Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej. Pokaż wszystkie posty
Tworząc posta z serii projekt denko co miesiąc zaskakuję sama siebie ilością zużytych produktów. Po opublikowaniu denka danego miesiąca myślę, że no, to, to już chyba rekord w ilości produktów i każdorazowo się mylę. Nie wiem, czy to ja rozwijam zdolności w zużywaniu rzeczy czy to nagle produkty same wpadają na pomysł, żeby się równocześnie skończyć. 


Jednak widzę, że denko lipcowe będzie na pewno mniejsze, może gabarytowo spore, ale ilość kosmetyków nie będzie taka duża i prawdę powiedziawszy, nawet mnie to cieszy, bo opisywanie wszystkich zużyć to ciężka robota.
Wszystkie 21 produktów
Z jednego jednak się cieszę, zmalał mój zasób produktów do włosów, co dobrze wpłynie na moje plany minimalizmu włosowego.

----------------------------

Dokładnie zużyłam 6 produktów do włosów, 8 kosmetyków do twarzy i 7 rzeczy różnorodnego przeznaczenia. Wśród wszystkich kategorii są prawdziwe hity a więc zapraszam na mini recenzje.

Włosy
Planeta Organica, Avocado Oil Hair Condicioner

Nie wiem kto wymyślał te opakowania, ale uduszę go gołymi rękoma. Kwadratowy przekrój plus twardy plastik to nie wróży dobrze. Odżywkę trzeba wytrząsać dość silnymi ruchami, na szczęście postawiona do góry nogami spływa do samego końca i po rozcięciu opakowania nic w środku już nie znalazłam. Poza tym aspektem, odżywka była naprawdę dobra. Moje włosy lubią olej awokado i tylko się w tym utwierdziłam. Produkt ułatwiał rozczesywania, ładnie emulgował oleje i pozostawiał włosy wygładzone i dociążone.

Anna New, maska do włosów, Miracle Hair mask

Maska, którą kupiłam po poleceniu jej przez BlondeHairCare i nie zawiodłam się. Mogę potwierdzić tylko to co było o niej dobrego powiedziane.

Bania Agafii, Cedrowe mydło do włosów i ciała

HIT, HIT, HIT. Czy ktoś go jeszcze nie zna ? Najlepszy produkt do mycia włosów. Moja mama potwierdza, a jest bardzo wybredna osobą.

Przepisy Babci Agafii, Maska do włosów drożdżowa na pobudzenie wzrostu

Działań pobudzających wzrost nie sprawdzałam, ale na długości sprawdzała się super. Może pachnie dziwnie, ale można jej to wybaczyć.

L'oreal, Primer Repair Lipidium, ampułka 

Dodaje prawdziwego kopa masce z tej serii. Dobrze, że mam jeszcze kilka ampułek w zapasie. Używam zawsze, gdy chcę mieć pewność, że włosy będą wyglądać świetnie.

ZrobSobieKrem, Olej lniany

Ulubieniec moich włosów. Jak na razie ma pierwsze miejsce na podium, czekam tylko jak wykorzystam inne oleje i do niego na pewno wrócę.

Twarz
Bania Agafii, Odmładzająca maseczka do twarzy na mleku łosia 

Jedna z lepszych maseczek nawilżających jakie miałam, a dodatkowo ślicznie pachnie. Z łosia czy tam łososia, ważne, że pozostawia skórę widocznie bardziej miękką i uspokojoną.


Bielenda, Professional Formula, Błyskawicznie napinająca maseczka koktajlowa

Niby niezła, ale szału nie zrobiła. Może jeszcze mam za młodą skórę, żeby zauważyć widoczny efekt.


Ziaja, Maska regenerująca z glinką brązową

Za to w tym przypadku, efekty widać od razu. Nie coś, że ślicznie pachnie to można straszyć domowników :D. Skóra jest po niej odżywiona, gładka i taka fajna w dotyku.


Astor, Lift Me Up, 2in1 Anti-Aging Foundation

Kolor jak to w próbkach był oczywiście dla mnie za ciemny, dlatego użyłam go do konturowania na mokro. Ładnie stopił się z innymi produktami, nie ciemniał i długo utrzymywał się na twarzy. Jestem ciekawa czy w gamie kolorystycznej jest odpowiednio jasny do mojej karnacji.

Tisane, balsam do ust w słoiczku

Mój ukochany balsam, smaruję go zawsze grubą warstwą na noc jako taka maska regenerująca. Po obudzeniu usta są mięciutkie, bez suchych skórek i gotowe do przyjęcia wszelkich produktów kolorowych.

Blistex, Intensive Lip Relief Cream

Kolejny ulubieniec z kategorii usta. Próbki otrzymałam od ortodonty, po zakładaniu aparatu. Trzeba wtedy dość mocno rozszerzyć wargi czego skutkiem było ich popękanie. Od razu przypadł mi do gustu zapach balsamu i jego konsystencja. A działanie jest jeszcze lepsze.


Ava, Eco Linea, Krem pod oczy pielęgnująco wygładzający

Złe opakowanie, pompka na początku nie chce się nacisnąć, a gdy już użyjemy odpowiednio dużej siły, strzela dość dużą ilością produktu. Krem jest dość rzadki i naprawdę wystarczy go odrobinka (co kłóci się z dozowaniem). Samo działanie nie powaliło mnie na kolana, ot taki zwykły nawilżacz, cieszyłam się, że się skończył.

