Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżanie. Pokaż wszystkie posty

Jak mówiłam, tak i robię. Pora na kolejne denko - denko gigant. Takie zapasy pustych opakowań udało mi się zgromadzić w trakcie sierpnia, a więc już coraz bliżej obecnej daty.

To właśnie wielkość torebki z tego miesiąca pomogła mi w decyzji o pokazaniu zużytych produktów tak jak przystało podzielonych na okresy czasu, a nie wrzucone wszystkie w jeden worek. Ile tego było możecie się przekonać na zdjęciu poniżej.


Dobrze liczycie, 16 wykorzystanych produktów, o niemałej pojemności, w tym 10 do twarzy, 4 do włosów i 2 rodzynki które zaliczają się do "pielęgnacji ciała"

Twarz cz. 1

Babydream, Kopf Bis Fuß Waschgel , żel do mycia

Po zużyciu poprzedniego żelu do twarzy szukałam godnego zamiennika, przejrzałam w ten sposób pełno blogów i trafiłam na wpis u Italiany. Niepozorny żel do mycia dla dzieci miał się świetnie sprawdzić jako żel do twarzy dorosłej osoby. Niestety los nie dał mi dotrzeć do wpisu, gdzie podana była informacja o zmianie składu, który w nowej wersji jest dużo ostrzejszy dla cery. Po dłuższym używaniu go skóra stała się sucha, delikatnie podrażniona, dodatkowo zapach działał na mnie po dłuższym czasie jak płachta na byka. Jednym słowem nie polecam.


Mixa, płyn micelarny, Przeciw przesuszaniu

Wcale nie widać zbiegu efektu w/w żelu i nazwy płynu micelarnego od Mixy. Dzięki niemu skóra jakoś przeżyła ten trudny okres suchości i mogłam przeczekać do kupna nowego lepszego żelu. Płyn ładnie pachnie, zmywa dobrze makijaż twarzy i odświeża, odczucia podczas jego używania są według mnie lepsze niż przy słynnym różowym micelu od Garniera.

Evree, różany tonik do twarzy

Tego gagatka chyba nie muszę już nikomu przedstawiać, jeden z lepszych toników jakie miałam, dobrze działa i ma świetny rozpylacz. Mam już jego niebieskiego brata.

Lirene, dwufazowy płyn do demakijażu

Płyn jak płyn, niby zmywał, ale nie magicznie szybko, do tego pozostawiał dość tłustą warstwę. Jeden z wielu który spełnia swoją rolę, ale nie zachwyca.

Twarz cz. 2
Garnier, płyn micelarny 3w1, skóra wrażliwa

Wspomniałam wyżej, że znalazłam lepszy jego zamiennik, jednak to nie znaczy że jest zły, jest nadal moim hitem i będę go na zmianę stosowała z innymi wybranymi płynami micelarnymi.

Bielenda, skin clinic professional, super power mezo serum, aktywne serum rozjaśniające z wit. C

Bardzo fajnie wspominam to serum, polubiłam już zieloną wersje a ta sprawdziła się równie dobrze, Po nałożeniu czuć od razu jego działanie, a po dłuższym stosowaniu widać rozjaśnienie cery.

Tołpa, green naczynka, krem na dzień

Nie wchłania się, roluje, nie nawilża i nie likwiduje zaczerwienień, jedno wielkie NIE.

Efektima, maseczka peel-off z wyciągiem z grejpfruta

Tak śmiesznej maseczki jeszcze nie miałam, po nałożeniu mamy klejącą się, przeźroczystą masę, zaś po upływie 10-15 min, śmieszną a la silikonową ciągnącą się maskę. Jej ściąganie to była czysta frajda. Działanie też całkiem niczego sobie.

Be beauty, waciki kosmetyczne o strukturze plastra miodu

Niestety poprzednią biedronkową wersję zlikwidowali, więc skusiłam się na te waciki, ale nie urzekły mnie jak starsi koledzy. Dzięki strukturze nie rozwarstwiały się ale były nieco szorstkie. Może wersja aloesowa będzie lepsza.

Isana, maxi wattepads

Te waciki były zaś naprawdę fajne, duże, jeden starczał na oczy i brwi, a wiadomo zwykle tam znajduje się najcięższy makijaż do zmycia. Są miękkie i mimo niewielkiej ilości w opakowaniu starczają na bardzo długo.

Włosy
Natur Vital, maska aloesowa do włosów

Na tą odżywkę polowałam długo, ciągle była wykupiona w naturze w moim mieście, ale udało się. Cieszę się, że mogłam ją przetestować ponieważ bardzo fajnie działała na moje włosy, choć musiałam się nauczyć ją używać bo stosowana solo powodowała typowy puch.

Nivea, odżywka odbudowująca, long repair

Jedyna odżywka, którą moje nie lubiące protein włosy lubią. Jest to już tak znany produkt, że mogę tylko dopisać się do zachwytów nad nim.

Seboradin, szampon, żen-szeń

Zarówno szampon jak i odżywka z tej serii są moimi pewniakami w pielęgnacji włosów. Szampon dobrze doczyszczał ale jednocześnie przeciągnięty po całej długości nie powodował przesuszenia i puchu.

Biochemia Urody, olej z pestek malin

Bardzo go lubiłam, tak samo jak moje włosy, pachniał mi liśćmi ale co się nie robi, żeby włosy były dociążone wygładzone i zabezpieczone przed słońcem.

Ciało
Isana, zmywacz do paznokci, migdałowy

Jedyny zmywacz do paznokci który jest mega skuteczny i nie krzywdzi paznokci. Jestem jego wierną fanką, chyba że znacie jakiś lepszy zamiennik.

Olipmia, perfumy

Dostałam kiedyś od cioci i wypadało je w końcu zużyć, zapach w miarę ładny ale nie wpasowujący się idealnie w moje gusta, czułam się w nim przebrana. Podobno to był kiedyś wielki hit wśród naszych mam.

----------------------------

Jak możecie zobaczyć denko spore, kilka stałych bywalców i kilka fajnych dla mnie nowości. Nie wiem jak ja to robię, ale większość rzeczy trafiła na listę "lubię to", oby kolejne moje wybory były równie trafne, a tymczasem do zobaczenia w kolejnym denku.

Pozdrawiam
J.



