciu były oklapnięte i bez życia a na następny dzień musiałam je ponownie myć, gdzie moje włosy wytrzymują normalnie 3 dni. Strasznie się męczyłam, żeby go wykończyć, na szczęście już go nie ma i nie zamierzam do niego wrócić. Nawet moja mama uznała, że nie jest to dobry szampon, a szkoda bo skład ma bardzo ładny i naturalny.


Tym razem produkty do włosów, które wywołują u mnie "Ochy i achy":

L`Oreal Professionnel, Mythic Oil

Mój ulubiony olejek do zabezpieczania końcówek włosów. Przepięknie pachnie, ma fajną, śliską konsystencję, użyty w rozsądnych ilościach ładnie wchłania się we włosy, nie pozostawiając wrażenia tłustości. Mimo, swoje większej ceny, opłaca się go kupić, ponieważ jest wydajny. Polecam każdemu, kto szuka fajnego produktu do końcówek.

Biovax Caviar, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów

Takie maleństwo a daje takie fajne efekty. Oszczędzałam ją bardzo z racji jej gramatury, jednak o dziwo starczyła mi na całkiem długo. Podobnie jak produkt powyżej cudnie pachnie, a jeszcze lepsze wrażenie robi na włosach. Efekt jaki uzyskuje się po tej masce to zdrowe, lśniące, gładkie, dociążone i miękkie włosy. Czyli chyba wszystko czego można oczekiwać od maski. Gdy wykończę moje zapasy na pewno do niej wrócę.

E-naturalne.pl, NMF (naturalny czynnik nawilżający)

Jest to pierwszy post z  serii "Projekt denko" w którym gości półprodukt i jestem bardzo zadowolona, że padło akurat na NMF. Jest to kolejny produkt, który mogę z czystym sumieniem polecić. Dodany do maski ładnie nawilża włosy, które dzięki niemu są bardziej miękkie. Jednak jak to z każdymi humekantami trzeba uważać na pogodę, ponieważ potrafi włosy puszyć. Podsumowując jako ulepszacz do masek sprawdza się super, bardzo polecam.


Zużyte produkty z kolorówki również są moimi małymi hitami, a co do zapachu, to każdy ma inny gust, a czy mi się spodobał o tym poniżej:


Eveline, Art Scenic, Korektor w płynie 2 w 1 kryjąco - rozświetlający - odcień 04

Kocham, kocham, kocham. Moje powieki są bardzo ukrwione a cienie z kolei mocno niebieski, ciężko dobrać mi korektor, który jednocześnie to ukryje, nie będzie ciężki oraz sprawdzi się jako baza pod cienie. A ten spełnia wszystkie warunki. To była moja już chyba 5 tubka z kolei i widać jak go lubię po rozciętym opakowaniu, czyli wydobywaniu go do ostatniej kropli. Kosztuje niewiele, a jest świetny. Dobrze "zagruntowany" pudrem trzyma się cały dzień i nie wchodzi w załamania. No czego więcej oczekiwać od korektora.


Lovely, Curling Pump Up Mascara (Tusz do rzęs)


O tym gagatku, zostało już powiedziane chyba wszystko w blogosferze. U mnie sprawdził się równie świetnie. Ładnie i trwale podkręca moje proste jak druty rzęsy oraz ładnie je pogrubia i unosi nie tworząc jednocześnie efektu pajęczych nóżek. Gdy ponownie go kupię na pewno pokaże na żywo co robi z moimi rzęsami.

Lancome, La vie est belle

Próbkę tych perfum dostałam w paczce od siostry. Stosowałam je w umiarem, aby starczyły mi na kilka dobrych razy i żebym mogła ocenić jak się w nich czuję, jak pachną na mojej skórze i ile się trzymają. Trwałość świetna, zapach ciągnął się ładnie za mną, nawet mój chłopak dość nieczuły na zapachy go wyczuwał. Zapach sam w sobie słodki i nieco zmieniający się na przestrzeni czasu. Jednak mimo, że w miarę mi się podobał to coś mi w nim nie pasowało i czegoś mi brakowało. Jeśli jednak zapach trafia do was w 100% to polecam, u mnie raczej nie zagości, chyba, że zmieni mi się gust zapachowy.