Ava, Eco Garden, Organiczny peeling i maska 2 w 1 z ryżem i ogórkiem

Tym razem produkt Avy przypadł mi całkiem do gustu. Stosowałam podczas kąpieli jako peeling, a po wmasowaniu pozostawiałam go na twarzy jako maskę. Bardzo fajnie oczyszczał skórę i ją normalizował, trzeba jednak wiedzieć, że nie jest to mocny zdzierak.


Garnier Hand, Intensywna Pielęgnacja Bardzo Suchej Skóry, Regenerujący krem do rąk

Krem - ratunek, zwykle używam go zimą, ale przez pewien okres miałam bardzo suche dłonie i jako okład na noc pod rękawiczki  sprawdził się świetnie.


Alterra, Reine Pflanzenölseife Lavendel, Mydło z olejkami roślinnymi o zapachu lawendy

Nie lubię mydeł w kostkach i to mnie do nich nie przekonało, zapach był na tyle mocny, że musiało długo leżeć na balkonie i nieco zwietrzeć. Co do działania to takie zwyczajne mydło. Fajne jest jednak to, że rozmiar jest dopasowany do dłoni i nie rozmazuje się w mydelniczce.

Ministerstwo dobrego mydła, mydło "Ryż"

Tak, tak nie lubię mydeł, ale to jest świetne. Używałam do mycia całego ciało i jako jedno z niewielu nie pozostawiało osadu i uczucia suchości na skórze. Łagodziło podrażnienia i ładnie się pieniło. Jak na mydło to to jest mój hit.

Semilac, Remover Wraps, folia do ściągania hybryd

Usuwać jako tako usuwały lakier hybrydowy, ale często mi się rozluźniały i aceton "uciekał". Hybrydy nie są jednak dla mnie zatem wrapsy nie powrócą do mojego domu.

ARDELL, Duo Lash Adhesive Clear

Wylądował w koszu ponieważ się zepsuł. Jednak za czasów swojego żywota, sprawdzał się poprawnie. Kilka razy zdarzyło mi się chodzić z odklejonym końcem rzęs, ale nie było to notoryczne,  poza tym przeszkadzał mi w nim całkiem spory czas zastygania. Na szczęście łatwo się go usuwało potem z odklejonych rzęs. Teraz szukam lepszego zamiennika.


Carea, płatki kosmetyczne (Biedronka)

Płatki te pojawiały się już w poprzednim denku. Dalej twierdzę, że są to najlepsze płatki jakie można znaleźć.

Milly,  płatki kosmetyczne (Natura)

Te płatki, są odwrotnością tych powyżej, grube, rozdwajają się, słabo zbierają produkty z twarzy, za to wchłaniają sporo produktu do demakijażu. Kupiłam w sytuacji podbramkowej i nigdy do nich nie powrócę.

----------------------------

To by było na tyle w czerwcu, jak widać same fajne rzeczy. Dajcie znać czy wstrzeliłam się w wasze zużycia.

Pozdrawiam
J.
W komentarzach pod postem urodzinowym poczytałam, że powinno się pojawiać więcej moich włosów. A więc nie pozostało mi nic innego jak posłuchać się dobrej rady i powrócić z postami o bogatej pielęgnacji włosowej. Jako, że ostatnie niedziele włosowe zawsze były podyktowane jakimś wydarzeniem i tym razem tak będzie. Włosy potraktowałam w wyjątkowy sposób z racji na firmowy piknik, na świeżym powietrzu, na który zaprosił mnie mój chłopak.

Moim celem były wygładzone, nieplączące się włosy, którym nie straszne słońce. A czy plany miały odzwierciedlenie w życiu przekonacie się poniżej na zdjęciach, lecz najpierw nieco teorii.

Przepis OMO:


Odżywianie:
- olej z awokado - 30 min
- Timotei with Jericho Rose, Odżywka do włosów `Moc i blask` +
- Pervoe Reshenie, Planeta Organica, Afryka, Balsam do wszystkich typów włosów z olejem awokado - 30 min

Mycie:
- Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Cedrowe mydło do włosów i ciała

Odżywianie:
- Maska L'oreal Professionnel ABSOLUT REPAIR Lipidium +
- Panetne Pro-V odżywka w piance "Intensywna regeneracja" - 30 min

Suszenie:
- letni i chłodny nawiew

Zabezpieczanie:
- Schauma, Beauty Oil
- olejek z pestem malin

Efekty:

Przy okazji zdjęć, powiem Wam, że bardzo się cieszę, że miałam okazję po raz pierwszy przedstawić moje włosy w pełnym słońcu.

Dzięki wiatrowi widać w końcu jak cienkie są moje włosy :)



Nie wiem jak Wam, ale mi się efekt bardzo podobał, włosy były proste, mega miękkie w dotyku i nie plątały się bardzo, co ułatwiło mi życie w ciągu tych 7 godzin na powietrzy :)

Pozdrawiam

J.

Po blisko miesiącu testowania, uznałam, że jako ambasadorka powinnam już nieco się wypowiedzieć na temat nowej linii Aussie, którą mam okazję testować. Razem ze mną, produkty testuje kilka moich znajomych, rodzina oraz dziewczyny z rozdania. Wiem jednak, że wiele osób czeka na wizualne efekty działania nowych kosmetyków. 

Jako, że jest to post z serii "A co włosy na to" nie będzie to pełna i dokładna recenzja. Na nią przyjdzie czas pod koniec testowania. Dziś pokaże, jak wyglądają moje włosy zaraz po myciu, podczas którego użyłam szamponu i maski Miracle Moist.

