Nadszedł czas na pozostałą część kosmetyków zużytych w ostatnim czasie. W ostatniej części pisałam, że udało mi się wykorzystać 25 produktów, w tym 14 do włosów. Zatem dzisiaj przedstawię Wam 11 kosmetyków zarówno do ciała jak i twarzy, z których kilka to moi ulubieńcy.


Twarz:

1. ZSK - Przeciwtrądzikowy krem na noc z liposomami
2. Stiefel, Isotrexin gel 
4. Ziaja, Oczyszczanie - Liście Manuka, Tonik zwężający pory na dzień / na noc
5. Bielenda Pharm, Trądzik, Matujący krem - żel na dzień
6. Bielenda Pharm, Trądzik, Antybakteryjny krem redukujący trądzik na noc
7. Bebeauty, płyn micelarny
11.Galderma, Cetaphil EM (Emulsja micelarna)

Moja pielęgnacja twarzy opiera się głownie na walce z pozostałościami po trądziku oraz dokładnym, choć delikatnym oczyszczaniu. Cały jej schemat jest za długi, aby opisywać go w tym poście, jednak co nieco ujrzy światło dzienne :)
Jak możecie zauważyć dość sporo w tym zestawieniu kremów i maści, nie bójcie się jednak nie stosowałam wszystkich kremów na raz, konsekwentnie je wykorzystywałam w kolejnych miesiącach.

Krem ZSK zamówiłam razem z koleżanką - autorka bloga LovelyAvenue, która go dla mnie również ukręciła, ponieważ krem przychodzi w formie półproduktów do odpowiedniego zmieszania. Ma lekko żelową konsystencje i szybko się wchłania, z racji na swoje działania najlepiej stosować go noc, niewprawione w bojach cery mogą reagować na niego lekkim szczypaniem, które mija po chwili. Najlepsze jest jednak jego działanie, wyrównuje koloryt cery, zapobiega powstawaniu nowych zmian trądzikowch, matowi cerę i pomaga w pozbyciu się zaskórników, jak dla mnie must have każdej dziewczyny walczącej o ładny stan skóry na twarzy.

Następnym produktem jest Isotrexin - typowa maść przeciw trądzikowa przepisywana przez dermatologa, którą możemy kupić tylko na receptę (zawiera antybiotyk), zatem nie polecam samemu próbować przeprowadzania kuracji tym produktem. Jeśli myślicie o użyciu tej maści i wasza cera wymaga opieki dermatologa zalecam skonsultować się z lekarzem, czy będzie ona odpowiednia dla was i wpiszę się w całą kurację. Przechodząc już dalej, ponad kwestami medycznymi, maść śmierdzi strasznie alkoholem i ma postać żelu, który po wyciśnięciu zbiega się w kulki i ciężko go rozprowadzić bo ucieka spod palców, jednak pomijając te niedogodności, u mnie sprawdza się bardzo dobrze, wysusza zmiany, przyspiesza ich gojenie zmian i zapobiega powstawaniu nowych, na początku kuracji Isotrexinem trzeba liczyć się na początkowy wysyp, który dość szybki mija, kolejnym plusem jest to, że nie zawiera uczulającego benzoilu nadtlenku, na który po stosowaniu maści DUAC stałam się wrażliwa, co objawia się ogromną opuchlizną powiek.

No nieco się rozpisałam, zatem szybko przejdźmy dalej, tonik od Ziaji, pięknie pachnie, mogłabym się nim pryskać po twarzy non stop, uspokaja cerę po myciu, ale większych efektów nie widziała, zatem szukam czegoś lepszego.

Kremy od Bielendy, to takie słabiej działające wersje kremy z ZSK, oczywiście mówię tu o działaniu a nie o składzie. Ten na noc działał lepiej, normował wydzielanie sebum i delikatnie przyczyniał się do zmniejszenia zmian, wersja na dzień miała słabsze działanie ale dodatkowo matowała, niestety u mnie się nieestetycznie rolowała i ciężko było wykonać makijaż po jej zastosowaniu.