W tej kategorii pojawiło się kilka fajnych produktów jak również kilka średniaczków. Części niestety nie ma na zdjęciach ponieważ, ktoś ubiegł mnie z wyrzucaniem plastikowych opakowań.

AA Anti-Perspirant Multifunctional 8 in 1 Green Tea 24 h 50 ml

Bardzo fajna kulka, choć nie do zadań specjalnych. Jednak jak na taki typowy antyperspirant spisała się bardzo dobrze. Nie kruszyła się, nie podrażniała, nie brudziła ubrań, dobrze chroniła i ładnie pachniała. Na pewno kupię kiedyś ponownie.

Facelle, intim, chusteczki do higieny intymnej, 20 szt

Takie chusteczki są przydatne każdej kobiecie. Ten konkretny produkt sprawdził się bardzo fajnie, choć trzeba uważać z zamykaniem, bo nieszczelnie przyklejenie folii powoduje dość szybkie wysychanie chusteczek. Dodatkowo fajnie sprawdzają się do szybkiego oczyszczania rąk, czy zmycia makijażu w ekstremalnych warunkach.

Bath&Body Works, Body Lotion, SWEET PEA, mini wersja

Ja jakoś wielką fanką balsamowania siebie nie jestem, brakuje mi systematyczności aby to robić i zużywanie produktów do tego przeznaczonych idzie mi strasznie topornie.  Zatem zużycie tego produktu zajęło mi wieki, mimo, że była to mini wersja. Spowodowane było to też tym, że jest to produkt dość leisty. Na szczęście w ciągu tego czasu nic się złego z balsamem nie działo. Dalej pachniał przecudnie i całkiem dobrze działał. Po użyciu szybko się wchłaniał, pozostawiał skórę gładką i miękką a na drugi dzień podczas kąpieli czuć było jak go zmywamy, zatem pozostawiał fajną, warstwę ochronna, nie wyczuwalną podczas dnia. Jeśli będę mieć okazję zawitać kiedyś do Warszawy z pewnością przetestuję inne warianty zapachowe.

Sylveco, Lekki krem rokitnikowy

Niestety nie polubiliśmy się, a to wszystko przez zapach. Jestem bardzo wrażliwa na tym punkcie, choć potrafię się przyzwyczaić. W tym przypadku jednak poległam, nie byłam w stanie znieść go na swojej twarzy ... Jednak świetnie sprawdził się na mojej szyi. Trochę stał w łazience i zaczął się rozdwajać jednak po wymieszaniu radził sobie bardzo fajnie. Skóra była gładka, miękka i nawilżona, choć to może byś efektem tego, że zwykle nie kremuje tak dokładnie tego obszaru. W planach mam wypróbowanie jego braci i mam nadzieję, że zapachy będą lepsze.

Facelle Intim, Waschlotion Aloe Vera (Płyn do higieny intymnej)

Niby tani i przystępny, jednak coś mi w nim nie pasuje. Konsystencja jak dla mnie za leista a działanie jakby niezauważalne, nie szkodzi ale za dużo dobrego nie robi. Próbowałam różnych wersji i nie mam wielkiej ochoty do nich wracać. Wolę sprawdzoną emulsję, której opis znajdziecie poniżej.

Lactacyd, Emulsja do higieny intymnej Comfort

Mój stały obywatel łazienki, bardzo go lubię za opakowanie, konsystencje i działanie. Ten konkretny rodzaj faktycznie łagodzi podrażnienia i daje uczucie świeżości na cały dzień.

---------------------------------

I to by było na tyle. Ciekawa jestem czy coś z tego zestawienia miałyście i czy Wam się sprawdziło.

Pozdrawiam
J.



W poprzednim poście z cyklu "A co włosy na to?" przedstawiłam całkiem fajną maskę Perfect.Me - Frizz Stop & Keratin Repair. Wspomniałam wtedy, że na test czeka jej zielona siostra, przeznaczona do włosów zniszczonych i suchych o nazwie Natural Oils Repair. Postanowiłam nie czekać i wykorzystać ją podczas kolejnego mycia. Jak się sprawdziła o tym poniżej.
.