Włosy umyłam dwa razy szamponem, nie zabezpieczając ich niczym i nałożyłam na skórę głowy żel aloesowy a na długość wspomnianą maskę w dużej ilości. Odczekałam około 40 i zmyłam letnią wodą, płukając na koniec zimnym strumieniem dla zamknięcia łuski. Włosy odsączyłam w ręcznik i wysuszyłam suszarką z jonizacją.

Efekty możecie ocenić na zdjęciach poniżej.


Włosy zyskały naprawdę fajną objętość, ale końce, na których widać jeszcze resztki rozjaśniania są ewidentnie spuszone i niesforne mimo dokładnego rozczesania ich Tangle Teezerem. W dotyku są miłe i gładkie jednak wystarczy chwila, nieco ruchu i zaczynają się plątać.

Jak dla mnie efekt nie jest zły, ale przydałoby się nieco więcej dociążenia, co uzupełniłam sobie kładąc na włosy malutką ilość oleju z awokado. Co do samych produktów to na razie powiem tylko tyle, że prześlicznie pachną, szampon dobrze się pieni a maska ma idealną konsystencję ale jak to moja mama uznała "przy użyciu obu na raz (na krótkich włosach) wygląda się jakby myło się włosy z 2 dni temu", także stosowanie non stop może skutkować obciążeniem.

Dajcie znać co myślicie o efekcie :)

Pozdrawiam
J.



W poprzednim poście z cyklu "A co włosy na to?" przedstawiłam całkiem fajną maskę Perfect.Me - Frizz Stop & Keratin Repair. Wspomniałam wtedy, że na test czeka jej zielona siostra, przeznaczona do włosów zniszczonych i suchych o nazwie Natural Oils Repair. Postanowiłam nie czekać i wykorzystać ją podczas kolejnego mycia. Jak się sprawdziła o tym poniżej.
.


Tym razem w maseczce królują według opisu oleje: arganowy, kokosowy, jojoba, ze słodkich migdałów oraz makadamia. Moje włosy, maski emolientowe, lubią, zatem ta wersja powinna się okazać dla nich istnym hitem.

A czy skład na to pozwoli ?


Jak widać produkt mocno emolientowy, z silikonami i całkiem sporym dodatkiem wymienionych wyżej olejów. Jako humekanty możemy zauważyć tu glicerynę oraz pantenol, choć nie jest to ilość powalająca. Na końcu nieco witaminy E oraz substancje zapachowe i konserwanty.




Maska ma konsystencję identyczną jak jej różowa siostra, czyli żelową o biało-przeźroczystej barwie. Jest bardzo gęsta zatem wpływa to na plus do jej wydajności. Pachnie cudownie, całkowicie inaczej od Frizz Stop & Keratin Repair. Tam mieliśmy świeży zapach ogórka, tutaj do naszego nosa dostaje się słodka, jakby kokosowo-migdałowa woń i czuć ją po wysuszeniu włosów. Mogłabym siedzieć pół dnia z nosem w tej masce, ale przejdźmy do tego co najważniejsze, czyli jej działanie.

Efekt tuż po myciu:


Przepraszam za jakość, aparat nie lubi mojego światła w pokoju :|


Efekt po nocy:




Działanie:

Boskie! Dawno nie miałam tak mięciutkich i gładkich włosów, dzięki tak przystępnej cenowo masce. Jutro pokuszę się o zakup jej większej wersji, choć przyrzekałam sobie nie kupować nic, dopóki nie wykorzystam swoich zapasów. Pół dnia miziam swoje włosy i są ideale. Zero puchu, zero plątania się, zero strączków. Czy muszę więcej coś mówić, zatem jeśli Wasze włosy lubią emolienty to koniecznie musicie wypróbować tą maskę.


Pozdrawiam
J.
Jestem z siebie dumna, od ostatniej włosowej niedzieli minął tydzień :). Tym razem szykowałam się na randkę a więc każdy szczegół musiał być na tip top. Znając swoje włosy, wiedziała, że nic im tak dobrze nie zrobi jak duża ilość emolientów z odrobiną protein. Ostatnio mam włosowego lenia ale tym razem się postarałam i dalej wcielałam w plan kończenie wszystkich produktów gdzie niedaleko będzie widać denko :). Co dokładnie nałożyłam na włosy, znajdziecie poniżej.

Przepis OMO:

Odżywianie:
- olej z pestek śliwek - 30 min
- Kallos, KJMN, Blueberry, Jagodowa maska do włosów +
- maska Biovax Caviar, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów - 30 min

Mycie:
- Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Cedrowe mydło do włosów i ciała

Odżywianie:
-  Anna New Cosmetics, maska do włosów, Miracle Hair mask +
- Nivea, Long Repair, Odżywka regenerująca długie włosy - 30 min

Suszenie:
- letnie i chłodny nawiew

Zabezpieczanie:
- Schauma, Beauty Oil


Aby zabezpieczyć włosy podczas podróży tramwajem zwinęłam je w koczek, jednak nie był to za dobry pomysł ponieważ tym razem bardzo dziwnie się zakręciły. Na szczęście dziś już sama fryzura prezentuje się lepiej :)


W dotyku są mega milutkie oraz grube i to mi wystarczy :)


Pozdrawiam
J.
Mam misję pod tytułem wykańczanie wszystkich masek i olejów i półproduktów, ponieważ wielu z nich kończy się termin ważności a poza tym chciałabym w końcu przetestować coś nowego. Tym razem padło na olej z awodako, nmf oraz maskę nawilżającą. A więc nieco emolientów i humekantów ... Powinno być dobrze a co zastałam po takiej pielęgnacji ?