Płyn micelarny z biedronki każdy zna i większość poleca, zatem tu nie będę się rozwodzić, jest to mój hit, choć teraz zdradzam go z różowym Garnierem, którego testuję. Drugim micelem ale w formie emulsji do mycia jest znany Cethapil, jego recenzję znajdziecie -> tu, powiem tylko, że bardzo dobry ale bardzo drogi, super wymagające cery go docenia, zaś te mniej na pewno znajdą coś równie dobrego w niższej cenie.
Ciało:

3. Hean, Slim no limit, Peeling cukrowy ujędrniający
8. Rexona Crystal, Pure Silver Anti-Perspirant Roll On
9. Fa, Sport Double Power, Sporty Fresh Spray (Antyperspirant w sprayu)
10. Rexona, Natural extract, Green tea & Herbal Oils

Tym razem moje hity i buble podzieliły się praktycznie po równo, peeling z Hean uwielbiam, cudowny cytrusowy zapach, dobre zdzieranie martwego naskórka, nie wiem dlaczego ale wyrobiłam sobie podczas mycia używanie go na nogi i dekolt, ten ostatni po nim jest mięciutki i bez żadnych krostek. Przetestowałam go w drodze wyjątku również jako peeling do ust i bardzo dobrze się sprawdzał.

Dalej chciałam Was przestrzec przed oboma antyperspirantami, ten z Rexony poza ładnym zapachem nie robił nic, a Fa nie dość, że nie dawała żadnej ochrony to dodatkowo osypywała się niemiłosiernie. Do tych produktów już na pewno nie wrócę.

Ostatni produkt dostałam na otwarciu Rossmanna w łódzkiej Sukcesji jako dodatek do zakupów, stacjonarnie w Polsce go nie znalazłam jak do tej pory, ale uznałam, że warto o nim napisać. Używałam go z przyjemnością, ślicznie pachnie, dobrze się pieni, nie wysusza i jest całkiem wydajny, czego chcieć więcej od żelu do mycia :). Gdybym miała okazję kupiłabym go ponownie.

---------------------------

To już wszystkie zużyte produkty, mam nadzieję, że czegoś ciekawego się dowiedziałyście, może przed czymś was ostrzegłam, a do czegoś zachęciłam ;)

Pozdrawiam
J.


Przyszedł czas na pokazanie Wam co takiego udało mi się wykończyć przez ostatnie kilka miesięcy. Jako, że nie mam sentymentu do ładnych opakować, nie będzie wielkiej torby z pustymi butelkami, tylko zestawienie graficzne, które mam nadzieję będzie wystarczające. Łącznie udało mi się wykorzystać 25 kosmetyków, w tym 14 do włosów. Większość z nich jest już dobrze znana w blogosferze, jednak i ja dorzucę swoją krótką recenzję.




W tej części skupie się na produktach do włosów, w końcu to właśnie ta tematyka jest główną prezentowaną na blogu, a to do czegoś zobowiązuje :). W następnym poście postaram się przygotować zestawienie dotyczące reszty ciała, pomijając jednak kosmetyki kolorowe, bo tych raczej mi przybywa niż ubywa ^^. 

A tak prezentuje się owa kolekcja :

Kosmetyki rosyjskie:

1.   Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Maska do włosów `Super Silna` 
2.   Pervoe Reshenie, Bania Agafii - szampon do włosów specjalny - aktywator wzrostu - ekstrakt z igieł sosny karłowej, pięciornik, łopian, mydlnica lekarska, dziurawiec, eleuterokok kolczasty, rokitnik ałtajski 
3.   Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Balsam do włosów `Aktywator wzrostu` 
4.   Pervoe Reshenie, Bania Agafii, Ekspres - maska do wosów regeneracyjna `Elastyczność i blask`
Kosmetyki rosyjskie wypadły u mnie dwojako, seria "Aktywator wzrostu" nie powaliła mnie na kolana, spektakularnych efektów w kwestii przyrostu nie było, nie zahamowały również w najmniejszym stopniu wypadania, resztę działań oceniam jako dobre, ale nie wyróżniające się niczym. Z drugiej strony Maska "Super Silna" oraz "Elastyczność i blask" stały się moimi ulubieńcami i aż żal było się z nimi żegnać, wyciskałam je do ostatniej kropli.