Tym razem w maseczce królują według opisu oleje: arganowy, kokosowy, jojoba, ze słodkich migdałów oraz makadamia. Moje włosy, maski emolientowe, lubią, zatem ta wersja powinna się okazać dla nich istnym hitem.

A czy skład na to pozwoli ?


Jak widać produkt mocno emolientowy, z silikonami i całkiem sporym dodatkiem wymienionych wyżej olejów. Jako humekanty możemy zauważyć tu glicerynę oraz pantenol, choć nie jest to ilość powalająca. Na końcu nieco witaminy E oraz substancje zapachowe i konserwanty.




Maska ma konsystencję identyczną jak jej różowa siostra, czyli żelową o biało-przeźroczystej barwie. Jest bardzo gęsta zatem wpływa to na plus do jej wydajności. Pachnie cudownie, całkowicie inaczej od Frizz Stop & Keratin Repair. Tam mieliśmy świeży zapach ogórka, tutaj do naszego nosa dostaje się słodka, jakby kokosowo-migdałowa woń i czuć ją po wysuszeniu włosów. Mogłabym siedzieć pół dnia z nosem w tej masce, ale przejdźmy do tego co najważniejsze, czyli jej działanie.

Efekt tuż po myciu:


Przepraszam za jakość, aparat nie lubi mojego światła w pokoju :|


Efekt po nocy:




Działanie:

Boskie! Dawno nie miałam tak mięciutkich i gładkich włosów, dzięki tak przystępnej cenowo masce. Jutro pokuszę się o zakup jej większej wersji, choć przyrzekałam sobie nie kupować nic, dopóki nie wykorzystam swoich zapasów. Pół dnia miziam swoje włosy i są ideale. Zero puchu, zero plątania się, zero strączków. Czy muszę więcej coś mówić, zatem jeśli Wasze włosy lubią emolienty to koniecznie musicie wypróbować tą maskę.


Pozdrawiam
J.
Przyszła i na mnie kolej, pierwsze rozdanie podczas całej działalności mojego bloga. Planowałam przeprowadzić je dopiero na 1 urodziny bloga ale los chciał inaczej i już dziś przychodzę do Was z naprawdę fajną propozycją. A to wszystko dzięki Gronu Ambasadorów Everyday.Me.

Baner
Na pewno pamiętacie rozdania z odżywką Pantene w piance jakie pojawiły się kilka miesięcy temu w blogosferze, tym razem jest podobnie. Dzięki udziałowi w programie ambasadorskim mam możliwość przetestowania szamponu i intensywnej odżywki maski Aussie z nowej linii 3 Minute Miracle Moisture a także podarowanie Wam - moim czytelniczkom - trzech mini zestawów testowych składających się z szamponu Miracle Moist 75ml, odżywki Miracle Moist 75 ml oraz ankiety o której wypełnienie i wysłanie (zdjęcie/skan) poproszę po zakończeniu testowania.

Co producent mówi o produktach ?


Aussie Miracle Moist to linia produktów, która pomaga intensywnie nawilżyć i wygładzić włosy, chroniąc kosmyki przed uszkodzeniami, oraz dba o to, aby włosy były zawsze w świetnej kondycji.

Ta intensywna kuracja została wzbogacona o odpowiednią dawkę australijskiego oleju z orzechów makadamia. Ten naturalny składnik pochodzenia roślinnego to wszystko, czego włosom potrzeba do szcześcia. Zapewnia nawilżenie, ułatwia rozczesywanie, zmniejsza puszenie się i chroni włosy przed promieniami UV. 

Szampon Aussie Miracle Moist
To cud (w pewnym sensie). Wprawdzie nie taki jak narodziny dziecka czy zaćmienie słońca, jednak formuła z olejkiem z australijskiego orzecha makadamia wnika w strukturę suchych i zniszczonych włosów, pomagając je odzywić i wygładzić. Silne nawilżenie.

Odżywka Aussie Miracle Moist
Cudowna formuła wnika w suche i zniszczone włosy, dzięki czemu stają się one miękkie, gładkie i odżywione. Włosy są miękkie w dotyku, lśniące, łatwiejsze w układaniu i gotowe na nowe wyzwania!