Dokładny przepis OMO:

Odżywianie:
- odżywka przeciw wypadaniu włosów RadicalMed
- olej awodako - cała noc
- maska Natur Vital aloesowa + NMF - 1 godzina

Mycie:
- Pervoe Reshenie, Planeta Organica, Szampon do włosów na bazie organicznej oliwy toskańskiej

Odżywianie:
- Stapiz, Acid Balance, Emulsja zakwaszająca do włosów farbowanych - 1 godzina

Włosy spłukałam chłodną wodą, zawinęłam w ręcznik i dałam i wyschnąć w 80% naturalnie. Następnie dosuszyłam je ciepłym nawiewem.
Podczas spłukiwania włosy były śliskie zatem spodziewałam się dobrego efekty, niestety naturalne suszenie nie do końca im służy, o wiele lepiej wyglądają wysuszone nawiewem z jonizacją. 

Efekty po wysuszeniu


Włosy były niemiłe w dotyku, jedne włoski proste, drugie jak po karbownicy a trzecie pofalowane. Dodatkowo końcówki wyglądały jakby nie widziały od lat fryzjera. Mimo zakwaszającej odżywki i płukania zimną wodą ewidentnie uciekła z nich cała woda a łuska się otworzyła. 

Niestety taki efekt u mnie to nie nowość, za to każdorazowo po nocy efekt jest już o wiele lepszy :)

Na drugi dzień włosy stały się o wiele gładsze i miłe w dotyku, nie był to ich idealny stan ale nadawały się już do użyteczności. Oby dalsze eksperymenty z humekantami były lepsze :)


Pozdrawiam
J.
Tym razem było na bogato, jak to zapowiadałam w ostatniej niedzieli. Nie wiem czemu ale zawsze taka niedziela schodzi mi się z jakimś ważniejszym wyjściem :) Było dużo półproduktów i wielki mix masek do włosów. A z tego wszystkiego i tak najlepszy był zapach :3

Oto co zmieszałam tym razem :)
Pierwsze "O":
  • Olej z pestek śliwek + Joanna Rzepa na skalp - cała noc
  • Evrēe, Power Fruit, Nawilżający olejek dwufazowy - 30 min przed maską
  • Mieszanka: maska Kallos blueberry, mleczko pszczele, kwas hialuronowy
M:
  • Inter Fragrances, Seboradin, Szampon regenerujący z żeń - szeniem do włosów suchych i zniszczonych
Drugie "O":
  • Mieszanka: maska New Anna Cosmetics, Nivea LR, Seboradin balsam z żeń-szeniem, mąka ziemniaczana, mleczko pszczele, kwas hialuronowy, hydrolat różany, olejek Evree - 1 godz
Na koniec nałożyłam mleczko prostujące Marion i złotą mgiełkę od Gliss Kurra, włosy wysuszyłam ciepłym nawiewem i ułożyłam na szczotce grzywkę.

Sobota po umyciu | Niedziela po powrocie do domu
Po takim odżywianiu włosy były bardzo mięciutki i śliskie, nieco na początku puchate, jednak potem ładnie się wygładziły. Niedługo zamierza zaopatrzyć się w większą ilość półproduktów, zatem mieszanki będą bardziej różnorodne :)

Jak tam wasze dni wzmożonej pielęgnacji włosowej ?

Pozdrawiam
J.
Mówiłam Wam, że moja włosy z natury są proste i każda próba ich zakręcenia kończy się lokami które znikają w parę godzin ? Otóż dziś temu zaprzeczam, a właściwie zaprzecza temu słona woda z uniejowskich term. I tu tkwi haczyk. 



Od dawna wiemy, że pobyt nad morzem i kąpiele w naszym Bałtyku, mimo, że jest praktycznie najmniej słonym morzem, działają na nasze włosy pucho i falo twórczo. Słona woda zawiera głownie chlorek sodu i magnezu, a co te substancje robią z naszym organizmem ?

Woda ta jest bardzo dobrze absorbowana przez skórę i włosy, jest ona bowiem zbliżona składnikowo do płynu owodniowego, zaś stężenie samych składników jest bliskie stężeniu w ludzkiej surowicy. Dzięki temu np. składniki wnikają głęboki w pory skóry i działają oczyszczająco , poprawiają nawilżenie i ukrwienie i zaopatrują ją w tlen i składniki odżywcze.

Jednak włosy trzeba przed nią chronić ponieważ sól i inne minerały wysychając na skórze i włosach powodują ich odwodnienie, pozbawiając naturalnej wilgotności. Dlatego właśnie nasze pukle zaczynają się kręcić i pojawia się puch spowodowany rozszerzoną łuską. Włosy stają się sztywne i matowe, w odczuciu są suche i tracą naturalną sprężystość.

Jednorazowa styczność z taką wodą, nie uszkodzi struktury włosa, odpowiednią, bogatą pielęgnacją łatwo przywrócimy je do stanu wyjściowego, ale jeśli wystawimy swoje włosy na jej działanie przez dłuższy czas, nie stosując podczas tego żadnej ochrony, może okazać się, że zniszczeń nie da się odwrócić i włosy należy obciąć. A tego nikt raczej nie chce )


Aby tego uniknąć, swoje włosy przed wizytą na basenie naolejowałam dość porządnie i zakryłam czepkiem, jednak wiadomo woda dostanie się wszędzie, więc nie uniknęłam częściowego zmoczenia włosów. Metod chronienia włosów jest więcej, jednak ja rano musiałam się szybko szykować i zapomniałam zabrać części kosmetyków, a potem na szybko wysuszyć włosy i wracać do domu.