Maski:

5.   RR Line Maschera mask coloured or streaked hair
6. Rossmann, Isana Professional, Oil Care, Effektiv - Kur (Kuracja do włosów z olejkiem arganowym)
7.   L`biotica, Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów suchych i zniszczonych
8.   Ziaja, Intensywna Pielęgnacja Włosów, Maska do włosów `Intensywny kolor` 

Wszystkie maski mogę z pełną odpowiedzialności polecić, sprawdzą się na włosach wysoko i średnioporowatych, które potrzebują dociążenia i wygładzenia. Gdy wykończę obecny zapas na pewno do mnie wrócą, w szczególności Isana i Biovax.

Szampony:

9.   Barwa, Barwa Ziołowa, Szampon tatarako- chmielowy do włosów łamliwych i zniszczonych 
10. Rossmann, Alterra, Feuchtigkeits - Shampoo Granatapfel & Aloe Vera (Szampon nawilżający do włosów suchych i zniszczonych `Granat i aloes`) 
Pierwszy to typowy szampon oczyszczający z sls i do tego sprawdza się super, dobrze się pieni i ładnie oczyszcza, trzeba tylko użyć po nim odżywki bo może plątać włosy. Drugi to cudownie pachnący delikatny szampon, do którego przekonałam nawet swojego faceta :), czy coś więcej muszę mówić :).

Wcierki i odżywki b/s:

11. Joanna, Naturia, Odżywka z miodem i cytryną do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych 
12. Farmona, Radical Med, Odżywka przeciw wypadaniu włosów 
13. Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy 
14. Joanna, Rzepa, Kuracja wzmacniająca
Z odżywką Joanny trzeba uważać, czasami udało mi się nią posklejać włosy, jednak stosowana w odpowiednich proporcjach ułatwia rozczesywanie i wygładza włosy. Co do wcierek to Jantara i Rzepę stosowałam w kratkę, nie widziałam więc za dobrze efektów, jednak kiedyś planuję do nich wrócić, zaś RadicalMed jest moich hitem, dobrze się rozprowadza, ładnie pachnie, nie obciąża włosów i co najważniejsze działa, z nim wypadanie mi nie straszne. Kolejna buteleczka stoi już w łazience i czeka aż będzie potrzebna.

Uff, koniec produktów do włosów, było ich sporo, jednak taka ilość zbiera się u mnie przez kilka miesięcy. Ciekawe czy znalazłaby się jakaś duszyczka, która używała kiedyś wszystkich wymienionych :)

Pozdrawiam
J.




Czy nieraz macie tak, że jakiś produkt już po pierwszych użyciach jest dla was totalnym niewypałem i ląduje na dnie szafy czy pudełka, czekając aż znajdziemy sposób na wykorzystanie go? W internecie pełno jest innych zastosować produktów niż ich oryginalne. Jeśli coś nam nie służy bardzo łatwo można w ten sposób wykorzystać resztki, bądź nawet i całe tubki. Ale czy warto od razu skazywać produkt na włosowe "wygnanie" ?

W moim przypadku takimi wielkimi przegranymi zostały jakże znane maski. Pierwsza to maska Love 2 mic Organic z efektem laminowania i Kallos Keratin. Pierwsza i druga powodowała u mnie straszny puch i szorstkość włosów. Moje włosy po prostu nie tolerują protein, mogę ich użyć jedynie w metodzie  PEH, bądź same raz na 2-3 tygodnia jak dobrze pójdzie.