Ze względu na swoje właściowości nawilżające, kuracja Miracle Moisture przeznaczona jest głównie dla włosów suchych i bardzo suchych, którym potrzeba porządnej dawki nawilżenie. Jednak z uwagi na to, że łatwo się spłukuje i nie obciąża włosów, jest również idealna dla gęstych włosów, które są w dobrej kondycji, aby poprawić ich poziom nawilżenia.



--------------------- Co zrobić aby wziąć udział w rozdaniu ? ---------------------


Należy obowiązkowo, być publicznym obserwatorem bloga, podać maila, wypełnić formularz zgłoszenia i wysłać go w komentarzu oraz zapoznać się z regulaminem podanym poniżej.

Dodatkowo możecie obserwować mnie na instagranie <klik> (+1),  dodać baner konkursowy w poście lub na pasku bocznym (+2) oraz dodać mnie do blogrolla (+3).


Formularz zgłoszeniowy:

Obserwuję jako: (nazwa/nick)
Email:
Obserwuję na IG jako: TAK(nick)/NIE
Dodałam baner na: TAK(link)/NIE
Dodałam do blogrolla: TAK(link)/NIE
Zapoznałam się z regulaminem: TAK/NIE


Regulamin:

- Rozdanie trwa od dzisiaj tj. 14.04.2016 do 28.04.2016. Wyniki, zostaną ogłoszone, do 7 dni, po zakończeniu rozdania, w nowym poście. 
- Wygrywają 3 osoby. Na maila, z adresem, czekam 3 dni, następnie losuję kolejne osoby.
- Po zakończeniu testowania mini zestawu Aussie, proszę o wypełnienie załączonej ankiety bądź wyrażenie swojej opinii na swoim blogu, jeśli taki istnieje - warunek dobrowolny.
- Wysyłka wyłącznie na terenie RP.
- Fundatorem rozdania jest Grono Ambasadorów Everyday.Me
- Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Mam nadzieję, że taka forma rozdania Wam się podoba. Zachęcam do zgłaszania się i powodzenia :)

Pozdrawiam
J.
Miał być basen i szybki sposób na poprawę kondycji włosów po kąpieli. Wyjście na basen niestety nie wyszło ale za to miałam okazję przetestowania jakże wygodnej maski w saszetce Perfect.Me by J.F. Malcolm. 


Wzięłam ją, z ciekawości, podczas zakupów w Biedronce, mając w głowie jej widok, na jednym z obserwowanych blogów. Skusiłam się na wersję Frizz Stop & Keratin Repair, przeznaczoną do włosów puszących się i niesfornych, oraz na Natural Oils Repair, do włosów zniszczonych i suchych. Dostępna jest jeszcze opcja Repair & Colour Save, do włosów zniszczonych i farbowanych, która na pewno wyląduje kiedyś na moich włosach.




Na pierwszy rzut testom została poddana wersja różowa czyli Frizz Stop & Keratin Repair, z racji, że dawno nie stosowałam protein na włosy. Na pewno stosowanie jej w dużych ilościach może nam zaszkodzić, ale od czasu do czasu jest bardzo fajną opcją. Zaciekawiła mnie również obecność drobinek złota, olejeku marula i prowitamina B5.

A jak prezentuje się jej skład, który ma nie zawierać parabenów, konserwantów i sztucznych barwników ?



Jeśli ktoś chciałby skopiować do programu analizującego składy :

Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Behentrimonium Chloride, Quaternium-87, Glycerin, Ceteareth-20, Cyclohexasiloxane, Silk Amino Acids, Hydrolyzed Keratin, Tocopheryl Acetate, Sclerocarya Birrea (Marula) Seed Oil, Gold, Polyquaternium-7, Isopropyl Alcohol, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Parfum, Amyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, CI 77820 (Silver)

Możemy ty znaleźć składniki aktywne, w tym silikony i proteiny oraz dwa konserwanty i jeden barwnik .

A jak sama maseczka wygląda i pachnie ? Ma żelową, gęstą konsystencję, białą barwę oraz delikatny, jakby ogórkowy zapach.