Butelki dawno już wyrzucone, zdjęcia czekały spokojnie na obróbkę, a ja dalej nie miałam weny. Na szczęście wzięłam się w garść i po raz kolejny przychodzę do Was z "Projektem denko". W marcu udało mi się zużyć naprawdę ładną liczbę produktów, z czego jestem bardzo zadowolona, choć kolejne czekają aż uda mi się je wykorzystać.


Jako włosomaniaczka jestem z siebie naprawdę dumna, udało mi się wykończyć aż 5 produktów, choć każdy z innej kategorii. Poza tym do kosza wylądowało sporo opakowania po produktach pielęgnacyjnych, dwie pozycje z kolorówki a nawet próbka perfum. Jeśli jesteście ciekawe jakie odczucia mam po ich stosowaniu zapraszam poniżej.


Dzięki pomocy rodzinki a w szczególności mamy udało mi się w końcu zużyć dwa szampony:

Biedronka, Dry Shampoo

W tym wypadku "w końcu" odnosi się do tego, że ja dość rzadko używam tego typu produktów. Nie mniej jednak sam szampon jest bardzo fajny, aczkolwiek nie dorównuje Batiste. Dozowanie jest bardzo dobre i nie zacina się. Sam szampon pozostawia na włosach dość sporo białego osadu, jednak da się go spokojnie wyczesać, a włosy po użyciu są miękkie i puszyste. Przy mocno przetłuszczonych włosach spokojnie przedłuży czas między myciami o dodatkowy dzień.

Planeta Organica, Szampon do włosów na bazie organicznej oliwy toskańskiej

Jedno wielkie NIE. Pachniał mi jarzębiną, gdzie po którymś razie nie mogłam tego znieść, sama nie wiem czemu. Plątał włosy, były po nim suche a zarazem jakby posklejane. Zaraz po umyciu były oklapnięte i bez życia a na następny dzień musiałam je ponownie myć, gdzie moje włosy wytrzymują normalnie 3 dni. Strasznie się męczyłam, żeby go wykończyć, na szczęście już go nie ma i nie zamierzam do niego wrócić. Nawet moja mama uznała, że nie jest to dobry szampon, a szkoda bo skład ma bardzo ładny i naturalny.


Tym razem produkty do włosów, które wywołują u mnie "Ochy i achy":

L`Oreal Professionnel, Mythic Oil

Mój ulubiony olejek do zabezpieczania końcówek włosów. Przepięknie pachnie, ma fajną, śliską konsystencję, użyty w rozsądnych ilościach ładnie wchłania się we włosy, nie pozostawiając wrażenia tłustości. Mimo, swoje większej ceny, opłaca się go kupić, ponieważ jest wydajny. Polecam każdemu, kto szuka fajnego produktu do końcówek.

Biovax Caviar, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów

Takie maleństwo a daje takie fajne efekty. Oszczędzałam ją bardzo z racji jej gramatury, jednak o dziwo starczyła mi na całkiem długo. Podobnie jak produkt powyżej cudnie pachnie, a jeszcze lepsze wrażenie robi na włosach. Efekt jaki uzyskuje się po tej masce to zdrowe, lśniące, gładkie, dociążone i miękkie włosy. Czyli chyba wszystko czego można oczekiwać od maski. Gdy wykończę moje zapasy na pewno do niej wrócę.

E-naturalne.pl, NMF (naturalny czynnik nawilżający)

Jest to pierwszy post z  serii "Projekt denko" w którym gości półprodukt i jestem bardzo zadowolona, że padło akurat na NMF. Jest to kolejny produkt, który mogę z czystym sumieniem polecić. Dodany do maski ładnie nawilża włosy, które dzięki niemu są bardziej miękkie. Jednak jak to z każdymi humekantami trzeba uważać na pogodę, ponieważ potrafi włosy puszyć. Podsumowując jako ulepszacz do masek sprawdza się super, bardzo polecam.


Zużyte produkty z kolorówki również są moimi małymi hitami, a co do zapachu, to każdy ma inny gust, a czy mi się spodobał o tym poniżej:


Eveline, Art Scenic, Korektor w płynie 2 w 1 kryjąco - rozświetlający - odcień 04

Kocham, kocham, kocham. Moje powieki są bardzo ukrwione a cienie z kolei mocno niebieski, ciężko dobrać mi korektor, który jednocześnie to ukryje, nie będzie ciężki oraz sprawdzi się jako baza pod cienie. A ten spełnia wszystkie warunki. To była moja już chyba 5 tubka z kolei i widać jak go lubię po rozciętym opakowaniu, czyli wydobywaniu go do ostatniej kropli. Kosztuje niewiele, a jest świetny. Dobrze "zagruntowany" pudrem trzyma się cały dzień i nie wchodzi w załamania. No czego więcej oczekiwać od korektora.


Lovely, Curling Pump Up Mascara (Tusz do rzęs)


O tym gagatku, zostało już powiedziane chyba wszystko w blogosferze. U mnie sprawdził się równie świetnie. Ładnie i trwale podkręca moje proste jak druty rzęsy oraz ładnie je pogrubia i unosi nie tworząc jednocześnie efektu pajęczych nóżek. Gdy ponownie go kupię na pewno pokaże na żywo co robi z moimi rzęsami.

Lancome, La vie est belle

Próbkę tych perfum dostałam w paczce od siostry. Stosowałam je w umiarem, aby starczyły mi na kilka dobrych razy i żebym mogła ocenić jak się w nich czuję, jak pachną na mojej skórze i ile się trzymają. Trwałość świetna, zapach ciągnął się ładnie za mną, nawet mój chłopak dość nieczuły na zapachy go wyczuwał. Zapach sam w sobie słodki i nieco zmieniający się na przestrzeni czasu. Jednak mimo, że w miarę mi się podobał to coś mi w nim nie pasowało i czegoś mi brakowało. Jeśli jednak zapach trafia do was w 100% to polecam, u mnie raczej nie zagości, chyba, że zmieni mi się gust zapachowy.


W tej kategorii pojawiło się kilka fajnych produktów jak również kilka średniaczków. Części niestety nie ma na zdjęciach ponieważ, ktoś ubiegł mnie z wyrzucaniem plastikowych opakowań.