Metody ochrony włosów:

  • przed wejściem do słonej wody zmoczyć włosy słodką wersją, dzięki temu słona woda wniknie w łuski w mniejszej ilości
  • na tak przygotowane i dociśnięte włosy nałożyć olej lub serum silikonowe, które stworzy dodatkową otoczkę na łusce
  • dobrym nawykiem jest związywanie włosów i nakładanie czepka, który uniemożliwi w większym stopniu przedostanie się wody do czepka
  • po skończonej kąpieli, należy wypłukać włosy pod prysznice i umyć je delikatnym szamponem, dobrym pomysłem będzie też zaaplikowanie odżywki b/s
  • po wysuszeniu warto nałożyć ponownie serum silikonowe
Są to metody przeznaczone do wykonaniu tuż przed i po kąpieli w słonej wodzie. Po powrocie do domu, należy włosom zapewnić bogatą w oleje i emolienty, domykającą łuskę pielęgnację

Mam nadzieję, że takie wskazówki się przydadzą, a ja lecę nałożyć na włosy maskę, żeby wróciły do formy :)

Pozdrawiam,
pofalowana J.
Wszystkie kobiety chcą wyglądać ładnie, a szczególnie gdy idą na randkę z mężczyzną. Otóż dlatego porządna pielęgnacja wypadła w piątek aby włosy w sobotę wyglądały idealnie. Ostatnio włosy zaznały tylko dotyku szamponu i to jeszcze nie sprawdzonego, więc teraz musiałam dogodzić włosom dość sprawdzoną metodą czyli tzw. PEH. A więc po równo zastosowałam proteiny, emolienty i humekanty. Tak prezentował się oto ten zbiór.

Pierwsze "O":
  • Krauterhof, Żel Aloesowy (Iris Cosmetic) -skóra głowy- 30 min
  • Evrēe, Power Fruit, Nawilżający olejek dwufazowy - metoda rosołowa
  • Stapiz, Acid Balance, Emulsja zakwaszająca do włosów farbowanych +
  • Kallos, KJMN, Blueberry, Jagodowa maska do włosów - 30 mi
M:
  • Pervoe reshenie, Bania Agafii, Szampon do włosów specjalny, Aktywator wzrostu
Drugie "O":
  • Pervoe Reshenie, Receptury Babci Agafii, Maska do włosów na pobudzenie wzrostu `Drożdżowa` - skóra głowy +
  • Garnier Fructis, Oil Repair 3, Odżywka wzmacniająca do włosów suchych i zniszczonych +
  • Nivea, Long Repair, Odżywka odbudowująca +
  • Olej z pestek malin +
  • Mleczko pszczele +
  • Żel hialuronowy - 40 min
Suszenie przebiegało jak to u mnie zwykle bywa głową w dół, letnim nawiewem. Później włosy zostały tylko rozczesane TT i poszłam wreszcie spać (była 1:40).

Zdjęcia zostały zrobione w niedzielę, gdzie stan był już ciut gorszy niż w sobotę, z racji obciążenia po masce drożdżowej, ale i tak strasznie lubię efekt po pielęgnacji pehowej :)

Takie jeszcze nieco zwichrowane

Rozczesane i przygładzone TT 
Oby więcej takich piątko-niedziel :)

Pozdrawiam
J.
Dziś pielęgnacja którą planowałam już od dawna, jedyną przeszkodą był brak drożdży w rodzinnej lodówce. Ale od czego ma się tatę ^^. A więc do rzeczy, ndw wypadła jak to dziwnie na mnie w niedzielę :D nieco musiałam się spieszyć ale udało mi się zrobić prawie wszystko co zaplanowałam, a była to dokładnie maska drożdżowo-aloesowa według przepisu Alicji ukazanym na blogu "Martusiowy Kuferek". Jak wypadła u mnie, o tym niżej.

Pierwsze "O":
  • Krauterhof, Żel Aloesowy (Iris Cosmetic) - 30 min
  • Olej z pestek malin +
  • Schwarzkopf, Gliss Kur Ultimate Oil Elixir, Maska do włosów - 30 min
M:
  • Sylveco, Odbudowujący szampon pszeniczno - owsiany (dalej go testuję)
Drugie "O":
  • NaturVital, Sensitive Hair Mask Aloe Vera Juniper Zimbro (Maska dla wrażliwej skóry głowy) + rozpuszczona 1/4 kostki drożdży + mąka ziemniaczana ( całość bardzo obficie na skórę głowy i włosy) - 30 min
Na koniec włosy wysuszyłam ciepłym dość mocnym nawiewem, bo musiałam się spieszyć jak wspominałam. Na koniec zabezpieczyłam końce jedwabiem od Marion.

Efekt:

Niedziela | Sztuczne światło | Bez lampy
Podczas zmywania włosów, czuć było, ze są nieco tępe. Podczas suszenie włosy były w dotyku szorstkie, jednak gdy wyschły, były mięciutkie ,lekko usztywnione i świecące u góry. Jednak ogólnie widok psuje to, że są mocno spuszone i odstają na długości :/ Teraz zastanawiam się czy to są nowe odstające włoski czy może połamane stare, ponieważ przy czesaniu przyjrzałam się dokładnie końcówkom i jak na mnie to są one przerzedzone.

Zobaczymy jak włosy zachowają się po nocy, na razie uznaje, że tym razem wyszedł bad hair day od 1/4 długości w dół.