Efekt tuż po myciu:

Bez lampy
Z lampą błyskową
Efekt po nocy:



Działanie:

Czy efekt mnie zaskoczył ? Nie, jak zwykle, moje włosy, na proteiny zareagowały puszeniem, czyli opis nijak ma się początkowo do efektu. Jednak po nocy, włosy są gładkie i śliskie. Po samym wysuszeniu włosów czuje się ich pogrubienie, dodatkową objętość oraz miękkość włosów, choć nie wygląda to na początku za efektownie. 

Efekt jak po każdej maseczce proteinowej jak dla mnie, zatem jak za taką małą ceną i wygodę podczas podróży jestem jak najbardziej za.

Miałyście styczność z tym produktem ?

Pozdrawiam
J.
Przyszedł czas na kolejne podsumowanie miesiąca podczas akcji zapuszczania włosów. Włosy urosły tym razem nieco więcej, niż poprzednio z czego bardzo się cieszę, a po szczegóły zapraszam niżej.




W marcu zamierzałam wcierać w skórę głowy odżywkę w sprayu przeciw wypadaniu włosów RadicalMed. W planach było używanie jej codziennie, a skończyło się na tym, że używałam jej średnio co 2 dni.

W kwietniu z racji na swędzenie skalpu, które się ostatnio u mnie pojawiło na skórę głowy będę stosować Cerkogel 30 oraz żel aloesowy aby załagodzić ten stan. Co do wspomagania wzrosty włosów, tym razem postawię na kurację wewnętrzną, a mianowicie będę pić codziennie szklankę skrzypokrzywy.

A tak prezentują się moje włosy po tym miesiącu.

Przepraszam za jakość, tym razem zdjęcie musiałam robić sama, w nocy :|

Efekty:

W marcu długość włosów wynosiła 66 cm, po miesiącu kuracji RadicalMed udało mi się uzyskać 67,5 cm. Dla dokładnych wyników wyprostowałam nawet włosy, czego nie robiłam już od niepamiętnych czasów. Włosy urosły zatem 1,5 cm, z czego się bardzo cieszę :)

Porównanie włosów przed kuracją i po 2 miesiącu.


Jak widać włosom udało się osiągnąć ciemny punkt na koszulce, oby dalej im tak szło.
Mam nadzieję, że u Was też są dobre efekty :)

Pozdrawiam
J.


Już prawie koniec marca, a ja dopiero przychodzę z wykończonymi produktami lutego. Jednak w marcu już tyle mi się rzeczy uzbierało, że postanowiłam to rozdzielić. W tym roku mimo, że ten miesiąc był dłuższy to u mnie minął szybko i nie przyniósł za wiele nowości czy zwiększonej produktywności. Bohaterami dzisiejszego posta będą trzy produkty zatem będzie szybko, sprawnie i przyjemnie.

Luty był miesiącem, gdzie ostały się tylko resztki, nie mieszczące się już w styczniu, a reszta kosmetyków była dopiero w 3/4 swojej pojemności. Udało mi się zdenkować krem do twarzy, tonik oraz mini kurację do włosów.


---------------------------------



Krem do twarzy, Dermedic Laboratorium, Hydrain 3 Hialuro, Krem nawilżający o dogłębnym działaniu SPF 15

Bardzo dobry krem o naprawdę fajnym nawilżeniu. Dla mojej mieszanej cery, sprawdzał się najlepiej na noc, ponieważ długo się wchłania. Po obudzeniu się skóra miała na sobie jeszcze film, a w dotyku była mięciutka i nawilżona. Nie spowodował żadnego uczulenia ani zapychania a do tego bardzo ładnie pachnie. Jak wykończę inne kremy na pewno kupię go ponownie jako maska na noc.



Lirene, Wybielanie, Tonik 3 w 1

Mój HIT. Czy coś więcej muszę mówić ? Tonik zamknięty jest w solidnej, ładnej butelce. Pojemnik ma fajnie przemyślany kształt pomagający otwierać butelkę, nie łamiąc przy tym paznokci. Produkt przepięknie pachnie cytrusami, a jego działanie u mnie jest świetne. Oczyszcza twarz, przywraca jej nawilżenie i eliminuje uczucie ściągnięcia po myciu żelem, którego próbuje wykończyć. Rzeczywiście wyrównuje koloryt jak zapewnia producent oraz eliminuje przebarwieniu, które u mnie pojawiają się non stop na czole i same z siebie nie chcą się goić. Poza tym jest świetnym początkiem do kuracji kwasami. Polecam go z całego serducha.