AA Anti-Perspirant Multifunctional 8 in 1 Green Tea 24 h 50 ml

Bardzo fajna kulka, choć nie do zadań specjalnych. Jednak jak na taki typowy antyperspirant spisała się bardzo dobrze. Nie kruszyła się, nie podrażniała, nie brudziła ubrań, dobrze chroniła i ładnie pachniała. Na pewno kupię kiedyś ponownie.

Facelle, intim, chusteczki do higieny intymnej, 20 szt

Takie chusteczki są przydatne każdej kobiecie. Ten konkretny produkt sprawdził się bardzo fajnie, choć trzeba uważać z zamykaniem, bo nieszczelnie przyklejenie folii powoduje dość szybkie wysychanie chusteczek. Dodatkowo fajnie sprawdzają się do szybkiego oczyszczania rąk, czy zmycia makijażu w ekstremalnych warunkach.

Bath&Body Works, Body Lotion, SWEET PEA, mini wersja

Ja jakoś wielką fanką balsamowania siebie nie jestem, brakuje mi systematyczności aby to robić i zużywanie produktów do tego przeznaczonych idzie mi strasznie topornie.  Zatem zużycie tego produktu zajęło mi wieki, mimo, że była to mini wersja. Spowodowane było to też tym, że jest to produkt dość leisty. Na szczęście w ciągu tego czasu nic się złego z balsamem nie działo. Dalej pachniał przecudnie i całkiem dobrze działał. Po użyciu szybko się wchłaniał, pozostawiał skórę gładką i miękką a na drugi dzień podczas kąpieli czuć było jak go zmywamy, zatem pozostawiał fajną, warstwę ochronna, nie wyczuwalną podczas dnia. Jeśli będę mieć okazję zawitać kiedyś do Warszawy z pewnością przetestuję inne warianty zapachowe.

Sylveco, Lekki krem rokitnikowy

Niestety nie polubiliśmy się, a to wszystko przez zapach. Jestem bardzo wrażliwa na tym punkcie, choć potrafię się przyzwyczaić. W tym przypadku jednak poległam, nie byłam w stanie znieść go na swojej twarzy ... Jednak świetnie sprawdził się na mojej szyi. Trochę stał w łazience i zaczął się rozdwajać jednak po wymieszaniu radził sobie bardzo fajnie. Skóra była gładka, miękka i nawilżona, choć to może byś efektem tego, że zwykle nie kremuje tak dokładnie tego obszaru. W planach mam wypróbowanie jego braci i mam nadzieję, że zapachy będą lepsze.

Facelle Intim, Waschlotion Aloe Vera (Płyn do higieny intymnej)

Niby tani i przystępny, jednak coś mi w nim nie pasuje. Konsystencja jak dla mnie za leista a działanie jakby niezauważalne, nie szkodzi ale za dużo dobrego nie robi. Próbowałam różnych wersji i nie mam wielkiej ochoty do nich wracać. Wolę sprawdzoną emulsję, której opis znajdziecie poniżej.

Lactacyd, Emulsja do higieny intymnej Comfort

Mój stały obywatel łazienki, bardzo go lubię za opakowanie, konsystencje i działanie. Ten konkretny rodzaj faktycznie łagodzi podrażnienia i daje uczucie świeżości na cały dzień.

---------------------------------

I to by było na tyle. Ciekawa jestem czy coś z tego zestawienia miałyście i czy Wam się sprawdziło.

Pozdrawiam
J.
Przyszła i na mnie kolej, pierwsze rozdanie podczas całej działalności mojego bloga. Planowałam przeprowadzić je dopiero na 1 urodziny bloga ale los chciał inaczej i już dziś przychodzę do Was z naprawdę fajną propozycją. A to wszystko dzięki Gronu Ambasadorów Everyday.Me.

Baner
Na pewno pamiętacie rozdania z odżywką Pantene w piance jakie pojawiły się kilka miesięcy temu w blogosferze, tym razem jest podobnie. Dzięki udziałowi w programie ambasadorskim mam możliwość przetestowania szamponu i intensywnej odżywki maski Aussie z nowej linii 3 Minute Miracle Moisture a także podarowanie Wam - moim czytelniczkom - trzech mini zestawów testowych składających się z szamponu Miracle Moist 75ml, odżywki Miracle Moist 75 ml oraz ankiety o której wypełnienie i wysłanie (zdjęcie/skan) poproszę po zakończeniu testowania.

Co producent mówi o produktach ?


Aussie Miracle Moist to linia produktów, która pomaga intensywnie nawilżyć i wygładzić włosy, chroniąc kosmyki przed uszkodzeniami, oraz dba o to, aby włosy były zawsze w świetnej kondycji.

Ta intensywna kuracja została wzbogacona o odpowiednią dawkę australijskiego oleju z orzechów makadamia. Ten naturalny składnik pochodzenia roślinnego to wszystko, czego włosom potrzeba do szcześcia. Zapewnia nawilżenie, ułatwia rozczesywanie, zmniejsza puszenie się i chroni włosy przed promieniami UV. 

Szampon Aussie Miracle Moist
To cud (w pewnym sensie). Wprawdzie nie taki jak narodziny dziecka czy zaćmienie słońca, jednak formuła z olejkiem z australijskiego orzecha makadamia wnika w strukturę suchych i zniszczonych włosów, pomagając je odzywić i wygładzić. Silne nawilżenie.

Odżywka Aussie Miracle Moist
Cudowna formuła wnika w suche i zniszczone włosy, dzięki czemu stają się one miękkie, gładkie i odżywione. Włosy są miękkie w dotyku, lśniące, łatwiejsze w układaniu i gotowe na nowe wyzwania!



Ze względu na swoje właściowości nawilżające, kuracja Miracle Moisture przeznaczona jest głównie dla włosów suchych i bardzo suchych, którym potrzeba porządnej dawki nawilżenie. Jednak z uwagi na to, że łatwo się spłukuje i nie obciąża włosów, jest również idealna dla gęstych włosów, które są w dobrej kondycji, aby poprawić ich poziom nawilżenia.



--------------------- Co zrobić aby wziąć udział w rozdaniu ? ---------------------


Należy obowiązkowo, być publicznym obserwatorem bloga, podać maila, wypełnić formularz zgłoszenia i wysłać go w komentarzu oraz zapoznać się z regulaminem podanym poniżej.