Mam nadzieję, że u Was poszło lepiej :)

Edit poniedziałkowy

Po nocy włosy mocno się wygładziły, dół włosów dorównał stanem do góry, zatem z takiego średniego bhd zrobił się good hair day :)
Poniedziałek | Rozczesane szczotką Khaja | Światło prosto  z okna

Pozdrawiam
J.
Ha, tym razem zdążyłam, a nawet wyprzedziłam niedzielę. Pielęgnacja włosów zaczęła się u mnie już w piątek wieczorem. W sobotę została zakończona a zdjęcia powstały już w niedzielę ponieważ lubię oglądać włosy gdy już są wygładzone po nocy. Z racji, że poprzednia ndw była bardzo uboga dziś postawiłam na dużo różnych składników w tym na kilka nowości. Do łask wróciły również proteiny, których już brakowało moim włosom. Oto co tym razem zagościło na moich.

Pierwsze "O":
  • Olej z pestek malin - cała noc
  • Elfa, Green Pharmacy, Balsam do włosów suchych z olejem arganowym i granatem +
  • Stapiz, Acid Balance, Emulsja zakwaszająca do włosów farbowanych +
  • NMF +
  • Żel hialuronowy - 30 min
M:
  • Sylveco, Odbudowujący szampon pszeniczno - owsiany
Drugie "O":
  • Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Balsam do włosów "Aktywator wzrostu" - skóra głowy +
  • Nivea, Long Repair, Odżywka odbudowująca +
  • New Anna Cosmetics - Miracle Hair Mask +
  • Evrēe, Power Fruit, Nawilżający olejek dwufazowy +
  • NMF +
  • Żel hialuronowy - 30 min
Włosy odcisnęłam w ręcznik, wysuszyłam ciepłym nawiewem, rozczesując je na samym końcu TT głową w dół i zabezpieczyłam serum Marion. Na drugi dzień dodałam do tego olejek od Schaumy.


Po efekcie widać, że włosy czasem potrzebują minimalizmu ale również i bogatej pielęgnacji, proteiny w zestawieniu z olejem i nawilżaczami świetnie wpłynęły na moje włosy. W dotyku są jedwabiście gładkie, proste, śliskie, dociążone a jednocześnie sypkie i nie zbijające się w strączki. Po takiej niedzieli mogę się miziać i miziać choć to niewskazane :/.

Mam nadzieję, że i Wam pielęgnacja się udała i przyniosła super efekty :).

Pozdrawiam
J.

Czas na kolejną NDW, która była zakończeniem tygodniowego testowania dwóch odkrytych w szafie masek oraz wykańczania półproduktów, które właśnie traciły termin przydatności. Takie dłuższe testowanie wyszło mi na dobre a przy okazji odkryłam jak mogę wykorzystać kallosa keratynowego aby nie szkodził moim włosom za bardzo, zaprasza na relacje :).

Pierwsze "O":

  • Evree, Olejek do ciała - cała noc
  • Pervoe Reshenie, Bania Agafii - maska do włosów - super silna - wzmocnienie, stymulacja wzrostu - 7 syberyjskich ziół; olej cedrowy, mech dębowy, pszczeli wosk - cała noc

M:
  • Pervoe reshenie, Bania Agafii, Cedrowe mydło do włosów i ciała - skalp
  • Kallos, KJMN, Keratin, Maska keratynowa z proteinami mleka - długość
Drugie "O":
  • Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Ekspres - maska do włosów regeneracyjna 'Elastyczność i blask'- 20 min
  • Mleczko pszczele - duża ilość nałożona na długość włosów
Odgniecenia od frotki | Zdjęcie bez lampy błyskowej
Włosy rano wysuszyłam tylko ciepłym nawiewem z racji potrzeby wyjścia na zewnątrz . Po powrocie zostały związane w kok miękką gumką i przed zdjęciami wygładzone jedwabiem od Marion.

W ciągu tego tygodnia odkryłam, że połączenie tych dwóch masek jest po prostu genialne, w szczególności gdy dodałam dużo d-panthenolu. Włosy były wtedy idealnie proste, wygładzone i sypkie, czyli takie jak lubię :3. Same maski nadają im miękkości i blasku, zaś jak widać na zdjęciach w połączeniu z mleczkiem pszczelim uzyskuję taką zdrową objętość :) A wygląd końcówek to sprawa gumki która powyginała je we wszystkie strony ;/. Za to mycie długośćci włosów maską keratynową sprawia, że są ujarzmione ale nieprzeproteinowane jak to było w przypadku trzymania jej przez pół godziny.

A jak wam minęła niedziela ? :)

Pozdrawiam
J.

Miesiąc wolnego, jakie to fajne uczucie :) Czas jednak wrócić do rzeczywistości i naskrobać nieco na bloga. Oczywiście pielęgnacja włosowa nie zaznała żadnej przerwy i dalej mogę się cieszyć dobrą kondycją kłaczków mimo nadmorskiego wiatru (tak , trafiłam na ten jedyny zimny tydzien ;/).
A oto pielęgnacja, którą tym razem zafundowałam włosom.