Balea, Professional, Oil Repair, Express Kur (Kuracja do włosów z olejkiem arganowym)

Miałam niestety tylko jedna tubkę 20 ml tej kuracji, co starczyło mi na 2 użycia więc ta mini recenzja nie będzie bardzo wiarygodna. Po takim upływie czasu w mojej pamięci pozostało po niej uczucie, że fajnie się sprawdzała, ale nie jest to wrażenie, jakby zwaliła mnie z nóg. Chętnie bym ją jeszcze przetestowała jeśli gdzieś ją dostanę ponieważ szukam produktów, które pomogą zregenerować moje końcówki.

-------------------------------------

Jak widać wszystkie produkty w większym czy mniejszym stopniu się u mnie sprawdziły, zatem denko bardzo udane. Jeśli, któryś z produktów używałyście to napiszcie w komentarzach jaka jest wasza opinia o nich :)


Pozdrawiam
J.
Jestem z siebie dumna, od ostatniej włosowej niedzieli minął tydzień :). Tym razem szykowałam się na randkę a więc każdy szczegół musiał być na tip top. Znając swoje włosy, wiedziała, że nic im tak dobrze nie zrobi jak duża ilość emolientów z odrobiną protein. Ostatnio mam włosowego lenia ale tym razem się postarałam i dalej wcielałam w plan kończenie wszystkich produktów gdzie niedaleko będzie widać denko :). Co dokładnie nałożyłam na włosy, znajdziecie poniżej.

Przepis OMO:

Odżywianie:
- olej z pestek śliwek - 30 min
- Kallos, KJMN, Blueberry, Jagodowa maska do włosów +
- maska Biovax Caviar, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów - 30 min

Mycie:
- Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Cedrowe mydło do włosów i ciała

Odżywianie:
-  Anna New Cosmetics, maska do włosów, Miracle Hair mask +
- Nivea, Long Repair, Odżywka regenerująca długie włosy - 30 min

Suszenie:
- letnie i chłodny nawiew

Zabezpieczanie:
- Schauma, Beauty Oil


Aby zabezpieczyć włosy podczas podróży tramwajem zwinęłam je w koczek, jednak nie był to za dobry pomysł ponieważ tym razem bardzo dziwnie się zakręciły. Na szczęście dziś już sama fryzura prezentuje się lepiej :)


W dotyku są mega milutkie oraz grube i to mi wystarczy :)


Pozdrawiam
J.
Mam misję pod tytułem wykańczanie wszystkich masek i olejów i półproduktów, ponieważ wielu z nich kończy się termin ważności a poza tym chciałabym w końcu przetestować coś nowego. Tym razem padło na olej z awodako, nmf oraz maskę nawilżającą. A więc nieco emolientów i humekantów ... Powinno być dobrze a co zastałam po takiej pielęgnacji ?

Dokładny przepis OMO:

Odżywianie:
- odżywka przeciw wypadaniu włosów RadicalMed
- olej awodako - cała noc
- maska Natur Vital aloesowa + NMF - 1 godzina

Mycie:
- Pervoe Reshenie, Planeta Organica, Szampon do włosów na bazie organicznej oliwy toskańskiej

Odżywianie:
- Stapiz, Acid Balance, Emulsja zakwaszająca do włosów farbowanych - 1 godzina

Włosy spłukałam chłodną wodą, zawinęłam w ręcznik i dałam i wyschnąć w 80% naturalnie. Następnie dosuszyłam je ciepłym nawiewem.
Podczas spłukiwania włosy były śliskie zatem spodziewałam się dobrego efekty, niestety naturalne suszenie nie do końca im służy, o wiele lepiej wyglądają wysuszone nawiewem z jonizacją. 