Dodatkowo możecie obserwować mnie na instagranie <klik> (+1),  dodać baner konkursowy w poście lub na pasku bocznym (+2) oraz dodać mnie do blogrolla (+3).


Formularz zgłoszeniowy:

Obserwuję jako: (nazwa/nick)
Email:
Obserwuję na IG jako: TAK(nick)/NIE
Dodałam baner na: TAK(link)/NIE
Dodałam do blogrolla: TAK(link)/NIE
Zapoznałam się z regulaminem: TAK/NIE


Regulamin:

- Rozdanie trwa od dzisiaj tj. 14.04.2016 do 28.04.2016. Wyniki, zostaną ogłoszone, do 7 dni, po zakończeniu rozdania, w nowym poście. 
- Wygrywają 3 osoby. Na maila, z adresem, czekam 3 dni, następnie losuję kolejne osoby.
- Po zakończeniu testowania mini zestawu Aussie, proszę o wypełnienie załączonej ankiety bądź wyrażenie swojej opinii na swoim blogu, jeśli taki istnieje - warunek dobrowolny.
- Wysyłka wyłącznie na terenie RP.
- Fundatorem rozdania jest Grono Ambasadorów Everyday.Me
- Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Mam nadzieję, że taka forma rozdania Wam się podoba. Zachęcam do zgłaszania się i powodzenia :)

Pozdrawiam
J.
Jakie było moje zaskoczenie, gdy po nudnym, wymagającym pisania bez przerwy, wykładzie dostałam maila z gratulacjami. Zanim otworzyłam wiadomość myślałam, że to jakaś pomyłka, jednak niedługo potem cieszyłam się z niespodzianki jakim była pierwsza w życiu wygrana na blogowym rozdaniu. Radość była podwójna ponieważ było to jedyne wtedy rozdanie, w którym brałam udział, gdzie nie wiadomo było jaka jest nagroda, a więc bardzo oczekiwałam paczuszki .


Z racji małego psikusa poczty odebrałam ją z tygodniowym opóźnieniem, ale ważne, ze w końcu wpadła w moje łapki.

Na pierwszy rzut oka a właściwie nosa moją uwagę przykuł zapach mocnej lawendy. Tylko jedna rzecz ma oryginalnie taki zapach, jednak teraz nawet cień i rozświetlacz tak pachną :3 A co w padło w moje rączki dokładnie ? Prezenty od She-wolf można podzielić na 3 kategorię.

Pierwszą z nich są produkty do makijażu.


W tej kategorii znalazły się takie cudna jak:

1) Pomadka Pierre Rene Professional N13 Love Forever, która ma bardzo fajną miękką konsystencję i cudowny zapach, według producenta fiołkowy.

2) Kredka do ust Lip Matic Pierre Rene Professional o nr 3, zrobiłam jej malutki swatch i przy próbie zmycie schodzi bardzo topornie, a więc myślę, że będzie trwała. Razem ze szminką stanowią idealny komplet, bardzo możliwe, że zawita on u mnie na święta lub sylwestra.

3) Rossmann, Isana, Fruit&Gloss Lippenpflege Watermelone (Pomadka ochronna do ust `Arbuz`), pachnąca zabójczo, nie wiem jak sprawdzi się na dworze ponieważ od jej odebrania nie wychodziłam jeszcze z domu, ale nadaje ustom lekki czerwony kolor i ładnie się błyszczy.

4) Kajal Pierre Rene Professional, po testach na ręce, ma bardzo ładny odcień czerni, Jeszcze nie testowany podczas makijażu, ale zapewne będzie fajną bazą na oczu pod ciemne cenie.

5) Sensique, Velvet Touch, cień do powiek w odcieniu 128, jest to bardzo ładny fiolet opalizujący na złoto i czerwień. Zgodnie z nazwą cień ma cudną, delikatną konsystencję, a sam odcień mi przypasował idealnie ponieważ mam zielone oczy ;).

6) Wibo, Royal Shimmer, rozświetlacz od Pauliny Krupińskiej, w porównaniu do zwykłej wersji, ten jest bardziej złoty i ma większe, widoczne drobinki, zatem musimy stosować go z umiarem. Sprawdzi się idealnie na jakieś większe wyjścia, gdzie mocny makijaż jest wskazany.

Drugą kategorią są produkty do mycia i do ciała.


Tym razem znalazły się tu trzy produkty:

1) Rossmann, Alterra, Reine Pflanzenölseife Lavendel (Mydło z olejkami roślinnymi o zapachu lawendy), jak na razie siedzi zamknięte w pudełku, ponieważ inaczej cały dom by nim pachniał :P Gdy skończy mi się mydełko oliwkowe przywiezione z Grecji przez rodziców, Isana będzie pierwsza w kolejności do przetestowania.

2) Avon, Mr Frosty Spiced Cranberry and Orange Bubble Bath, ślicznie pachnący żel do kąpieli idealny na tą porę roku, juz wyczekuję, aż skończy mi się obecna Rexona i będę mogła go użyć.

3) Herbamedicus, Swiss Quality Cellulitis (Żel antycellulitowy do ciała), ten produkt jest jeszcze dla mnie zagadką, ponieważ nie wiem do czego mogłabym go użyć, cellulitu nie posiadam, na rozgrzewanie mam z tej samej firmy maść końską. Zaopiekuje się nim chyba moja mama, której jego zapach bardziej odpowiada niż w/w maści końskiej.

No i ostatnia kategoria czyli próbki i produkty do paznokci a właściwie jeden produkt.


1) Rimmel, 60 Seconds Nail Polish by Rita Ora, 878 Roll in the grass (Lakier do paznokci) - o przepięknym odcieniu mięty, niedługo wyląduje na moich paznokciach.

2) Próbka podkładu Pierre Rene Professional Comfort Matt 2IN1 w odcieniu 03 Natural, odcień zapewne będzie dla mnie za mocny, ponieważ nawet Bourjois Healthy mix nr 51 jest ciut za ciemny, jednak chętnie przetestuję jego konsystencję, może uda mi się go użyć do delikatnego konturowania na mokro.

3) Próbka Bielenda Professional 1,5% HIALURONOWE SERUM W KREMIE DO TWARZY, czeka w łazience na swoją kolej, tego produktu jestem bardzo ciekawa, bo może się bardzo dobrze sprawdzić zamiast zwykłego kremu pod makijaż.