Pierwsze "O":
  • Nacomi  Olej wygładzający z borówką - cała noc
  • Garnier , Ultra Doux, Odżywka do włosów suchych i zniszczonych, Awokado i masło karite - 30 min
"M":
  • Szampon Seboradin z żeń-szeniem
Drugie "O":
  • Balsam Seboradin z żeń-szeniem - 30 min
  • Mąka ziemniaczana, d-panthenol, mleczko pszczele
Na koniec spryskałam włosy czarną Shauma, olejek i krem i wysuszyłam włosy na okrągłej szczotce.
Zwykle mąka działała na moje włosy bardzo wygładzająco, tym razem jednak były nieco spuszone, co mogło być efektem dodania półproduktów. Po kilku godzinach nieco się wygładziły jednak dość nierówno na długości. W każdym razem efekt jest dość zadowalający, biorąc pod uwagę, że byłu bardzo mięciutkie i lejące :).
Po wysuszeniu

Lampa błyskowa | Po około 6 godz od mycia

Pozdrawiam
J.
Tym razem niedziela opiewa w produkty dobrze mi znane na które zawsze liczyć oraz na olej z pestek malin który od niedawna testują z racji na świecące nad nami słoneczko :). Od feralnej #5 Niedzieli dla włosów próbuję włosiskom wynagrodzić tamtą pielęgnację, która poczyniła więcej złego niż dobrego. Moje włosy piją teraz oleje jak szalone, co bardzo im służy i w końcu mogę się cieszyć naprawdę dociążonymi włosami, gdzie nawet końcówki wyglądają bardzo dobrze, choć ich los jest przesądzony ;P.

Przepis OMO na dziś:
Pierwsze "O":
  • Olej z pestek malin + żel hialuronowy - 30 min; metoda rosółkowa ^^
  • Olej Evree Fruit 
  • Maska Biovax do włosów do włosów suchych i zniszczonych - 1 godz
"M":
  • Szampon Anet Pokrzywowy
Drugie "O":
  • Maska Ziaja do włosów farbowanych
  • Stapiz, Acid Balance - 30 min
Osuszone włosy spryskałam dużą ilością jedwabiu w płynie od Joanny ( już wiem, że to nie on jest winowajcą w #5 Niedzieli), w 90% wysuszyłam włosy zimnym nawiewem, nałożyłam olejek z pestek malin na wilgotne końce i dosuszyłam letnim nawiewem wygładzając włosy szczotką z włosów dzika.
Na początku przy twarzy było widać, że na włosach jest olej jednak potem ładnie się wszystko wchłonęło i pozostał efekt wygładzenia i blasku. Niestety zdjęcia mogłam zrobić dopiero po połowie dnia, jednak efekt dalej ładnie widać :).
Włosy rozczesane kompaktem TT | światło z żarówki

Lampa błyskowa
Jestem dumna z moich włosów dzisiaj, dojście do siebie zajęło im przy naprawdę bogatej pielęgnacji 2 tygodnie jednak warto było czekać na efekty.

Pozdrawiam
J.
Wpadłam w wir haulowy ... A co ^^ kto "bogatemu" zabroni :) Bohaterami dzisiejszego posta będą produkty ze strony BiochemiaUrody.com . A wszystko zaczęło się od podkładu mineralnego, który będzie bohaterem kolejnego postu, jeśli pan z poczty się pośpieszy :). Czytając wskazówki do nakładania w/w podkładu wiedziałam, że muszę się zaopatrzyć w dobry sypki puder biorąc pod uwagę również to, że testuję filtr 50+ SPF z La Roche Posey i będę się świecić jak choinka. 

W wybraniu jednego z dzisiejszych bohaterów jakim jest puder bambusowy z jedwabiem pomógł mi TEN post Italiany. Przy okazji oczywiście musiałam pobuszować po stronie i poszukać na innych blogach co jest wartego uwagi i kupna. Oto co wpadło z moje rączki ^^.

Bo po co otworzyć pudełko dobrą stroną ^^
 A tak wyglądały zapakowane zestawy, które należy zmieszać według instrukcji na stronie.


Wysyłanie produktów w zestawach do samodzielnego zmieszania jest według mnie bardzo dobrą opcją. Nie dość, że termin ważność produktu rozpocznie się od daty zrobienie kosmetyku przez użytkownika, to samo mieszania jest świetną zabawą, a przynajmniej było nią dla mnie. Tak wyglądają gotowe produkty do użycia po mojej biochemicznej przygodzie.

Kolory buteleczek mnie urzekły :3
Opis działania każdego z kosmetyków jest ogromny, zatem do wszystkich udostępnię link producenta, żeby każdy mógł w szybki i prosty sposób się z nim zapoznać. Z moje strony możecie poniżej przeczytać wrażenia po pierwszym użyciu.



Olejek myjący (link):
Olejek przepięknie pachnie pomarańczą ale nie radzę go jeść bo jest gorzki, ma dość płynną, nietłustą formułę, a po zmieszaniu z wodą tworzy się biała emulsja która bardzo fajnie rozprowadza się na twarzy. Olejek poradził sobie z łatwością z naprawdę opornym tuszem wodoodpornym także uznaje, że jest naprawdę dobry w kwestii zmywania makijażu. W trakcie mycia czuć jego delikatność, a na oczach nie występuje żadne podrażnienie. Po umyciu na twarzy pozostaje jakby miękka otoczka, ale bynajmniej nie tłusta, aż można się na chwilę zapomnieć miziając się po skórze.

Hydrolat z kocanki EKO (link):
Tego produktu jeszcze w pełni nie mogę ocenić, ponieważ jest to produkt przeznaczony do likwidacji otwartych naczynek a tego nie dokona po jednej aplikacji. Jednak już po jego pierwszym użyciu mamy uczucie odświeżenia, takiej czystości. Idealnie nada się do usuwania całodziennego brudu z twarzy, kurzy itp. ale nie do zmywania makijażu. Jedynym minusem jest dla mnie na razie zapach, który jest dość specyficzny jednak może się jeszcze do niego przekonam :).
 
Olej z pestek malin (link):
U mnie olejek ten będzie miał przeznaczenie czysto włosowe, jako ochrona moich rozjaśnianych końców przed słońcem, w szczególności, że te wakacje spędzę nad morzem. Długotrwałe działanie okaże się dopiero po lecie, za to po użyciu włosy są ładnie dociążone, nie fruwają na wszystkie strony i są gładkie. Do tego w posmarowane w ciągu dnia bardzo ładnie go piją i są ujarzmione przez dobre kilka godzin.