A więc maski siedziały sobie w szafie i czekały aż coś z nimi zrobię. Jednak ostatnimi czasy moje włosy stały się ciężkie, szybko się przetłuszczały, strączkowały się i ogólnie wyglądały kiepsko. Uznałam, ze czegoś im brakuje i trzeba wykonać jakiś fajny zabieg poprawiający ich kondycję. Postanowiłam jako emulgator oleju zastosować na 1 godzinę Kallosa Keratin, gdyż w tej formie nie powinien zrobić mi większej krzywdy. Włosy umyłam moim ulubieńcem czyli mydłem cedrowym i szukałam pomysły co by tu teraz na nie nałożyć. 

Będąc w łazience chciałam użyć Kallosa Blueberry jednak wydał mi się on takim zwyklakiem i postanowiłam iść do szafki w poszukaniu czegoś naprawdę fajnego. Pomyślałam, że zmieszam maskę New Anna Cosmetics z jakimś półproduktem i tu nastąpiła pomyłka dzięki której w moje ręce wpadła Love2mixOrganic, Obie maski są po prostu w czarnej tubie a niższa New Anna stała na innym produkcie, zatem ich wysokość była bardzo podobna.

W pamięci ukazał mi się widok moich włosów po "laminowaniu" tą maską i nie były to fajne wspomnienia, jednak uznałam,  że jak już użyłam produktu, który mi normalnie nie pasuje to pojedźmy już po całości :). Kallosa trzymałam około 1,5 godziny bo się po prostu zaczytałam, a Love2mix siedziała na mojej głowie około 40 min.

Spodziewałam się niezbyt fajnego efektu, a tu co ? Włosy leciutkie ale dociążone, gładkie, śliskie, grubsze w dotyku, no żyć nie umierać.

Pofalowane po nocnym warkoczu
A więc czy warto dawać drugą szansę produktom włosowym ?
Zdecydowanie tak, jeśli widzicie, że czegoś włosom brakuje mimo, że dotychczas pielęgnacja sprawdzała się w 100%, bądź zmienił się stan waszych włosów np porowatość czy nawilżenie i produkt może teraz działać na was całkiem inaczej.
A co do ludzi to już decydujcie sami ;)

Pozdrawiam
J.
Jakie było moje zaskoczenie, gdy po nudnym, wymagającym pisania bez przerwy, wykładzie dostałam maila z gratulacjami. Zanim otworzyłam wiadomość myślałam, że to jakaś pomyłka, jednak niedługo potem cieszyłam się z niespodzianki jakim była pierwsza w życiu wygrana na blogowym rozdaniu. Radość była podwójna ponieważ było to jedyne wtedy rozdanie, w którym brałam udział, gdzie nie wiadomo było jaka jest nagroda, a więc bardzo oczekiwałam paczuszki .


Z racji małego psikusa poczty odebrałam ją z tygodniowym opóźnieniem, ale ważne, ze w końcu wpadła w moje łapki.

Na pierwszy rzut oka a właściwie nosa moją uwagę przykuł zapach mocnej lawendy. Tylko jedna rzecz ma oryginalnie taki zapach, jednak teraz nawet cień i rozświetlacz tak pachną :3 A co w padło w moje rączki dokładnie ? Prezenty od She-wolf można podzielić na 3 kategorię.

Pierwszą z nich są produkty do makijażu.


W tej kategorii znalazły się takie cudna jak:

1) Pomadka Pierre Rene Professional N13 Love Forever, która ma bardzo fajną miękką konsystencję i cudowny zapach, według producenta fiołkowy.

2) Kredka do ust Lip Matic Pierre Rene Professional o nr 3, zrobiłam jej malutki swatch i przy próbie zmycie schodzi bardzo topornie, a więc myślę, że będzie trwała. Razem ze szminką stanowią idealny komplet, bardzo możliwe, że zawita on u mnie na święta lub sylwestra.

3) Rossmann, Isana, Fruit&Gloss Lippenpflege Watermelone (Pomadka ochronna do ust `Arbuz`), pachnąca zabójczo, nie wiem jak sprawdzi się na dworze ponieważ od jej odebrania nie wychodziłam jeszcze z domu, ale nadaje ustom lekki czerwony kolor i ładnie się błyszczy.