4) Próbka Acqua di Bolgheri - Exclusive crema corpo idroemolliente, balsam do ciała zawierający wysoko w składzie miód, wyciąg z malwy i masło shea, ma dość gęstą konsystencję i jak na jeden raz ładnie nawilżył skórę, na początku wyczuwamy ładny zapach miodu, jednak jak dla mnie dalej jest czyste zło, prawdopodobnie to zapach malwy, ale mi pachnie kadzidłem, takim z kościoła, który źle mi się kojarzy, niemniej jednak samo działanie na plus.

5)Próbka Bandi, Professional Line, Krem z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym, na początku może nieco szczypać, jednak po nocy z nim zmiany są uspokojone. Wiadomo, ze opinia ta jest bardzo subiektywna, ponieważ nie jestem w stanie zobaczyć czy na dłuższą metę zapycha, czy rzeczywiście pomaga w załagodzeniu trądziku a może to efekt tylko przez pierwsze kilka użyć.

6) Luke Charcoal Nose Cleansing Strips (jedna sztuka), czarnych kropek na nosie nie posiadam, jednak po jego użyciu pory widocznie się zmniejszyły a skóra zrobił się gładsza, tym produktem jestem bardzo zaciekawiona, choć zapach nie powala.

To tyle w moich nowych dobroci, wiele rzeczy mi się przyda i będą testować, częścią podzielę się z najbliższą rodzinką a cześć była jest fajną przygodą poznawania nowości. Ciekawa jestem czy ktoś z czytelników miał do czynienia, z którymś z wymienionych. Dajcie znać :)

Pozdrawiam 
J.
Tym razem było na bogato, jak to zapowiadałam w ostatniej niedzieli. Nie wiem czemu ale zawsze taka niedziela schodzi mi się z jakimś ważniejszym wyjściem :) Było dużo półproduktów i wielki mix masek do włosów. A z tego wszystkiego i tak najlepszy był zapach :3

Oto co zmieszałam tym razem :)
Pierwsze "O":
  • Olej z pestek śliwek + Joanna Rzepa na skalp - cała noc
  • Evrēe, Power Fruit, Nawilżający olejek dwufazowy - 30 min przed maską
  • Mieszanka: maska Kallos blueberry, mleczko pszczele, kwas hialuronowy
M:
  • Inter Fragrances, Seboradin, Szampon regenerujący z żeń - szeniem do włosów suchych i zniszczonych
Drugie "O":
  • Mieszanka: maska New Anna Cosmetics, Nivea LR, Seboradin balsam z żeń-szeniem, mąka ziemniaczana, mleczko pszczele, kwas hialuronowy, hydrolat różany, olejek Evree - 1 godz
Na koniec nałożyłam mleczko prostujące Marion i złotą mgiełkę od Gliss Kurra, włosy wysuszyłam ciepłym nawiewem i ułożyłam na szczotce grzywkę.

Sobota po umyciu | Niedziela po powrocie do domu
Po takim odżywianiu włosy były bardzo mięciutki i śliskie, nieco na początku puchate, jednak potem ładnie się wygładziły. Niedługo zamierza zaopatrzyć się w większą ilość półproduktów, zatem mieszanki będą bardziej różnorodne :)

Jak tam wasze dni wzmożonej pielęgnacji włosowej ?

Pozdrawiam
J.
Mówiłam Wam, że moja włosy z natury są proste i każda próba ich zakręcenia kończy się lokami które znikają w parę godzin ? Otóż dziś temu zaprzeczam, a właściwie zaprzecza temu słona woda z uniejowskich term. I tu tkwi haczyk. 



Od dawna wiemy, że pobyt nad morzem i kąpiele w naszym Bałtyku, mimo, że jest praktycznie najmniej słonym morzem, działają na nasze włosy pucho i falo twórczo. Słona woda zawiera głownie chlorek sodu i magnezu, a co te substancje robią z naszym organizmem ?

Woda ta jest bardzo dobrze absorbowana przez skórę i włosy, jest ona bowiem zbliżona składnikowo do płynu owodniowego, zaś stężenie samych składników jest bliskie stężeniu w ludzkiej surowicy. Dzięki temu np. składniki wnikają głęboki w pory skóry i działają oczyszczająco , poprawiają nawilżenie i ukrwienie i zaopatrują ją w tlen i składniki odżywcze.

Jednak włosy trzeba przed nią chronić ponieważ sól i inne minerały wysychając na skórze i włosach powodują ich odwodnienie, pozbawiając naturalnej wilgotności. Dlatego właśnie nasze pukle zaczynają się kręcić i pojawia się puch spowodowany rozszerzoną łuską. Włosy stają się sztywne i matowe, w odczuciu są suche i tracą naturalną sprężystość.

Jednorazowa styczność z taką wodą, nie uszkodzi struktury włosa, odpowiednią, bogatą pielęgnacją łatwo przywrócimy je do stanu wyjściowego, ale jeśli wystawimy swoje włosy na jej działanie przez dłuższy czas, nie stosując podczas tego żadnej ochrony, może okazać się, że zniszczeń nie da się odwrócić i włosy należy obciąć. A tego nikt raczej nie chce )


Aby tego uniknąć, swoje włosy przed wizytą na basenie naolejowałam dość porządnie i zakryłam czepkiem, jednak wiadomo woda dostanie się wszędzie, więc nie uniknęłam częściowego zmoczenia włosów. Metod chronienia włosów jest więcej, jednak ja rano musiałam się szybko szykować i zapomniałam zabrać części kosmetyków, a potem na szybko wysuszyć włosy i wracać do domu.