Efekty po wysuszeniu


Włosy były niemiłe w dotyku, jedne włoski proste, drugie jak po karbownicy a trzecie pofalowane. Dodatkowo końcówki wyglądały jakby nie widziały od lat fryzjera. Mimo zakwaszającej odżywki i płukania zimną wodą ewidentnie uciekła z nich cała woda a łuska się otworzyła. 

Niestety taki efekt u mnie to nie nowość, za to każdorazowo po nocy efekt jest już o wiele lepszy :)

Na drugi dzień włosy stały się o wiele gładsze i miłe w dotyku, nie był to ich idealny stan ale nadawały się już do użyteczności. Oby dalsze eksperymenty z humekantami były lepsze :)


Pozdrawiam
J.
W zamyśle ta mini seria miała być tylko o fryzurach, jednak pomyślałam, że fajnie byłoby pokazać jak mój typ włosa reaguje po raz pierwszy na dany produkt. Może gdzieś tam jest moja włosowa siostra i będę w stanie jej pomóc.


Jako pierwsza zostanie poddana testom nowość w moich zbiorach, do której kupna bardzo długo się zbierałam. Jest nią odżywka w piance "Intensywna regeneracja" od PANTENE PRO-V. Odkąd pojawiła się na blogach fascynowała mnie jej formuła oraz efekty jakie obiecuje producent.

A dlaczego akurat tą wersję a nie np "Agua Touch"? Mam pamięć fotograficzną, a że ostatnio widziałam na jednym z obserwowanych blogów recenzję danego rodzaju tej odżywki to mimowolnie go zapamiętałam i w sklepie ręka sami mi po niego sięgnęła.

Zacznijmy od faktów, odżywka w cenie regularnej kosztuje 13-15 zł. Mi udało się ją kupić podczas promocji za 9.99 zł. Produkt zamknięty jest w metalowej puszce jak na piankę przystało z bardzo dobrym atomizerem i obrazkową instrukcją obsługi z tyłu opakowania, skład zaś prezentuje się następująco:


Jak dla mnie konsystencja tego produktu jest prawdziwym hitem, miałam nie małą zabawę tworząc wzorki na ręce podczas wyciskania odżywki i wcierając ją we włosy. Dodatkowym atutem jest prześliczny zapach, który pokazywałam już chyba wszystkim z mojej rodziny, nawet tata go docenił. Ale najważniejsze jest to jak odżywka sprawuje się na włosach.

Aby dokładnie przetestować produkt zastosowałam go solo na włosy. Na skórę głowy nałożyłam przed myciem w ramach akcji zapuszczania włosów maść rozgrzewającą, a na zwilżone włosy sporą dawkę odżywki. Wszystko ułożyłam pod foliowym czepkiem i zawinęłam w turban z mikrofibry. Z taką konstrukcją chodziłam około 40 minut. 
Następnie umyłam skórę głowy oczyszczającym szamponem z Barwy, a wytworzoną pianę przeciągnęłam po długości. Włosy zawinęłam w ręcznik i tak odczekałam około 5 minut, żeby nadmiar wody wsiąknął w materiał.
Na koniec nałożyłam ponownie odżywkę Pantene, już nie omijając włosów przy nasadzie i z podobnym turbanem jak na początku pochodziłam jeszcze 30 minut.

Po całym zabiegu włosy wypłukałam, odsączyłam w ręcznik i wysuszyłam letnim nawiewem. Co ukazało się wtedy moim oczom? Włosy były uniesione u nasady, gładkie i mięciutkie. Z racji, że moje włosy zawsze wyglądają lepiej na drugi dzień lub po pozostawieniu ich na 2-3 godziny zawinięte w koczek postanowiłam pokazać Wam już je w finalnej wersji. Z racji, tego iż miałam ochotę na fale wybrałam tą drugą opcję.

Po rozpuszczeniu koczka
Po rozczesaniu palcami


Rozczesane szczotką TT


Jak widać włosy ładnie się błyszczały, były dociążone ale pełne objętości. Równie dobrze odżywka spisała się na basenie, gdzie nałożyłam ją na olej pod czepek i na 2 minuty już po umyciu włosów. Ten produkt na pewnie zagości w mojej pielęgnacji włosowej nie raz.

-------------------------------

Pozdrawiam
J.