4) Kajal Pierre Rene Professional, po testach na ręce, ma bardzo ładny odcień czerni, Jeszcze nie testowany podczas makijażu, ale zapewne będzie fajną bazą na oczu pod ciemne cenie.

5) Sensique, Velvet Touch, cień do powiek w odcieniu 128, jest to bardzo ładny fiolet opalizujący na złoto i czerwień. Zgodnie z nazwą cień ma cudną, delikatną konsystencję, a sam odcień mi przypasował idealnie ponieważ mam zielone oczy ;).

6) Wibo, Royal Shimmer, rozświetlacz od Pauliny Krupińskiej, w porównaniu do zwykłej wersji, ten jest bardziej złoty i ma większe, widoczne drobinki, zatem musimy stosować go z umiarem. Sprawdzi się idealnie na jakieś większe wyjścia, gdzie mocny makijaż jest wskazany.

Drugą kategorią są produkty do mycia i do ciała.


Tym razem znalazły się tu trzy produkty:

1) Rossmann, Alterra, Reine Pflanzenölseife Lavendel (Mydło z olejkami roślinnymi o zapachu lawendy), jak na razie siedzi zamknięte w pudełku, ponieważ inaczej cały dom by nim pachniał :P Gdy skończy mi się mydełko oliwkowe przywiezione z Grecji przez rodziców, Isana będzie pierwsza w kolejności do przetestowania.

2) Avon, Mr Frosty Spiced Cranberry and Orange Bubble Bath, ślicznie pachnący żel do kąpieli idealny na tą porę roku, juz wyczekuję, aż skończy mi się obecna Rexona i będę mogła go użyć.

3) Herbamedicus, Swiss Quality Cellulitis (Żel antycellulitowy do ciała), ten produkt jest jeszcze dla mnie zagadką, ponieważ nie wiem do czego mogłabym go użyć, cellulitu nie posiadam, na rozgrzewanie mam z tej samej firmy maść końską. Zaopiekuje się nim chyba moja mama, której jego zapach bardziej odpowiada niż w/w maści końskiej.

No i ostatnia kategoria czyli próbki i produkty do paznokci a właściwie jeden produkt.


1) Rimmel, 60 Seconds Nail Polish by Rita Ora, 878 Roll in the grass (Lakier do paznokci) - o przepięknym odcieniu mięty, niedługo wyląduje na moich paznokciach.

2) Próbka podkładu Pierre Rene Professional Comfort Matt 2IN1 w odcieniu 03 Natural, odcień zapewne będzie dla mnie za mocny, ponieważ nawet Bourjois Healthy mix nr 51 jest ciut za ciemny, jednak chętnie przetestuję jego konsystencję, może uda mi się go użyć do delikatnego konturowania na mokro.

3) Próbka Bielenda Professional 1,5% HIALURONOWE SERUM W KREMIE DO TWARZY, czeka w łazience na swoją kolej, tego produktu jestem bardzo ciekawa, bo może się bardzo dobrze sprawdzić zamiast zwykłego kremu pod makijaż.

4) Próbka Acqua di Bolgheri - Exclusive crema corpo idroemolliente, balsam do ciała zawierający wysoko w składzie miód, wyciąg z malwy i masło shea, ma dość gęstą konsystencję i jak na jeden raz ładnie nawilżył skórę, na początku wyczuwamy ładny zapach miodu, jednak jak dla mnie dalej jest czyste zło, prawdopodobnie to zapach malwy, ale mi pachnie kadzidłem, takim z kościoła, który źle mi się kojarzy, niemniej jednak samo działanie na plus.

5)Próbka Bandi, Professional Line, Krem z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym, na początku może nieco szczypać, jednak po nocy z nim zmiany są uspokojone. Wiadomo, ze opinia ta jest bardzo subiektywna, ponieważ nie jestem w stanie zobaczyć czy na dłuższą metę zapycha, czy rzeczywiście pomaga w załagodzeniu trądziku a może to efekt tylko przez pierwsze kilka użyć.