Metody ochrony włosów:

  • przed wejściem do słonej wody zmoczyć włosy słodką wersją, dzięki temu słona woda wniknie w łuski w mniejszej ilości
  • na tak przygotowane i dociśnięte włosy nałożyć olej lub serum silikonowe, które stworzy dodatkową otoczkę na łusce
  • dobrym nawykiem jest związywanie włosów i nakładanie czepka, który uniemożliwi w większym stopniu przedostanie się wody do czepka
  • po skończonej kąpieli, należy wypłukać włosy pod prysznice i umyć je delikatnym szamponem, dobrym pomysłem będzie też zaaplikowanie odżywki b/s
  • po wysuszeniu warto nałożyć ponownie serum silikonowe
Są to metody przeznaczone do wykonaniu tuż przed i po kąpieli w słonej wodzie. Po powrocie do domu, należy włosom zapewnić bogatą w oleje i emolienty, domykającą łuskę pielęgnację

Mam nadzieję, że takie wskazówki się przydadzą, a ja lecę nałożyć na włosy maskę, żeby wróciły do formy :)

Pozdrawiam,
pofalowana J.
Wszystkie kobiety chcą wyglądać ładnie, a szczególnie gdy idą na randkę z mężczyzną. Otóż dlatego porządna pielęgnacja wypadła w piątek aby włosy w sobotę wyglądały idealnie. Ostatnio włosy zaznały tylko dotyku szamponu i to jeszcze nie sprawdzonego, więc teraz musiałam dogodzić włosom dość sprawdzoną metodą czyli tzw. PEH. A więc po równo zastosowałam proteiny, emolienty i humekanty. Tak prezentował się oto ten zbiór.

Pierwsze "O":
  • Krauterhof, Żel Aloesowy (Iris Cosmetic) -skóra głowy- 30 min
  • Evrēe, Power Fruit, Nawilżający olejek dwufazowy - metoda rosołowa
  • Stapiz, Acid Balance, Emulsja zakwaszająca do włosów farbowanych +
  • Kallos, KJMN, Blueberry, Jagodowa maska do włosów - 30 mi
M:
  • Pervoe reshenie, Bania Agafii, Szampon do włosów specjalny, Aktywator wzrostu
Drugie "O":
  • Pervoe Reshenie, Receptury Babci Agafii, Maska do włosów na pobudzenie wzrostu `Drożdżowa` - skóra głowy +
  • Garnier Fructis, Oil Repair 3, Odżywka wzmacniająca do włosów suchych i zniszczonych +
  • Nivea, Long Repair, Odżywka odbudowująca +
  • Olej z pestek malin +
  • Mleczko pszczele +
  • Żel hialuronowy - 40 min
Suszenie przebiegało jak to u mnie zwykle bywa głową w dół, letnim nawiewem. Później włosy zostały tylko rozczesane TT i poszłam wreszcie spać (była 1:40).

Zdjęcia zostały zrobione w niedzielę, gdzie stan był już ciut gorszy niż w sobotę, z racji obciążenia po masce drożdżowej, ale i tak strasznie lubię efekt po pielęgnacji pehowej :)

Takie jeszcze nieco zwichrowane

Rozczesane i przygładzone TT 
Oby więcej takich piątko-niedziel :)

Pozdrawiam
J.
Ha, tym razem zdążyłam, a nawet wyprzedziłam niedzielę. Pielęgnacja włosów zaczęła się u mnie już w piątek wieczorem. W sobotę została zakończona a zdjęcia powstały już w niedzielę ponieważ lubię oglądać włosy gdy już są wygładzone po nocy. Z racji, że poprzednia ndw była bardzo uboga dziś postawiłam na dużo różnych składników w tym na kilka nowości. Do łask wróciły również proteiny, których już brakowało moim włosom. Oto co tym razem zagościło na moich.

Pierwsze "O":
  • Olej z pestek malin - cała noc
  • Elfa, Green Pharmacy, Balsam do włosów suchych z olejem arganowym i granatem +
  • Stapiz, Acid Balance, Emulsja zakwaszająca do włosów farbowanych +
  • NMF +
  • Żel hialuronowy - 30 min
M:
  • Sylveco, Odbudowujący szampon pszeniczno - owsiany
Drugie "O":
  • Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Balsam do włosów "Aktywator wzrostu" - skóra głowy +
  • Nivea, Long Repair, Odżywka odbudowująca +
  • New Anna Cosmetics - Miracle Hair Mask +
  • Evrēe, Power Fruit, Nawilżający olejek dwufazowy +
  • NMF +
  • Żel hialuronowy - 30 min
Włosy odcisnęłam w ręcznik, wysuszyłam ciepłym nawiewem, rozczesując je na samym końcu TT głową w dół i zabezpieczyłam serum Marion. Na drugi dzień dodałam do tego olejek od Schaumy.


Po efekcie widać, że włosy czasem potrzebują minimalizmu ale również i bogatej pielęgnacji, proteiny w zestawieniu z olejem i nawilżaczami świetnie wpłynęły na moje włosy. W dotyku są jedwabiście gładkie, proste, śliskie, dociążone a jednocześnie sypkie i nie zbijające się w strączki. Po takiej niedzieli mogę się miziać i miziać choć to niewskazane :/.

Mam nadzieję, że i Wam pielęgnacja się udała i przyniosła super efekty :).

Pozdrawiam
J.

W ostatni weekend moje włosy nie zaznały miłości, a to wszystko za sprawą wesela, na którym byłam. Z racji, że podczas ostatniej takie imprezy własnoręcznie wykonane loki bardzo szybko się wyprostowały, tym razem postanowiłam oddać się w fachowe ręce mojej zaufanej fryzjerki. Jednak jak wiadomo włosy podczas takiej stylizacji wiele przechodzą. Niestety z powodu ogólnie panującego pośpiechu nie mam zdjęć samej fryzury, jednak włosy były upięte podobnie jak na poniższym zdjęciu.



Na początku włosy zostały umyte, spryskane pianką i wysuszone, następnie wszystkie pasma zostały zakręcone i polakierowane, dodatkowo górna część i boki zostały natapirowane. Z jednej strony był zrobiony warkocz, posypany proszkiem zwiększającym objętość, drugi bok zaczesany był na gładko, ale lekko odbity od głowy, zaś z tyły włosy były upięte wsuwkami.

Dawno tylu kosmetyków do stylizacji nie miałam na głowie, tak samo jak dawno nie używałam lokówki. Sama wizyta u fryzjera zakończyła się o 10 rano i fryzura dotrwała bez żadnych urazów do 6 następnego dnia. Po tym czasie włosy zostały rozpuszczone i z takimi poszłam spać. Na drugi dzień włosy sama upięłam i tak dotrwały do 23.