Puder bambusowy z jedwabiem (link):
Jest to drugi w mojej karierze puder sypki i chyba dzięki niemu się przekonam do tej formy, owszem jak z każdym trzeba się ostrożnie obchodzić ponieważ rozrzucony może nam przysporzyć sporo odkurzania ;P. W konsystencji puder jest bardzo miałki, daje przyjemy poślizg podczas pocierania palcami. Nałożony na twarz ładnie matuje, jednak nie jest to taki chamski mat, a wygładzenie i brak świecenia gdzie widać naturalny blask skóry. Dobrze współpracuje z kosmetykami nałożonymi na niego typu róż bądź bronzer, nie tworzą się plamy a widać ładne roztarcie granic. Po zastosowaniu twarz jest miła w dotyku a sam puder nie osadza się na włoskach i nie bieli twarzy. Co do trwałości to testowałam go podczas 5 godz wyjścia na miasto gdzie przebywałam i w budynku i na powietrzu. Twarz nie świeciła się i nie wymagała ponownego przypudrowania, także jest duży plus.
Wygląd twarzy po nałożeniu podkładu na filtr LRP oraz po nałożeniu pudru:




Peeling enzymatyczny EKO (link): 
Już po pierwszym razie dla mnie jest to hit. Dawno nie miałam tak gładkiej i miękkiej twarzy, liczę, że taki efekty pojawiać się będzie po każdym użyciu. Dodatkowo po zmyciu peelingu mamy uczucie napięcia skóry, pozytywnego napięcia, jakbyśmy były po liftingu twarzy. Co do samego produktu to muszę nabrać wprawy w jego mieszaniu z wodą bądź hydrolatem ponieważ konsystencja wyszła mi nieco za płynna. Jednak peeling dość szybko tężeje zatem nie było problemu ze spływaniem z twarzy. Co do wspomnianego tężenia to jest dość intensywne, peeling przybiera formę skorupki i nie sposób otworzyć ust na więcej niż 3 cm ^^. Przyznam śmieszne uczucie. Komuś może to przeszkadzać, jednak da się temu zaradzić dodając kwas hialuronowy, ja jednak nie widzę takiej potrzeby, chwila relaksu bez mówienia też czasem jest potrzebna.

Jak to zwykle bywa po zakupach, chciałabym wiedzieć co inni myślą o danym produkcie, zatem miło by mi było, gdyby osoby mające styczność z w/w kosmetykami dały znać w komentarzach co o nich sądzą.

Pozdrawiam
J. 


Jestem typową kobietą zatem mimo, że obiecałam sobie że przez miesiąc nic nie kupie (nawet odliczałam dni przy pomocy sticky notes), pojawiło się w mojej szafce z kosmetykami 9 nowości. Gdy tylko je przetestuję na pewno można się spodziewać się recenzji a teraz czas się pochwalić :).

Pełna lista zakupów:
  1. Hairstore.pl:
    • L'oreal Maska ABSOLUT REPAIR Lipidium 
    • L'oreal Primer ABSOLUT REPAIR Lipidium 6x12 ml
    • L'oreal Mythic Oil
  2. doz.pl:
    • Seboradin Balsam z żeń-szeniem
    • Seboradin Szampon z żeń-szeniem 
    • Cerkogel 30 
  3. Biedronka:
    • Herbamedicus Szwajcarska Końska Maść Rozgrzewająca
  4. Superpharm:
    • Evree Olejek do ciała, Power Fruit
  5. Hurtownia fryzjerska:
    • Stapiz, Acid Balance
Ale czy to może mi starczyć? No ba, że nie ... widząc co się dzieje za oknem kilka dni temu (upały) postanowiłam zaopatrzyć się również w olej z pestek malin, który właśnie do mnie idzie pocztą. 
Opis możecie znaleźć TU.

Balsam z Seboradinu oraz Mythic Oil są produktami, które już używałam i bardzo lubię jednak reszta jest całkowitą nowością. Do balsamu tym razem dołączyłam szampon aby zobaczyć czy on również da takie dobre efekty. 
Do zestawu Lipidium przekonała mnie recenzja BlondeHairCare oraz efekt jaki zabieg Repair Lipidium wywołał na moich włosach, po wakacjach planuję go powtórzyć, aby włosy wysuszone słońcem odzyskały blask i mięsistość. 
Maść końską planuje przetestować aby zobaczyć jej wpływ na porost włosów jednak aby nie podrażnić skóry głowy zastosuje co 2-3 mycia żel Cerkogel, który przeznaczony jest do skóry przesuszonej, podrażnionej ze skłonnościami do łuszczenia się.Wiem, że jest to kuracja, która dzieli włosomaniaczki na dwa obozy, jednak chciałam sprawdzić działanie na własnej skórze, w szczególności, że na mojej skórze głowy nie występuje żadne zaczerwienienie. Mam nadzieję, że połączenie tych dwóch produktów sprawi, ze włosy będą dłuższe bez uszczerbku dla skalpu. 
Olejek Evree odkryłam dzięki Skye z bloga lovelyavenue, zaś balsam zakwaszający odziedziczyłam po mamie, która użył go może raz (pachnie przecuuuudnie winogronem :3).

Mam nadzieję, że wszystkie produkty sprawdzą się w mojej pielęgancji włosów. Jeśli testowałyście, któryś z nich dajcie znać jak zadziałały :)

Pozdrawiam
J.