6) Luke Charcoal Nose Cleansing Strips (jedna sztuka), czarnych kropek na nosie nie posiadam, jednak po jego użyciu pory widocznie się zmniejszyły a skóra zrobił się gładsza, tym produktem jestem bardzo zaciekawiona, choć zapach nie powala.

To tyle w moich nowych dobroci, wiele rzeczy mi się przyda i będą testować, częścią podzielę się z najbliższą rodzinką a cześć była jest fajną przygodą poznawania nowości. Ciekawa jestem czy ktoś z czytelników miał do czynienia, z którymś z wymienionych. Dajcie znać :)

Pozdrawiam 
J.
No i niestety nadszedł już czas końca tej bardzo fajnej akcji włosowej. Mimo wzlotów i upadków z pielęgnacją "pro wzrostową" udało mi się wyhodować całkiem ładną długość włosów :) Oczywiście na tym nie poprzestanę i dalej będę walczyć o zdrowe, gęste, długie pukle. 

Na początku akcji wiedziałam, że cała nowa długość pójdzie praktycznie pod nożyczki, przeżyłam jednak miłą niespodziankę podczas ostatniego mierzenia, gdzie okazało się, że zachować prawie cały przyrost z ostatniego miesiąca :) Podczas całej tej zabawy, spotkałam się również z wieloma sposobami na przyspieszenie porostu, których nie znałam i nie stosowałam, na co przyjdzie czas już niebawem.

Poniżej znajdziecie moje wyniki z każdego miesiąca, oraz to co wtedy wspomagało wzrost moich włosów :) 

Wrzesień:

- picie skrzypokrzywy - 1 i 2 tydzień
- suplementacja Calcium Pantothenicum 2x2 tabletki - cały miesiąc

Przyrost według pomiaru Henrietty wyniósł 2,5 cm, z początkowej długości 61 cm włosy skoczyły do 63,5 :)

Październik:

- suplementacja Calcium Pantothenicum 2x2 tabletki - cały miesiąc
- mycie głowy szamponem Banii Agafii "Aktywator wzrostu"
- stosowanie na skalp maski Banii Agafii "Aktywator wzrostu"
- wcierka Jantar oraz Joanna Rzepa

Przyrost wyniósł równe 2 cm, po zakończeniu drugiego miesiąca długość całkowita wynosiła 65,5 cm.


Listopad:

- wcierka Joanna Rzepa
- stosowanie na skalp żelu aloesowego
- odżywka RadicalMed przeciw wypadaniu - ostatnie tydzień

W tym miesiącu włosy zostały obcięte, do odwiedzin fryzjera  urosły 1 cm, zatem liczyły sobie 66,5 cm. Pod nożyczki poszło około 5 cm i tak ich maksymalna długość wynosiła 61,3. Od tego momentu udało im się urosnąć jeszcze 1,7 cm, co dało łączny wynik 2,7 cm oraz długość końcową 63 :)

Końcowa ilość uzyskanych w akcji centymetrów: 7,2 cm

A tak wygląda to na zdjęciach :)

Początek:


Efekt po pielęgnacji we wrzesieniu:




Efekt po październiku:



Efekt końcowy po listopadzie:


Porównanie początku i końca


Mam nadzieję, że wam też włoski ładnie urosły i dalej będziecie walczyć o ich dobry stan :)

Pozdrawiam
J.
Tym razem było na bogato, jak to zapowiadałam w ostatniej niedzieli. Nie wiem czemu ale zawsze taka niedziela schodzi mi się z jakimś ważniejszym wyjściem :) Było dużo półproduktów i wielki mix masek do włosów. A z tego wszystkiego i tak najlepszy był zapach :3