Zabiegi resustacyjne rozpoczęły się następnego dnia. W końcu po 2 dniach rozczesałam włosy, o dziwo lakier całkiem ładnie się z nich wyczesał i powstała szopa ^^. Tak wyglądały włosy po rozpuszczeniu loków.


Głowę umyłam porządnie Barwą chmielową, a długość umyłam maską od Anna Cosmetics. Następnie na długość powędrowała mieszanka nowej odżywki Garnier Oleo Repair 3, Nivea Long Repair, żelu aloesowego , kwasu hialuronowego i NMF. Z taką miksturą poszłam spać i rano spłukałam i wysuszyłam włosy zimnym nawiewem co trochę trwało.

Włosy na początku były lekko spuszone, co jest dla mnie normą ponieważ moja łuska musi się nieco uleżeć. Po około  5-6 godzinach, po rozczesaniu szczotką TT, włosy wyglądały tak:



Jak widać taka PEH-owa mieszanka dobrze im służy :) Sama zdziwiłam się ich stanem na plus (szkoda, że nie widzimy swojego tyłu), w szczególności, że zdjęcia wykonane zostały bez lampy ^^. Włosy były mega mięciutkie, dociążone, sypie i co ważne końcówki były ujarzmione. Oby więcej takich dobrze działających mieszanek.

Pozdrawiam
J.
Miesiąc wolnego, jakie to fajne uczucie :) Czas jednak wrócić do rzeczywistości i naskrobać nieco na bloga. Oczywiście pielęgnacja włosowa nie zaznała żadnej przerwy i dalej mogę się cieszyć dobrą kondycją kłaczków mimo nadmorskiego wiatru (tak , trafiłam na ten jedyny zimny tydzien ;/).
A oto pielęgnacja, którą tym razem zafundowałam włosom.

Pierwsze "O":
  • Nacomi  Olej wygładzający z borówką - cała noc
  • Garnier , Ultra Doux, Odżywka do włosów suchych i zniszczonych, Awokado i masło karite - 30 min
"M":
  • Szampon Seboradin z żeń-szeniem
Drugie "O":
  • Balsam Seboradin z żeń-szeniem - 30 min
  • Mąka ziemniaczana, d-panthenol, mleczko pszczele
Na koniec spryskałam włosy czarną Shauma, olejek i krem i wysuszyłam włosy na okrągłej szczotce.
Zwykle mąka działała na moje włosy bardzo wygładzająco, tym razem jednak były nieco spuszone, co mogło być efektem dodania półproduktów. Po kilku godzinach nieco się wygładziły jednak dość nierówno na długości. W każdym razem efekt jest dość zadowalający, biorąc pod uwagę, że byłu bardzo mięciutkie i lejące :).
Po wysuszeniu

Lampa błyskowa | Po około 6 godz od mycia

Pozdrawiam
J.
Tym razem niedziela opiewa w produkty dobrze mi znane na które zawsze liczyć oraz na olej z pestek malin który od niedawna testują z racji na świecące nad nami słoneczko :). Od feralnej #5 Niedzieli dla włosów próbuję włosiskom wynagrodzić tamtą pielęgnację, która poczyniła więcej złego niż dobrego. Moje włosy piją teraz oleje jak szalone, co bardzo im służy i w końcu mogę się cieszyć naprawdę dociążonymi włosami, gdzie nawet końcówki wyglądają bardzo dobrze, choć ich los jest przesądzony ;P.

Przepis OMO na dziś:
Pierwsze "O":
  • Olej z pestek malin + żel hialuronowy - 30 min; metoda rosółkowa ^^
  • Olej Evree Fruit 
  • Maska Biovax do włosów do włosów suchych i zniszczonych - 1 godz
"M":
  • Szampon Anet Pokrzywowy
Drugie "O":
  • Maska Ziaja do włosów farbowanych
  • Stapiz, Acid Balance - 30 min
Osuszone włosy spryskałam dużą ilością jedwabiu w płynie od Joanny ( już wiem, że to nie on jest winowajcą w #5 Niedzieli), w 90% wysuszyłam włosy zimnym nawiewem, nałożyłam olejek z pestek malin na wilgotne końce i dosuszyłam letnim nawiewem wygładzając włosy szczotką z włosów dzika.
Na początku przy twarzy było widać, że na włosach jest olej jednak potem ładnie się wszystko wchłonęło i pozostał efekt wygładzenia i blasku. Niestety zdjęcia mogłam zrobić dopiero po połowie dnia, jednak efekt dalej ładnie widać :).
Włosy rozczesane kompaktem TT | światło z żarówki

Lampa błyskowa
Jestem dumna z moich włosów dzisiaj, dojście do siebie zajęło im przy naprawdę bogatej pielęgnacji 2 tygodnie jednak warto było czekać na efekty.

Pozdrawiam
J.
Dziś na tapetę idzie pielęgnacja w prawdzie prosta jednak jakże efektywna. Podczas mycia parę dni temu wypróbowałam balsam zakwaszający od Stapiz jako jedną z dwóch masek po myciu włosów, Mimo, że był trzymany przez krótkie 15 minut na włosach efekt bardzo mi się spodobał. Postanowiłam zobaczyć co się stanie jeśli zawita na moich włosach na dłużej. A przy okazji przetestowałam nowy olejek który ma w sobie kwas hialuronowy co ma zapewnić lepsze nawilżenie włosów. Wiadomo, że liczy się efekt więc zaczynamy :).

Przepis OMO:

Pierwsze "O":
  • Olej evree Fruit - 1 godz na zwilżone włosy
  • Maska Ziaja do włosów farbowanych - 30 min
"M":
  • Szampon Cece Salon Vitamin B & Papaya
Drugie "O":
  • Stapiz, Acid Balance - 4,5 godz
Włosy następnie wysuszyłam zimnym nawiewem i zabezpieczyłam końcówki olejkiem od Schaumy.
Tak prezentowały się włosy po wysuszeniu czyli o 5:30 rano dlatego światło i jakoś zdjęć nie powala.

W ruchu

Rozczesane TT
Ogólny widok
Włosy po takim zakwaszeniu były bardzo miękkie gładkie i dociążone, a co więcej pięknie pachniały winogronem. O końcówkach już się nie wypowiadam ponieważ one wymagają podcięcia i co bym ostatnio nie robiła i tak wyglądają na przesuszone. Widząc jednak efekty na długości włosów muszę wprowadzić płukanki zakwaszające do pielęgnacji, a sam balsam zakwaszający stanie się jednym z moich ulubionych produktów.

Pozdrawiam
J.
Nastała wolność ^^ Zatem można się spodziewać, lepiej zaplanowanych postów, pisanych nie w pośpiechu.
Nazwa serii mówi nam, że wybrany dzień tygodnia powinien być niedzielą, lecz tym razem pokaże pielęgnację, która odbyła się w piątek, a to z racji czysto logistycznych. Weekend spędzam poza domem, a więc trudno zabrać ze sobą milion masek i odżywek.

Dziś w ruch poszły najnowsze produkty do włosów, które doczekają się swojego opisu na blogu już niedługo. A więc do dzieła :)
Pierwsze "O":
  • Olej z pestek śliwki na suche włosy - cała noc
  • Olej ze słodkich migdałów na mokre włosy - 30 min
  • Balsam Seboradin z żeń-szeniem (mój ulubieniec od początku włosomaniactwa) - 30 min
"M":
  • Szampon Seboradin z żeń-szeniem
Drugie "O":
  • Primer L'oreal Professionnel PRIMER REPAIR Lipidium podgrzany suszarką - 15 min
  • Maska L'oreal Professionnel  ABSOLUT REPAIR Lipidium podgrzana suszarką - 20 min
Osuszone włosy spryskałam mgiełką z Glis Kur'a  i nałożyłam po wysuszeniu na końce serum olejowe z Schaumy .

I jak sprawdziła się na moich włosach taka bomba emolientowo-humekantowa ?
Tył:


Bok:
Przód:

Włosy są tutaj zaraz po wysuszeniu, zatem jeszcze nieco spuszone, ale w dotyku są naprawdę fajne, miękkie, wygładzone, proste i co ważne w ogóle się nie plątają. W porównaniu do poprzedniej niedzieli jestem bardzo zadowolona. Taka mieszanka produktów zagość u mnie na pewno częściej :)

Pozdrawiam
J.
Witam, żyję nie umarłam.
Uczelnia + koniec semestru = zombie mode on, także niestety blog podczas niego schodzi na dalszy plan.
Powoli wychodzę jednak na prostą i znów na blogu regularnie będą pojawiać się wpisy.

Dziś przychodzę do was z Ndw, podczas której po raz pierwszy użyłam sody oczyszczonej, a co z tego spotkania wynikło zobaczycie poniżej. Z racji mocno oczyszczających właściwości sody zadbałam o to, aby moje pamiętające rozjaśnianie końcówki zostały odpowiednio zabezpieczone przed myciem, zważywszy na to, iż ostatnie użycie maski z jajka sprawiło, że moje włosy stały się lekko przeproteinowane. Jak zwykle zastosowałam metodę mycia OMO, także zaczynamy :).

Pierwsze "O":
  • RR Line Maschera mask coloured or streaked hair  -  użyta na koncówki - 1 godz.
"M":
  • soda oczyszczona,
  • szampon Anet Pokrzywowy - typowy SLS-siak zdobyty gdzieś przez mojego tatę xD.
Drugie "O" czyli mieszanka z takich produktów jak:
  • odżywka Garnier AiK,
  • maska Miracle hair mask, New anna cosmetics,
  • mleczko pszczele,
  • d-panthenol,
  • kwas hialuronowy,
  • NMF, nałożonych na 1 godzinę.
Na koniec włosy opłukałam w chłodnej wodzie żeby zamknąć łuski włosa. Po takich zabiegach wysuszyłam włosy i zabezpieczyłam włosy spora ilością Mythic Oil, z racji, że planowałam dla nich mały wysiłek w postaci prostowania.

Czas na zdjęcia :)
Tuż po wysuszeniu :
Po wyprostowaniu:
Tył włosów z lampą | Przód | Tył bez lampy
Mycie mieszanką sody i szamponu jak najbardziej się dla mnie sprawdza, włosy są miłe w dotyku i czuć, że są oczyszczone. Włosy na długości za sprawą nawilżających półproduktów i Mythil Oil są mięciutkie gładkie i ujarzmione, choć chwilę im zajmuje po wysuszeniu żeby całkowicie się wygładziły, tylko je miziać.

Pozdrawiam
J.

No i nastał w końcu czas niedzieli dla włosów ;)
Jako że niedawno moje włosy nie zaznały miłości, dziś czyli pt który wyjątkową będzie niedzielą doznały prawdziwego urozmaicenia pod względem składników. Wszystkie zabiegi miały na celu ich nawilżenie i dociążenie. Od protein na razie zrobiłam sobie sobie przerwę ponieważ włosy reagują na ich nadmiar puszeniem.

A oto co dziś zagościło w moim przepisie OMO:

Pierwsze "O":
  • Olej lniany ( 6 ml) nałożony na lekko zwilżone wodą włosy - 1 godz
  • Maska Miracle hair mask, New anna cosmetics - 30 min
"M":
  • Szampon Planeta Organica, Organic Olive Shampoo - umyłam skalp i pianą przeciągnęłam na długości włosów bez ich pocierania
Drugie "O":
  • Odżywka Garnier AiK, wzbogacona o półprodukty : mleczko pszczele, D-panthenol, kwas hialuronowy, olej z pestek śliwki - 1 godz
Po takim odżywieniu włosy zmyłam letnią wodą , odcisnęłam w ręcznik zabezpieczyłam mgiełką z Gliss Kur'a oraz nałożyłam kroplę mleczka prostującego z Marion. Tak zabezpieczone włosy wysuszyłam letnim i chłodnym nawiewem, jako kropkę a właściwie kroplę nad i nałożyłam Beauty Oil od Schaumy (który nieziemsko pachnie) oraz zakręciłam je w koczka ślimaczka na godzinę.

Dla wzrokowców oto wszystkie składniki:

A oto efekty dzisiejszego odżywiania ... jako że moje włosy są równie wielkimi śpiochami jak ja i lubią się wyspać po myciu żeby wyglądać super , wstawiam zdjęcia po koczku i po spaniu :)

Po koczku:

Po nocy:


Włosy są gładkie, mega mięciutkie i nawilżone... A babyhair'y żyją swoim życiem :P
A teraz lecę się miziać ^^
Pozdrawiam J.