Oto co zmieszałam tym razem :)
Pierwsze "O":
  • Olej z pestek śliwek + Joanna Rzepa na skalp - cała noc
  • Evrēe, Power Fruit, Nawilżający olejek dwufazowy - 30 min przed maską
  • Mieszanka: maska Kallos blueberry, mleczko pszczele, kwas hialuronowy
M:
  • Inter Fragrances, Seboradin, Szampon regenerujący z żeń - szeniem do włosów suchych i zniszczonych
Drugie "O":
  • Mieszanka: maska New Anna Cosmetics, Nivea LR, Seboradin balsam z żeń-szeniem, mąka ziemniaczana, mleczko pszczele, kwas hialuronowy, hydrolat różany, olejek Evree - 1 godz
Na koniec nałożyłam mleczko prostujące Marion i złotą mgiełkę od Gliss Kurra, włosy wysuszyłam ciepłym nawiewem i ułożyłam na szczotce grzywkę.

Sobota po umyciu | Niedziela po powrocie do domu
Po takim odżywianiu włosy były bardzo mięciutki i śliskie, nieco na początku puchate, jednak potem ładnie się wygładziły. Niedługo zamierza zaopatrzyć się w większą ilość półproduktów, zatem mieszanki będą bardziej różnorodne :)

Jak tam wasze dni wzmożonej pielęgnacji włosowej ?

Pozdrawiam
J.
Od czasu wielkiego bumu na odżywki do rzęs miałam ochotę jakąś przetestować, ale nie uśmiechało mi się jak zapewne wielu dziewczynom wydawać około 200 zł na parę ml wybranego specyfiku. Dlatego gdy pojawiło się 4LL wiedziałam, że kiedyś trafi w moje łapki, a w między czasie pojawiło się i serum z L'biotici, jednak nie używałam go regularnie.


Ostatnio trafiłam w Superpharm na promocję i udało mi się upolować 4LL za 59,99 zł, gdzie zwykle kosztuje 20 zł więcej.

Ale co się stało, że nagle poczułam niemożliwą do zlekceważenia ochotę na posiadanie długich i gęstych rzęsy ? Otóż poznałam blog KaczkaZPIEKŁARODEM  i zachwyciłam się rzęsami Marty pokazanych na zdjęciach w jednym z postów. Uznałam, że może i mi się uda takie mieć, więc coś w tym kierunku trzeba zrobić.

Lewe i prawe oko

Naturalnie moje rzęsy są cienkie choć długie ale idealnie proste i skierowane w dół, bez zastosowania tuszu, bądź henny są praktycznie niewidoczne, ponieważ są koloru blond, a dodatkowe końcówki są praktycznie białe. Efekty zatem na pewno nie dadzą mi pięknego wachlarza rzęs jak u Marty jednak liczę, że kondycja moich lichych włosów ulegnie poprawie i rzęsy pomalowane ukochanym Volume Million Lashes So Couture będą prezentować się naprawdę ładnie i okazale.


Kurację zaczęłam dokładnie 1 grudnia, a więc przyjazna data do robienia miesięcznych podsumowań. Codziennie na noc po demakijażu nakładam na linie rzęs serum 4LL zaś same rzęsy smaruję serum od L'biotici. Wiem, że serum to jest słabsze, jednak nie zaszkodzi go stosować, a może nieco wspomoże działanie 4LL, taki zmasowany atak. Kurację planuję stosować przez 3 miesiące, mam nadzieję, że nie będę mieć żadnych efektów ubocznych i z dobrymi wynikami ją zakończę, ale o tym dopiero w marcu :)


Co do samej techniki stosowania to obie formy aplikatora są wygodne i łatwe w użyciu, choć większe efekty zapewne uzyska się pędzelkiem z 4LL ponieważ możemy precyzyjnie nałożyć preparat w okolice cebulek włosów, jedyne na co trzeba uważać, to to aby żadne z serum nie dostało się do oczu, szczególnie pod powieki, gdzie do wewnętrznej strony mogą zacząć rosnąć włoski i podrażnić gałkę oczną (wyjaśnienie w komentarzu dzięki Bronach).

Trzymajcie za mnie kciuki i napiszcie w komentarzach czy stosowałyście, któryś z produktów i jakie były wasze odczucia :)

Pozdrawiam
J.